Ratuj Głuszca
malarka

Niedzielny poranek, Muzeum Historii Katowic, Magdalena Rajska-Armata oprowadza mnie po swojej wystawie „Kolory kobiecości”. To ogromny zaszczyt znaleźć się w jednej galerii z tak wyjątkową artystką. Rzadko, bowiem zdarza się, by same portrety wstrzymywały oko widza na dłużej, a tu wciąż ktoś przychodzi, zatrzymuje się, wzdycha. Magia?

Ana Miler: Wystawa cieszy się sporym zainteresowaniem…

Artystka przegląda księgę gości pękającą od wpisów. Są tu całe monologi i kilka zamaszystych podpisów.

-To bardzo miłe – odpowiada, a na jej twarzy odmalowuje się szczera wdzięczność dla osób, które przyszły tu i pofatygowały się, żeby zostawić po sobie coś więcej niż tylko obecność.

Z obrazów patrzą kobiety dumne, silne i spełnione, kwintesencja kobiecości. Czy bohaterki portretów zostały dobrane według klucza?

Magdalena Rajska-Armata: – W pewnym sensie tak, a bierze się to z początkowego założenia wystawy, która miała mieć tytuł „Współczesny matriarchat”. Temat fascynujący, polegający na pokazaniu kobiety sukcesu, spełnionej, dojrzałej. Oczywiście może to być także młoda kobieta. Rozpoczęłam, więc poszukiwania modelek według własnego klucza. Chciałam połączyć akty, abstrakcje i portret, a motyw przewodni wystawy miał być spójnikiem wiążącym wszystko, ale już w trakcie pracy nad wystawą plany uległy zmianom. Pani komisarz Natalia Kruszyna po wejściu do pracowni i dostrzeżeniu całej ferii barw stwierdziła, że początkowy tytuł absolutnie tu nie pasuje i poszłyśmy w inną tematykę. Stąd te „Kolory kobiecości”. Specjalizuję się w portrecie, oczywiście nie maluję tylko kobiet, ale również mężczyzn i postacie historyczne.

Uwiecznione na płótnie postacie są osobami pani bliskimi, ale też powszechnie znanymi, jak na przykład Pani minister Jolanta Bieńkowska…

Są tu osoby powszechnie znane, a także znane mi osobiście, czy osoby, z którymi jestem zaprzyjaźniona. Z panią Jolantą Bieńkowską, obecną panią minister, nawiązałam kontakt poprzez panią dyrektor Sajdak. Pani minister jest  fantastyczną osobą, a zarazem idealną bohaterką do mojego portretu jako kobieta pełną energii, piękna, z wieloma sukcesami życiowymi, słowem: kobieta spełniona, która mi dodatkowo osobiście bardzo imponuje.

Dziś chyba niełatwo namówić kogoś na czasochłonne, wielokrotne sesje pozowania.

Generalnie nikt dzisiaj nie ma już czasu pozować, czasy są takie, że wszystkim nam brakuje wolnej chwili nawet dla siebie, a co dopiero na wielokrotne sesje. Spotykam się z osobami portretowanymi w mojej pracowni lub w ich domach, następnie robię sesję fotograficzną tj. paręset zdjęć, a potem z tego wybieram najciekawsze ujęcia i na ich podstawie robię portret. Praca twórcza zaczyna się od momentu portretowania, tzn. od chwili, w której mam wpływ na to jak oddaję rzeczywistość, jak przekazuję emanującą z danej osoby energię. Bo to nie chodzi tylko o kobiety, ale o wszystkich ludzi, których portretuję. Każdy z nich, bowiem posiada wyjątkową energię. W trakcie sesji zdjęciowej staram się zawsze uchwycić ten odpowiedni moment, kiedy wrażenie to jest najsilniejsze.

