Ratuj Głuszca
Grzegorz Halama Oklaski, Klub Harenda, Warszawa

Dlaczego Grzegorza Halama nie zostanie premierem, nie zagłosuje za ACTA? I wreszcie, co się stało z Panem Józkiem?

Grzegorz Halama wchodzi na widownię, na krzesełkach „siedzą” jeszcze tabliczki z napisem „rezerwacja”, po sali krząta się akustyk, organizator i Pan od świateł. „Tu cichosza tam cicho..” jak śpiewał Turnau, można spokojnie porozmawiać.

A gdzie Pan Józek? Podobno odszedł na emeryturę…

Eee, gdzie tam. Kto tak powiedział?

Na stronie pisało.

Co pisało?

Że już nie będzie występował, od września bodajże…

Eeeee. Nieee. Informacja dotyczyła audycji w Polskim Radiu Programu Trzeciego. Po dziewięciu latach emitowania odcinków w każdy poniedziałek, po prostu Trójka przestała zamawiać audycje z panem Józkiem, ale zawsze można go spotkać na żywo. Myślę, że nawet dobrze zrobi panu Józkowi, że nie będzie taki oficjalny. Teraz go będzie można zobaczyć tylko na koncercie i czasem w TV.

Nie ma Pan wrażenia lekkiej schizofrenii? Tu Józek, tu Grzegorz Halama, mnie by się już pomieszało… ponoć nawet wprawni aktorzy muszą po dobrze odegranej roli wziąć urlop, identyfikować się ze sobą na nowo…

Zgodnie z moją osobista wiedzą mogę powiedzieć, że każdy człowiek składa się z wielorakich osobowości, które uruchamiają się w zależności od sytuacji i potrzeb. Praca nad postacią komediową to czasem odnalezienie jednej z takich postaci w sobie i wyolbrzymienie jej cech. Tak powstał Józek. Jest jeszcze coś, co jest zbiorem wspólnych dla wszystkich  doświadczeń, wiedzy nabytej, tradycji, kultury w jakiej żyjemy. Uniwersalny humor musi się obracać w rejonach oczywistych dla wszystkich. Stąd zawsze tematem uniwersalnym będą takie zjawiska, które dotyczą wszystkich – miłość, śmierć, zazdrość, starość, pragnienie szczęścia itd. Tematy te przeplatają się od wieków i zawsze są aktualne. Zmienia się tylko forma podejścia do tematu i zmieniające się z czasem okoliczności. Postać Józka jest właśnie takim kluczem, innym sposobem postrzegania i reagowania – tematy wydają się zawsze krążyć wokół tego samego.

Z tego, co wiem, bardzo często widzowie mają problem z ustaleniem granicy miedzy postacią a osoba odtwarzającą postać. Jeśli ktoś zna mnie jedynie z postaci Józka – przeżywa drobny szok poznając mnie osobiście – gdyż z natury jestem osobą introwertyczną i dość spokojną.

„Grzegorz Halama, jakiego nie znacie” to nowy produkt?

Mówimy o wieczorach autorskich. Dziś gram normalny program, a ta wersja „Grzegorza, którego nie znacie” to tytuł wieczoru autorskiego. Istnieje pewna różnica… nie, no zdecydowana różnica. Wieczór autorski polega na tym, że opowiada się o sobie, o swojej karierze. Rzecz jasna staram się opowiadać to, co w moim życiu było zabawne, raczej anegdoty. Ale to tylko połowa wieczoru. Pierwsza część to wyprawa w przeszłość do moich początków, czyli śpiewanie poezji śpiewanej. Czy właściwie śpiewanie piosenek z akompaniamentem gitary, na której gram osobiście. Zatem pojawiają się poeci jak Stachura, Bukartyk, Cohen – ale też twórczość Talking Heads.

W drugiej części opowiadam jak zacząłem zajmować się kabaretem i nie brakuje też paru „przykładów” z mojej kabaretowej twórczości, wzbogaconych o anegdoty związane z nimi.

Jedną z takich jest mój występ jeszcze we wczesnych początkach miałem plener w Rzeszowie na rynku i na dodatek w Sylwestra. Występowałem tam w nocy. Hardcore prawdziwy. Cały sens opierał się na tym, żeby go przetrwać i zejść nienaruszonym ze sceny. Tam też, śpiewałem piosenkę „Arnold” – parodię zespołu „Universe”. Pozwalałem sobie w refrenie „Aaaarnoooold”, zamykać oczy i wtedy też właśnie w trakcie tego refrenu dostałem gałką prosto w czoło (śmiech). Początki bywają trudne.

A śpiewanie przy ognisku?

Oczywiście. Mieliśmy nawet własny zespół „Bańka Band”. Cudowne przeżycie. Śpiewaliśmy i na harcerskich festiwalach i tych nie harcerskich, przy ogniskach jak i w domach kultury.

To Pana pomysł z tymi wieczorami, w końcu trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce na poezję śpiewaną…

Zainspirował mnie do tego organizator, który robi podobne spotkania innym artystom. Samo jednak opowiadanie o sobie nie wydaje mi się czymś szalenie atrakcyjnym. Natomiast już śpiewanie wydało mi się atrakcyjne w dwie strony. Ja uwielbiam śpiewać wszystkie te piękne piosenki, a publiczność wydaje się być mile zaskoczona moimi poczynaniami.

