Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Ilu Neronów musi jeszcze wydać świat, ile razy trzeba zburzyć Reichstag, ile przeżyć bombardowań Drezna i ile przeprowadzić debat na temat Jedwabnego by ludzie w końcu pojęli
Ile zer trzeba dopisać przy liczbie ofiar by holocaust nie stał się towarem przechodnim, ile pomników postawić by Papież nie stał się chwytem marketingowym
Media Markt-nie dla idiotów
Biegniesz z banknotem w kieszenie, żeby zakupić pierwsze lepsze wpadające w ręce niesamowicie potrzebne coś, co właściwie masz, czego nie potrzebujesz, ale chcesz posiadać. Twoja chęć posiadania, pokazania innym, Ty to masz, wy tego nie macie. Ale to jeszcze nie to, podkreśl: mnie to prawie nic nie kosztowało. Tyle, co powiedzieć spier… na pożegnanie.

Nadeszły takie czasy, które odchodzą. Epoka bez nazwy, era bez przed i naszej, bo to nie nasza era. Dinozaury  zdepczą nas w naszych fotelach, zapowiedzą to z naszych telewizorów i dopadną podczas żarcia pizzy zamówionej na telefon, który powinien być odcięty. Bo Ty i ja to to samo odbicie w lustrze, wielokomórkowa rzesza uniesionych rąk, odtwarzana na tej samej, starej, lecz modyfikowanej taśmie. Bo historia to już nie koło. To smaczna guma do żucia, którą uwielbiamy, tania, smaczna, odświeżająca oddech. Wciąż powtarzająca się, od smacznej zapowiedzi lepszego jutra, do wyplucia zagłady i zniszczenia, płaczu i zgrzytania zębów następnych pokoleń, które wbiją już nie jeden, ale setki mieczy w ziemię na znak wieczystego pokoju.

A wieczysty pokój jak miłość – wieczność, lecz ulotność. W każdym mrugnięciu oka Twojej zmęczonej źrenicy podskakujesz setki razy w sercu Twojej ukochanej. Uświadom sobie za wczasu, że jesteś starą zabawką. I dla świata. Głos oddany, chleb kupiony, grzech wyspowiadany – już nie jesteś potrzebny żołnierzu. Ty i Twoja broń. Wierna służba ojczyźnie dobiegła końca. Cóż wszak możem dla Ciebie zrobić
Dokonać cudu
Sprawić by Twa noga odrosła
Na renty nie ma pieniędzy, najtańszy żur wyjedli najbiedniejsi, najmniejsze budy zajęły najbardziej wychudzone psy. Połamiemy traktaty i konkordaty, możesz powiedzieć żonie by poszła się puszczać – i to legalnie.

W Twoim zbawiennym przekleństwie jedyna nadzieja. Tylko tam może zakiełkować bunt, tylko tam wyrośnie sprzeciw, tam dojrzeje argument dający owoce przewrotu. Tylko w Tobie dokona się zmiana. Wtedy też poznasz i doznasz Boga, jego radosną nowinę rozrzucaną przez jego uczniów. Na wiatr i na ziemię. Ta radosna nowina, to myśl, nadzieja, że mając wszystko, nie mają Ciebie. Że to Ty masz ich. Że to Ty nimi rządzisz, Ty ustalasz prawa, uzdrawiasz ludzi, czynisz dobro, rozdajesz szczęście, budujesz domy i stawiasz mosty. Gdy doznasz spełnienia tej radosnej nowiny, wywiozą Cię do szpitala. Byś nie rozdawał jej innym.

Niżsi, wyżsi, szczerbaci i łysi – ale reprezentatywni. Głupi, bezmyślny, nielogiczni – ale ładnie w telewizorze im z twarzy patrzy. Cząstka naszego szczęścia polega na tym, że widzimy ich tylko w kineskopie. W beznamiętnej przestrzeni pożeracza naszych zegarów, skąd nie mogą nas opluć, za to my możemy przełączyć kanał. Wyłączyć ich. Przewinąć. Nagrać i zmielić. Uczynili nas maszynami, robotami, jesteśmy gotowi na rozkazy, ale możemy ich nie słuchać. My maszyny, my roboty, nasz bunt, nasz olej silnikowy! Nasza ropa, bo my jej potrzebujemy! Nasze naboje i nasz karabin! Nasza wola i nasza walka! Nasz grunt i nasz bunt! Ale kto nami pokieruje
Jak znachorzy możemy jedynie wyrwać chory ząb, ale nie zrobimy nic z jego ubytkiem, bez pieniędzy, bez wiedzy, bez profesjonalnej, lekarskiej ręki, nie damy rady wstawić dobrej, porcelanowej zastawy, która jeszcze nie jeden podany kęs przeżuje, da nam wpół strawiony, zdrowy pokarm, z którego wyrosną nasze dzieci.