Ponoć kolor odzwierciedla osobowość. Przebywając w towarzystwie niektórych osób, ludzka percepcja może ulegać wrażeniu synestezji: jedni emanują energiczną żółcią, inni zaś agresywną czerwienią, są też ludzie niemal szarzy…

Dokładnie. Kolor zaraz po emocjach jest drugim ważnym elementem portretu. Jak wiadomo, w portrecie trzeba oddać podobieństwo i prawdziwość emocjonalną. Natomiast na kolor już w pewnym sensie starałam się mieć bezpośredni wpływ i to był istotny element na tej wystawie, aby zrobić portrety tak, by uwidoczniały pewną dominantę kolorystyczną, albo żeby były w określonej gamie, która jest czasami intuicyjna, czasami ta gama wynikała z miejsca, w którym robiłam sesję, czyli jest to koloryt miejsca. Czasami wynikało to ze stroju i próby jego odpowiedniego skontrastowania. Także z kolorem miałam dużą swobodę i zabawę. To samo jest w aktach, gdzie gama jest właściwie tematem wyjściowym.

Jak przebiega u pani proces twórczy, czy to działanie zrywami pod wpływem chwili, czy mozolna systematyczna praca?

Pracuję codziennie. Uważam, że twórczość artystyczna to taka profesja, gdzie właściwie każda przerwa jest niedobra. Czasami różne sytuacje życiowe powodują, że nie można malować na bieżąco, ale kontakt z wyobraźnią musi być stały. Wyobraźnia musi być ciągle rozgrzana, wtedy pomysł powoduje kolejny pomysł. Także jest to iście mrówcze zajęcie, ale tylko tak, według mnie, w tej dziedzinie można do czegoś dojść, dlatego jest to bardzo wymagający zawód.

Picasso powiedział, że natchnienie istnieje, ale musi nas zastać przy pracy…

Dokładnie, dlatego nie kieruję się natchnieniem, a rytmem pracy, rytmem własnym, bo oczywiście dobra forma jest w tym zawodzie bardzo istotna. System pracy, który sobie opanowałam polega na tym, że każdego dnia staram się podejść na nowo do obrazu, który malowałam poprzedniego dnia i ponownie poddać go analizie. Obraz musi „chcieć się” malować, dlatego przebieg jego tworzenia to cała długa historia. Jest to przede wszystkim praca fizyczna, połączenie fizycznej pracy z intelektem, z wyobraźnią. Jest to próba oddania wizji, bo zawsze dążę do tego, aby możliwie najwierniej urzeczywistnić wizję, która powstała najpierw w moim umyśle.

Zawsze udaje się z tym odzwierciedleniem?

Różne są losy tych wizji. Czasami pod wpływem jakiegoś pomysłu twórczego wykonuję dziesiątki szkiców, wiem wówczas, że nie jest to moja fantasmagoria, wyimaginowana wizja, ale coś rzeczywistego, urealniłam własną wizję. Jestem bardzo zadowolona, kiedy udaje mi się osiągnąć ten efekt. Często też wykorzystuję przy tworzeniu przypadek. Spontaniczność jest nieodłącznym elementem mojej pracy, rysuję z gestem, ale to już chyba wynika z mojego temperamentu.

Nie próbowała pani innych profesji w trakcie studiów?

Pracowałam w różnych miejscach, różnych też rzeczy próbowałam w życiu. Po studiach zajmowałam się projektowaniem. Wydawało mi się to bardzo ciekawe, potem przyszedł okres macierzyństwa, malowałam i rysowałam coraz częściej. Ja oczywiście lubię projektować, wykonywałam też ilustracje do książek dla dzieci i to było bardzo ciekawe, ale generalnie doszłam do tego, że rysunek i malarstwo jest tym, co kocham najbardziej, moją drogą. I jeżeli ten obraz znajduje nabywcę w czyimś domu, to jest dla mnie wielka radość.

Wystawiała pani za granicą, nie myślała pani, żeby skupić się na międzynarodowej karierze?

Chciałabym. Cały czas staram się iść do przodu. Być może to kwestia zatrudnienia odpowiedniej osoby, agenta. Osobiście nie mam głowy do organizacji wystaw i do spraw promocyjnych. Jestem bardzo zadowolona, że MHK pomogło mi od tej strony technicznej, również przygotowując katalog, który jest niezwykle czasochłonny. Mogłam się, więc przez te osiem miesięcy całkowicie skupić na przygotowaniach do wystawy.

Źródło inspiracji?