Jak się ma Stachura do gwiazdy rock’n’rolla?

Było takie marzenie, ale może nawet nie do końca gwiazda rock’a ponieważ już w dzieciństwie słuchałem bardzo różnej muzyki.

Jakiej?

Jako że urodziłem się w latach 70. to wybór muzyki był nieco ograniczony. Ale za to, jaki szlachetny. Także jako dziecko słuchałem dużo Floydów, Genesis, Yes-ów, Led Zeppelin. Oczywiście także poezja śpiewana.

Joy Division też?

Joy Division tak, to była końcówka szkoły średniej, a też są to lata 80. O dziwo dużo osób kojarzyło Joy Division ze smutną muzyką, natomiast ja z natury jako, że byłem introwertykiem i też w okresie młodości raczej depresyjnym typem to mi to poprawiało humor. Tak samo rzecz się miała z cała zimną fala i produkcjami 4AD – Dead Can Dance i Cocteau Twins – to moje ulubione.

Niewiarygodne.

Co?

Że introwertyk, pesymista, melancholik… ciężko mi to sobie wyobrazić nieśmiałą osobę na scenie.

O, wbrew pozorom to wcale nie takie rzadkie.

Scena lepsza niż psychoterapia?

Zawsze byłem zwolennikiem różnorakich form pracy nad sobą. Miałem i mam taką wewnętrzną motywację, aby przełamywać własne słabości. I scena z pewnością była też dla mnie metodą pracy nad sobą. W młodości byłem raczej dość zamkniętą i nieśmiałą osobą.

Da się występować z gitarą będąc nie śmiałym. Potem było studium aktorskie i mnóstwo warsztatów, no i występy i jeszcze raz występy. To one dają największą praktykę. Bezpośredni kontakt z widownią – to naprawdę najlepsza szkoła.

Stand up w Polsce powinien nazywać się „żal stand up”, ale Panu udało się tknąć życie w ten sektor humoru…

Moją ambicją było odnalezienie esencji stand-up’u amerykańskiego. Występując na scenie i robiąc stand up od początku swego istnienia inspiracją był dla mnie Woody Allen. Kiedy czytałem o jego początkach wiedziałem o czymś takim jak stand-up w Ameryce i jak to funkcjonuje, natomiast dopiero w tych czasach, kiedy tak mocno ruszył Internet zamawiałem specjalistyczne podręczniki do stand-up’u typowo amerykańskiego. I przyznam, że przez długi czas troszeczkę nie mogłem zaskoczyć, o co do końca w tym chodzi. No i przyszedł taki moment, nie wiem 2-3 lata temu, że moda na stand up ruszyła, także ni stąd ni zowąd zrobiło się o tym głośno. Artykuły w prasie itd… Oczywiście wokół tego było i jest mnóstwo nieporozumień, dziś wciąż nie do końca wiemy, na czym się to je. Nie mniej próba przeszczepienia 50-cioletniej amerykańskiej rozrywki na polski grunt niekoniecznie musi być łatwe.

Telewizja zrobiła z Pana komika, a przecież jest Pan w dużej mierze stand up-owcem właśnie.

Jest potężna różnica pomiędzy moim wizerunkiem w telewizji, a tym, co proponuję na koncertach. Miałem to szczęście, że zyskałem popularność, że w tej telewizji trochę byłem, natomiast z drugiej strony takie nieszczęście, że to nigdy nie jest sto procent tego klimatu, który faktycznie proponuję. Każdy mój numer ma prawie 10-cio minutową zapowiedź, która jest taką formą stand up’ową, a telewizja lubiła mi wycinać wszystkie te zapowiedzi i zostawiać sam numer. To z biegiem czasu stworzyło mój wizerunek bardziej formalny, tzn. ludzie kojarzą, że jest Józek, jest Bakteria, jest parodia. Ostatnio obliczyłem, że w moim godzinnym programie pół godziny to jest czysty, stand up. W telewizji tego po prostu nie ma.

Dlaczego u nas stand up „kuleje”, nie mamy poczucia humoru?

Ha, ha. To nie tak. Kuleje to, co ludzie chcieliby żeby było stand-up’em , ale nie jest. Poza tym jak to w życiu, już sam fakt zajmowania się stand up’em nie oznacza, że będzie to warte oglądania – to musi być dobry stand up. Jak w każdej dziedzinie zresztą.

Druga rzecz to różnice kulturowe. Stand-up do niewiarygodnie precyzyjnie opisana technika. Każdy dowcip ma swoją określoną budowę. W Polsce solowe formy to przede wszystkim aktorskie kreacje – taki małe mini monodramy – w których obowiązują zasady jak w całej literaturze – tyle, że w mniejszym wymiarze. Osoba, która na scenie wciela się w postać i opowiada zabawna historie – to jest polski standard. Ale to absolutnie nie jest stand up – o jakim czytałem w amerykańskich podręcznikach. Stand up nie jest przede wszystkim opowiadaniem historii. Nie wcielamy się też w postać, ale mówimy od siebie w pierwszej osobie i we własnym imieniu.