Mistrzowie ułudy i generałowie lęku. Panowie iluzji i okiełznacze podświadomości. Piejemy zachwytem nad obrazem Salvadora Dali, nagle chwilą uderza nas rzeczywistość i jak ukłuci szpilą mówimy: absurd!.

A oni dalej strzelają słowami jak pociskami karabinu, obiecuję, obiecuję, truję, zatruwam, walczyłem znam i czuję! I umierają następni ludzie pod ich słowami. Każda dobra intencja wybrukowanego piekła. Niewinny, nieznany, anonimowy, przechodzący do historii jako statystyka, kołowy diagram, słupek służący jako porównanie do innego zestawu liczb. Matematyczne zadanie na g… wartej maturze.

Dominacja kościoła, skandale w kościele, kościół na ulicach i skandale przeciw kościołowi. Transparenty za i przeciw, dwa na tak i dwa na nie, razem pięć.

Nas to już nawet nie zastanawia. Mamy wino w cenie piwa, piwo w cenie paluszków, paluszki dorzucają w promocji. Telewizor jest na raty, mieszkanie na kredyt, żarcie mamy z ulotek, ulotki dostajemy spuszczając wodę w kiblu. Możemy pozwolić sobie na wszystko, a jednocześnie na nic nas nie stać. Pakujemy pełne torby bagażu jeszcze dla naszych prawnuków, oszczędności zeżrą jeszcze nasi synowie.

Ostrzeżenia i afisze, artykuły i reportaże, newsy i relacje, wszystko zaglądające do drugiego dna, odchylające lekko wieko ścisłej wiedzy, podwójne podkreślenie całego zaszczutego kamerami zła. Nic to dla nas. Suchy płacz. Łzy, których nikt nie wyleje. Suche łzy ludzi, nad którymi nikt nie płakał i nie zapłacze. Nic to dla nas. Jakby ktoś Ci przypominał, że zlew cieknie. A co cię obchodzi zlew, skoro musisz wykafelkować łazienkę.

Oszust śpiewa, łgarz tańczy, krętacz występuje w reklamie a szmugler został ekspedientem. Podobno widzieli złodzieja jak wstawia okna, doktora czytającego biblię, filozofa z kalkulatorem, poetę bez papierosa. A wiesz, co ja widziałem
G…, co się złotem powlekło. Tak. Podeszło do mnie i ucałowało ciepło w policzek. Odwzajemniłbym, ale mówiło po włosku. Z niemieckim akcentem.

 

 

Michał Szczęśniak

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.

brak-podgladu-600

Ilu Neronów musi jeszcze wydać świat, ile razy trzeba zburzyć Reichstag, ile przeżyć bombardowań Drezna i ile przeprowadzić debat na temat Jedwabnego by ludzie w końcu pojęli? Ile zer trzeba dopisać przy liczbie ofiar by holocaust nie stał się towarem przechodnim, ile pomników postawić by Papież nie stał się chwytem marketingowym? Media Markt-nie dla idiotów? Biegniesz z banknotem w kieszenie, żeby zakupić pierwsze lepsze wpadające w ręce niesamowicie potrzebne coś, co właściwie masz, czego nie potrzebujesz, ale chcesz posiadać. Twoja chęć posiadania, pokazania innym, Ty to masz, wy tego nie macie. Ale to jeszcze nie to, podkreśl: mnie to prawie nic nie kosztowało. Tyle, co powiedzieć spier… na pożegnanie.

Nadeszły takie czasy, które odchodzą. Epoka bez nazwy, era bez przed i naszej, bo to nie nasza era. Dinozaury  zdepczą nas w naszych fotelach, zapowiedzą to z naszych telewizorów i dopadną podczas żarcia pizzy zamówionej na telefon, który powinien być odcięty. Bo Ty i ja to to samo odbicie w lustrze, wielokomórkowa rzesza uniesionych rąk, odtwarzana na tej samej, starej, lecz modyfikowanej taśmie. Bo historia to już nie koło. To smaczna guma do żucia, którą uwielbiamy, tania, smaczna, odświeżająca oddech. Wciąż powtarzająca się, od smacznej zapowiedzi lepszego jutra, do wyplucia zagłady i zniszczenia, płaczu i zgrzytania zębów następnych pokoleń, które wbiją już nie jeden, ale setki mieczy w ziemię na znak wieczystego pokoju.

