Ratuj Głuszca
szymon_wydra

Mija 20 lat odkąd do bazy zespołów wpisali: carpe diem. Co słychać u człowieka, który żyje chwilą, gardzi pojęciem “gwiazda” i na dodatek całkiem nieźle śpiewa? Na te i inne pytania odpowiada nie, kto inny jak Szymon Wydra.

Ana Miler: Jak wrażenia po koncercie?

Szymon Wydra: – O to najlepiej zapytać ludzi pod sceną. Dziś nie my byliśmy najważniejsi, ale publiczność. Zawsze powtarzam, że pracujemy w usługach sprawiając przyjemność słuchaczom swoją muzyką. A jeżeli nie byli to opłaceni ludzie skandując: “Jeszcze! Jeszcze! Jeszcze!” dali wyraz swoim odczuciom i mogę wnioskować, że im się podobało i jednocześnie też nam, bo najlepiej się gra, kiedy na scenę dostaje się właśnie ta energia od ludzi.

Ponoć jesteś w posiadaniu magicznej recepty na przebój…

Nie ma recepty na przebój. Nie ma recepty na sukces, uniwersalnej regułki, która sprawiłaby, że na pewno się uda. Najważniejsze mieć poukładane w głowie, jak mapę widzieć jasno wytyczony cel i konsekwentnie do niego dążyć, ale przede wszystkim nie krzywdząc przy tym innych. Zarówno przez telewizyjny program jak i inne środki masowego przekazu, dysponujemy dziś Internetem, różnymi możliwościami, pokazania się, trzeba z tego korzystać w imię postępu.

Czy gdyby nie udział w programie “Idol” odniósłbyś tak spektakularny sukces?

Myślę, że tak. Carpe Diem – chwytaj dzień. To był bardzo ważny okres w naszej dwudziestoletniej historii, ponieważ w tym roku obchodzimy swoje dwudziestolecie istnienia, więc to był bardzo ważny, ale jednak epizod. Ten epizod trwał trzy miesiące. We wszystkim, w każdym zawodzie, każdej stronie życia trzeba się znaleźć w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Dla mnie tamten czas był odpowiedni, tamto miejsce i tamten czas, ale to tylko epizod. Jakby składać kwiatów pod szyldem danego programu nie będę, ale doceniam fakt, że ludzie poznali mnie nie tylko jako muzyka, ale również jako człowieka. Mogli mnie znienawidzić, mogli mnie pokochać, a takiej popularności nie da się uzyskać jakby tylko poprzez wydawanie płyt i to sobie bardzo cenię, ale święcie w to wierzę, że gdyby nie program to doszlibyśmy do tego momentu, może za trzysta lat, ale byśmy doszli. To istotne, żeby wierzyć w to, co się robi. Kiedy zakładałem Carpe Diem w 92 roku nikt nie wymyślił jeszcze programów typu “Idol”, więc nie pomyślałem sobie: “skoro nie ma takich programów to nie zakładam zespołu”. Nie, założyłem z pełną wiarą w to, że się uda i przez pierwsze dziesięć lat grywaliśmy na różnych festiwalach w kraju, mieliśmy wielkie koncerty ze świętej pamięci naszym przyjacielem Grzesiem Ciechowskim, także to też były sukcesy, bardzo duże, naprawdę.

Jak oceniasz przekaz dzisiejszej muzyki, czy niesie za sobą określone wartości i ideologie czy jest nastawiona raczej na szybką konsumpcję, żucie i wypluwanie?

Dla mnie muzyka cały czas jest misją. Nie lubię śpiewać o mało istotnych rzeczach, nie trafiają do mnie bezideowe teksty. Nie umiałbym zaśpiewać refrenu typu “będę brał cię w aucie”, przez gardło nie przeszłyby mi podobne słowa na scenie, nie jestem z tej gliny. Każdy ma swój styl, do mnie powyższy nie pasuje, ponieważ swoją muzykę traktuję jak misję.

Sam piszesz teksty, jak powstają?