Natomiast sam fakt, że polskie wydanie stand up’u wydaje się nieatrakcyjne to tylko, dlatego, że telewizje starają się stworzyć nową scenę stand up’u bez patrzenia na to, co faktycznie tym stand up’em od wielu lat w Polsce już było. Stąd mamy do czynienia z amatorami, którzy często pierwszy raz w życiu staja przed kamerą. To nic złego…, ale nie spodziewajmy się też cudów. Komedia jest niewiarygodnie trudną dziedziną, wymagająca też sporego scenicznego doświadczenia. Nie oczekujmy, zatem że ni stad ni zowąd zbierze się grupę amatorów i nagle okaże się, że są gwiazdami i że będą lepsi od tych, którzy zajmują się tym latami są zawodowcami. Oczywiście fakt, czy coś się podoba czy nie jest kwestia także talentu danej osoby i gustu publiczności, ale… ogromne znaczenie ma też praktyka i doświadczenie osoby występującej. Druga rzecz – wiedza teoretyczna o tym jak robić stand-up – w Polsce praktycznie nie istnieje. Nie spotkałem osoby, która by znała lepiej ode mnie kwestie techniczne i umiała je wprowadzić w praktyczny wymiar. Mówię cały czas o podręcznikowym stand up’ie, bo solowych artystów zdolnych i atrakcyjnych pojawiło się paru, nie zawsze tylko słusznie używają nazwy standu, co nie przeszkadza żeby się dobrze bawić na ich występach. Problemem wielkim w tej sytuacji zawsze będą konkursy stan dupowe. Pokazowy program Polsatu „Stand up Zabij Mnie Śmiechem” – niewiele także miał wspólnego ze stand up’em. A wręcz te osoby, które z tą estetyką są najbliższe stand up’u – odpadały w przedbiegach – lub nie dostawały się w ogóle do programu. Oczywiście celem programu nie było krzewienie stand up’u, ale jak największa oglądalność.

,„Z jakiego ramienia pan startuje, panie Józku?”. Co z tą polityką? Ponoć to najlepszy kabaret.

To porównanie do kabaretu to zawsze mnie tak trochę wprawia w zakłopotanie, bo właściwie nie wiem, co odpowiadać. Od początku, kiedy występuję, jakieś 25 lat to wszyscy dziennikarze lubią powiedzieć, że „Sejm to prawdziwy kabaret”. Po 20 latach nie bardzo wiadomo, co na to pytanie odpowiadać, bo oczywistym jest, że to nie kabaret, oni się ośmieszają, oni nie są śmieszni i to jest ta podstawowa różnica. Celem kabaretu nie jest ośmieszyć siebie tylko zaprezentować siebie godnie i pozytywnie.

Jest Pan za czy przeciw ACTA?

Nie, jestem przeciwko ACTA. Nie są to przepisy, które zostały stworzone by chronić artystów tylko pośredników. Ja tłumacze to znajomym na zasadzie ceny płyty CD w sklepie z ulubionym artystą. Powiedzmy, że cena płyty to 50 zł. Zobaczmy ile z tego dociera do artysty. Powiedzmy, że wchodzimy do Empiku i kupujemy płytę CD Grzegorza Halamy. Najpierw VAT i podatek dochodowy. 23% VAT i 18% podatek dochodowy, to razem 41%. Czyli 20 zł z tej płyty najpierw bierze państwo. Zostaje nam 30 zł. Połowę pieniędzy za płytę pobiera dystrybutor, w tym przypadku Empik . Zostaje nam 15 zł. Powiedzmy, że autor muzyki na płycie podpisał umowę na 10% od zysku. Łatwo, więc już obliczyć, że artysta dostaje z płyty 1,50 zł (oczywiście, jeśli ma tak dobra umowę na 10%).

I…?

…Jeżeli naprawdę troszczymy się o artystów to jest milion lepszych rozwiązań, dzięki którym możemy wspierać twórców.

Z Grzegorzem Halamą jednym z najlepszych komików w Polsce i człowiekiem nietuzinkowym rozmawiała Ana Miller.


Komentarzy: 5 w artykule: ”„Something telling me to dobry wieczór” – Grzegorz Halama jakiego nie znamy”

  1. kubauba1 pisze:

    wkurza mnie ze wszyscy komikow traktuja jak idiotow, w rzeczywistosci trzeba miec nielada leb, zeby wymyslic dobry skecz,moim zdaniem nie tylko intelekt ale przede wszystkim talent icharyzma

  2. olka90 pisze:

    halama nieodlacznie zolty sweterek ;D mega gosc ;D

  3. ewcia pisze:

    Uwielbiam skecze Pana Halamy, bardzo inteligentne, błyskotliwe i zawsze odnoszace do aktualnej sytuacji. Dla mnie czlowiek wspanialy, a przy tym skromny!

    • ewcia pisze:

      i bardzo fajny wywiad pokazujący pana Halmę z zupelniej innej strony niz telewizora.

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.