A wieczysty pokój jak miłość – wieczność, lecz ulotność. W każdym mrugnięciu oka Twojej zmęczonej źrenicy podskakujesz setki razy w sercu Twojej ukochanej. Uświadom sobie za wczasu, że jesteś starą zabawką. I dla świata. Głos oddany, chleb kupiony, grzech wyspowiadany – już nie jesteś potrzebny żołnierzu. Ty i Twoja broń. Wierna służba ojczyźnie dobiegła końca. Cóż wszak możem dla Ciebie zrobić? Dokonać cudu? Sprawić by Twa noga odrosła? Na renty nie ma pieniędzy, najtańszy żur wyjedli najbiedniejsi, najmniejsze budy zajęły najbardziej wychudzone psy. Połamiemy traktaty i konkordaty, możesz powiedzieć żonie by poszła się puszczać – i to legalnie.

W Twoim zbawiennym przekleństwie jedyna nadzieja. Tylko tam może zakiełkować bunt, tylko tam wyrośnie sprzeciw, tam dojrzeje argument dający owoce przewrotu. Tylko w Tobie dokona się zmiana. Wtedy też poznasz i doznasz Boga, jego radosną nowinę rozrzucaną przez jego uczniów. Na wiatr i na ziemię. Ta radosna nowina, to myśl, nadzieja, że mając wszystko, nie mają Ciebie. Że to Ty masz ich. Że to Ty nimi rządzisz, Ty ustalasz prawa, uzdrawiasz ludzi, czynisz dobro, rozdajesz szczęście, budujesz domy i stawiasz mosty. Gdy doznasz spełnienia tej radosnej nowiny, wywiozą Cię do szpitala. Byś nie rozdawał jej innym.

Niżsi, wyżsi, szczerbaci i łysi – ale reprezentatywni. Głupi, bezmyślny, nielogiczni – ale ładnie w telewizorze im z twarzy patrzy. Cząstka naszego szczęścia polega na tym, że widzimy ich tylko w kineskopie. W beznamiętnej przestrzeni pożeracza naszych zegarów, skąd nie mogą nas opluć, za to my możemy przełączyć kanał. Wyłączyć ich. Przewinąć. Nagrać i zmielić. Uczynili nas maszynami, robotami, jesteśmy gotowi na rozkazy, ale możemy ich nie słuchać. My maszyny, my roboty, nasz bunt, nasz olej silnikowy! Nasza ropa, bo my jej potrzebujemy! Nasze naboje i nasz karabin! Nasza wola i nasza walka! Nasz grunt i nasz bunt! Ale kto nami pokieruje? Jak znachorzy możemy jedynie wyrwać chory ząb, ale nie zrobimy nic z jego ubytkiem, bez pieniędzy, bez wiedzy, bez profesjonalnej, lekarskiej ręki, nie damy rady wstawić dobrej, porcelanowej zastawy, która jeszcze nie jeden podany kęs przeżuje, da nam wpół strawiony, zdrowy pokarm, z którego wyrosną nasze dzieci.

Mistrzowie ułudy i generałowie lęku. Panowie iluzji i okiełznacze podświadomości. Piejemy zachwytem nad obrazem Salvadora Dali, nagle chwilą uderza nas rzeczywistość i jak ukłuci szpilą mówimy: „absurd!”.

A oni dalej strzelają słowami jak pociskami karabinu, obiecuję, obiecuję, truję, zatruwam, walczyłem znam i czuję! I umierają następni ludzie pod ich słowami. Każda dobra intencja wybrukowanego piekła. Niewinny, nieznany, anonimowy, przechodzący do historii jako statystyka, kołowy diagram, słupek służący jako porównanie do innego zestawu liczb. Matematyczne zadanie na g… wartej maturze.

Dominacja kościoła, skandale w kościele, kościół na ulicach i skandale przeciw kościołowi. Transparenty za i przeciw, dwa na tak i dwa na nie, razem pięć.

Nas to już nawet nie zastanawia. Mamy wino w cenie piwa, piwo w cenie paluszków, paluszki dorzucają w promocji. Telewizor jest na raty, mieszkanie na kredyt, żarcie mamy z ulotek, ulotki dostajemy spuszczając wodę w kiblu. Możemy pozwolić sobie na wszystko, a jednocześnie na nic nas nie stać. Pakujemy pełne torby bagażu jeszcze dla naszych prawnuków, oszczędności zeżrą jeszcze nasi synowie.

Ostrzeżenia i afisze, artykuły i reportaże, newsy i relacje, wszystko zaglądające do drugiego dna, odchylające lekko wieko ścisłej wiedzy, podwójne podkreślenie całego zaszczutego kamerami zła. Nic to dla nas. Suchy płacz. Łzy, których nikt nie wyleje. Suche łzy ludzi, nad którymi nikt nie płakał i nie zapłacze. Nic to dla nas. Jakby ktoś Ci przypominał, że zlew cieknie. A co cię obchodzi zlew, skoro musisz wykafelkować łazienkę.