W większości tak. Najczęściej teksty mi się śnią. Jak usiądę do biurka i będę chciał coś wymącić to nie ma szans powodzenia. “Życie jak poemat” napisałem to od razu. Pisząc to konsultowałem się z taką swoją przyjaciółką akurat, bo tutaj funkcjonujemy we dwójkę jako tekściarze, ale pisząc pierwsze wersy w tej piosence pisząc teksty wiedziałem, że to będzie coś. Miałem przeczucie, jakie zdarza się niezwykle rzadko, ale każdemu artyście i sobie tego życzę, naprawdę. Po prostu czułem, że to będzie coś. Jak się czegoś dobrze nie pokaże w kraju i ludzie tego nie kupią to pomyślałem sobie, że może i na tym się nie znam i więcej tego robić nie będę. Na szczęście widać, co się dzieje, kiedy śpiewamy “Życie jak poemat”, więc naprawdę miałem takie przeczucie, chciałbym mieć podobne wrażenia codziennie.

Czym dla ciebie jest osobowość artysty, czym różni się artysta (dawca) od przeciętnego odbiorcy?

Absolutnie niczym. Każdy jest taki sam. Każdy ma do czegoś jakiś tam talent, dlatego ja nienawidzę słowa “gwiazda”, “sława” i “showbiznes”. Są to trzy słowa, które w ogóle bym skreślił ze słownika. Bo gwiazdy mamy na niebie i jak ktoś się uważa za gwiazdę to jest po prostu nienormalny, mówiąc delikatnie. Sława to również nieadekwatne słowo, bo sławny to jest Mikołaj Kopernik, a schowbiznes to w Polsce ani show ani biznes, w tej materii jedynie szaraczkujemy. Ale wracając do pytania, jeżeli już mamy operować terminologią “gwiazda”, zróbmy tak na chwilę to dla mnie na przykład jest piekarz. Bo jeżeli piekarz nie upiekłby chleba to nie miałbym, co jeść i nie dożył następnego koncertu. Każdy jest sobie potrzebny i trzeba się nawzajem bardzo szanować. Dlaczego wykluczam ze swojego słownika słowo “gwiazda”? Z jednego ważnego powodu, bo jeśli już mamy operować tą terminologią to dla mnie nie muzyk jest gwiazdą tylko publiczność. Cofnijmy się kilka dekad wstecz. Na tronie siedział sobie król, a przed nim skakał, grał na flecie, tańczył Stańczyk, artysta. I kto był gwiazdą? Stańczyk czy król? Król, mimo że był publicznością. I tak do dziś trzeba traktować publiczność, to oni są gwiazdą, bo gdyby nie ona nie miałbym najmniejszego powodu, żeby wychodzić na scenę.

Plany na najbliższy czas, są?

Kończymy działalność. Bo kiedy powiedzieliśmy sobie, że kiedy będziemy mieli dwadzieścia lat serdecznie się pożegnamy z ludźmi i każdy pójdzie w swoją stronę. Mamy swoje różne pomysły na życie, tak naprawdę jest to jeden z naszych ostatnich koncertów w tym kraju. Żartuję oczywiście.

Czego można ci życzyć, czego życzyłbyś światu?

Wiesz, co jest dla Szymona Wydry szczęściem?

Dla mnie szczęście to brak nieszczęść i tego sobie i wszystkim serdecznie życzę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarzy: 2 w artykule: ”Dla mnie największą gwiazdą jest piekarz wyznaje Szymon Wydra w rozmowie z Aną Miler”

  1. kasia pisze:

    Jezu jaki on fantastyczny! Szczery, naturalny nie pozuje na gwiazdora! Uwielbiam Szymona, dla mnie jego muzyka ma wyraz szczególny, idealna w dni pochmurne takie jak ten, kiedy pozwala dostrzegac to co pozytywne nawet w szarosci. Super!

  2. Agnieszka Jaskólska pisze:

    Wielki szacunek dla Pana Szymona, swoim talentem i pracowitością osiągnął wielki sukces. Wspaniały wywiad, aż serce rośnie, że w tym naszym śmiesznym publicznym życiu są tak wartościowi ludzie, budujące.

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.