Kolor, rysunek. Człowiek jest wdzięcznym i pięknym tematem, bo jest ogromnym wyzwaniem pokazać czyjąś osobowość, również, jeżeli chodzi o sam akt. To niezwykle ciekawy, ale zarazem trudny temat. Na pewno praca z modelem jest świetna. Wykorzystuję też wzorzystość tkanin. Lubię też architekturę ze względu na dużą ilość rysunków, ale już pejzaż mniej, ponieważ nie wywołuje we mnie tylu emocji.

Potrafi pani pędzlem namalować duszę, to co w człowieku jest najpiękniejsze.

Zawsze staram się być życzliwa. Życzliwie patrzę na te moje portretowane, czy portretowanych. Mam serdeczny stosunek do tych ludzi i chcę żeby byli najpiękniejsi, najlepsi, jacy tylko mogą być, dlatego zawsze staram się umawiać na portret w chwilach, kiedy człowiek tryska pozytywną energią. Uwieczniając kogoś, chcę zachować te wspaniałe emocje, nie chcę, aby ktoś patrząc z portretu emanował nostalgią, absolutnie nie. Moją intencją jest, by uchwycić właśnie te cudowne emocje w człowieku.

Osoba, którą chciałaby pani przenieść na swoje płótno najbardziej?

Mam pragnienie namalowania jeszcze wielu, wielu portretów. Dla mnie każdy portretowany jest nietuzinkowy, a spotkanie z nim zawsze unikatowe. Cała sprawa polega na tym, by pokazać tę osobę jak najlepiej, aby osoba portretowana czuła się szczęśliwa. Ja bym sobie życzyła, aby ludzie chcieli mieć własny portret, to byłoby niezwykle fajne, ale nie każdy wyraża taką potrzebę, choć i są ludzie, którym na tym bardzo zależy.

W pani rodzinie odnotowały się przypadki malarskiego geniuszu?

Nic mi nie wiadomo, żeby w mojej rodzinie ktoś wcześniej malował. Mama miała wykształcenie muzyczne, a tata był dziennikarzem. Obie córki za to są utalentowane plastycznie. Jedna też skończyła ASP, ale jest projektantką i dla niej być artystką i projektantką to dwie różne kwestie i ściśle utożsamia się z tą pierwszą. Natomiast druga córka również ma talent plastyczny, ale w końcu zamieniła go na prawniczy, chce być adwokatem. Mąż nie maluje, ale jest architektem. Tak, więc zostałam tylko ja.

Wchodzimy do kolejnej, ostatniej już sali. Abstrakcje…

- Obrazy dojrzewają jak wino, zawsze mam nadzieję, że kiedy spojrzę na swoje obrazy czymś mnie zaskoczą – mówi artystka.

- A ten? – wskazuję na jedyny obraz w odcieniach szarości, który silnie kontrastuje z jasnymi pastelami.

- On jest zastanawiający, bo pochodzi z czasów, kiedy malowałam czystą abstrakcję – wyjaśnia – pewne wątki się powtarzają, kiedy coś się dzieje w obszarze faktury. Nawiązuje do realizmu, bo taka jest moja potrzeba, by obraz prócz pięknej abstrakcji został zbalansowany ciężarami. Potrzebuję czasem by moje oko spoczęło też na czymś realnym. Emocja jest wyjściowym momentem, a potem wszystko przebiega dość racjonalnie. Staram się, żeby to było spontaniczne, żywiołowe i zgodne z moim temperamentem, natomiast sam obraz jest intelektualny. Wielokrotnie analizuję temat przed namalowaniem – dodaje.

Który z artystów miał największy wpływ na pani malarstwo? A może jakaś szczególna epoka?

Właściwie to wielu, wielu artystów było dla mniej inspiracją, długo by można wymieniać. Też nie mogę powiedzieć, żeby jakaś szczególna epoka miała na mniej wpływ. Inspiruję się wielkimi mistrzami, których kocham. To jest na pewno Rembrandt, ale ostatnio przeżyłam fascynację Wyspiańskim i on jest taką moją cichą inspiracją. Uważam, że rysunek jest taką dziedziną nieco zaniedbaną, a ja sobie tę formę artystyczną bardzo cenię i chciałam też z taką energią Wyspiańskiego, kreską pełną wyrazu, oddać mu hołd w swoich pastelach.

Idąc tym tropem nasuwa się i Witkacy…

Witkacy oczywiście też, ale on już nie był taki spontaniczny. Jego dzieła albo były wyrazem szaleństwa, albo były tworzone z takim rygorem, to dość klasyczny rysunek. Także Wyspiański jest moją wielką miłością, a z ostatnich moich inspiracji również Marlene Dumas ona też jest portrecistką, zajmuje się nowoczesnym portretem, jest fantastyczną malarką, niezwykle mi bliską z takich poszukiwań formalnych.

Rada dla wszystkich adeptów malarstwa, którzy chcieliby pójść w pani ślady: praca, praca, praca?

Fach malarski w tym ujęciu klasycznym, w technice oleju na płótnie to są dziedziny, które wymagają codziennej pracy i nie ma chyba innego wyjścia. Obraz musi być prawdziwy, musi pokazywać prawdziwą emocję. Aby osiągnąć ten efekt wymagana jest systematyczna i regularna praca.

Te obrazy nadają się do wnętrz współczesnych, a my przecież jesteśmy w muzeum.

Tak, ta wystawa wzięła się z mojej wcześniejszej współpracy z tym miejscem, kiedy malowałam na zamówienie postacie historyczne. Choć w istocie moja propozycja jest do współczesnego wnętrza. Osobiście powiesiłabym te obrazy w nowoczesnym domu.

Czyli Rembrandt odpada…

Ach, oczywiście, że nie (śmiech). Rembrandta powiesiłabym nawet w modernistycznym wnętrzu. Emocja w obrazach dawnych mistrzów jest niezwykle silna i tak samo oddziaływuje na współczesnych odbiorców.

Magdalena Rajska – Armata ukończyła studia na Wydziale Grafiki katowickiej Filii Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Dyplom uzyskała w 1979 r. z plakatu w pracowni prof. Tadeusza Grabowskiego i z grafiki artystycznej w pracowni prof. Andrzeja Pietscha. Uprawia malarstwo sztalugowe, rysunek i projektowanie graficzne. Portrecistka, maluje i rysuje portrety, figuratywne i abstrakcyjne obrazy z użyciem takich technik jak: olej na płótnie, pastel, akwarela. 14 wystaw indywidualnych i udział w wielu zbiorowych. Członek Związku Polskich Artystów Plastyków i Stowarzyszenia Pastelistów Polskich. Uczestniczka wielu plenerów. Prace w Muzeum Miasta Katowic, Muzeum Raciborza, Pszczyńskim Centrum Kultury, Muzeum Archidiecezjalnym w Katowicach również w prywatnych kolekcjach w Polsce i za granicą. Wielokrotnie prezentowana w telewizji, radiu i w prasie.

Komentarzy: 7 w artykule: ”Na wystawie z Magdaleną Rajską – Armatą”

  1. edyt@ pisze:

    ciekawe, żywe barwy. Portret to dziedzina coraz rzadsza, w ogóle malarstwo odchodzi powoli do lamusa…

  2. nba mt coins pisze:

    nba mt coins…

    thank so considerablya lot for your site it helps a lot…

  3. DELL PowerEdge 840 XeonX3210-2.13GHz/2GB/80GB*2/RAID/CDROM 銆愪腑鍙ゃ€戙€?0160331銆憒DELL PowerEdge 840 XeonX3210-2.13GHz/2GB/80GB*2/…

    When i bring in my own Cardys nearly all days of the age, comfortableness locations, the problem might be fantastic. People create properly and resist nearly all local weather. Neat thing is it being able to deliver these folks year, examples of the so…

  4. counterstrike pisze:

    counterstrike…

    Terrific Web site, Carry on the very good work. Thank you!….

  5. nike boots pisze:

    nike boots…

    Irrrm a sucker for THEESE nike boots! these are generally comfertable and classy.many people held a your feet type when walking around glaciers in which dealt with the top nike boots. Equally, they are all too easy to wash. session so you can get my fa…

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.