Oszust śpiewa, łgarz tańczy, krętacz występuje w reklamie a szmugler został ekspedientem. Podobno widzieli złodzieja jak wstawia okna, doktora czytającego biblię, filozofa z kalkulatorem, poetę bez papierosa. A wiesz, co ja widziałem? G…, co się złotem powlekło. Tak. Podeszło do mnie i ucałowało ciepło w policzek. Odwzajemniłbym, ale mówiło po włosku. Z niemieckim akcentem.

 

 

Michał Szczęśniak

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.

brak-podgladu-600

Ilu Neronów musi jeszcze wydać świat, ile razy trzeba zburzyć Reichstag, ile przeżyć bombardowań Drezna i ile przeprowadzić debat na temat Jedwabnego by ludzie w końcu pojęli? Ile zer trzeba dopisać przy liczbie ofiar by holocaust nie stał się towarem przechodnim, ile pomników postawić by Papież nie stał się chwytem marketingowym? Media Markt-nie dla idiotów? Biegniesz z banknotem w kieszenie, żeby zakupić pierwsze lepsze wpadające w ręce niesamowicie potrzebne coś, co właściwie masz, czego nie potrzebujesz, ale chcesz posiadać. Twoja chęć posiadania, pokazania innym, Ty to masz, wy tego nie macie. Ale to jeszcze nie to, podkreśl: mnie to prawie nic nie kosztowało. Tyle, co powiedzieć spier… na pożegnanie.

Nadeszły takie czasy, które odchodzą. Epoka bez nazwy, era bez przed i naszej, bo to nie nasza era. Dinozaury  zdepczą nas w naszych fotelach, zapowiedzą to z naszych telewizorów i dopadną podczas żarcia pizzy zamówionej na telefon, który powinien być odcięty. Bo Ty i ja to to samo odbicie w lustrze, wielokomórkowa rzesza uniesionych rąk, odtwarzana na tej samej, starej, lecz modyfikowanej taśmie. Bo historia to już nie koło. To smaczna guma do żucia, którą uwielbiamy, tania, smaczna, odświeżająca oddech. Wciąż powtarzająca się, od smacznej zapowiedzi lepszego jutra, do wyplucia zagłady i zniszczenia, płaczu i zgrzytania zębów następnych pokoleń, które wbiją już nie jeden, ale setki mieczy w ziemię na znak wieczystego pokoju.

A wieczysty pokój jak miłość – wieczność, lecz ulotność. W każdym mrugnięciu oka Twojej zmęczonej źrenicy podskakujesz setki razy w sercu Twojej ukochanej. Uświadom sobie za wczasu, że jesteś starą zabawką. I dla świata. Głos oddany, chleb kupiony, grzech wyspowiadany – już nie jesteś potrzebny żołnierzu. Ty i Twoja broń. Wierna służba ojczyźnie dobiegła końca. Cóż wszak możem dla Ciebie zrobić? Dokonać cudu? Sprawić by Twa noga odrosła? Na renty nie ma pieniędzy, najtańszy żur wyjedli najbiedniejsi, najmniejsze budy zajęły najbardziej wychudzone psy. Połamiemy traktaty i konkordaty, możesz powiedzieć żonie by poszła się puszczać – i to legalnie.

W Twoim zbawiennym przekleństwie jedyna nadzieja. Tylko tam może zakiełkować bunt, tylko tam wyrośnie sprzeciw, tam dojrzeje argument dający owoce przewrotu. Tylko w Tobie dokona się zmiana. Wtedy też poznasz i doznasz Boga, jego radosną nowinę rozrzucaną przez jego uczniów. Na wiatr i na ziemię. Ta radosna nowina, to myśl, nadzieja, że mając wszystko, nie mają Ciebie. Że to Ty masz ich. Że to Ty nimi rządzisz, Ty ustalasz prawa, uzdrawiasz ludzi, czynisz dobro, rozdajesz szczęście, budujesz domy i stawiasz mosty. Gdy doznasz spełnienia tej radosnej nowiny, wywiozą Cię do szpitala. Byś nie rozdawał jej innym.

Niżsi, wyżsi, szczerbaci i łysi – ale reprezentatywni. Głupi, bezmyślny, nielogiczni – ale ładnie w telewizorze im z twarzy patrzy. Cząstka naszego szczęścia polega na tym, że widzimy ich tylko w kineskopie. W beznamiętnej przestrzeni pożeracza naszych zegarów, skąd nie mogą nas opluć, za to my możemy przełączyć kanał. Wyłączyć ich. Przewinąć. Nagrać i zmielić. Uczynili nas maszynami, robotami, jesteśmy gotowi na rozkazy, ale możemy ich nie słuchać. My maszyny, my roboty, nasz bunt, nasz olej silnikowy! Nasza ropa, bo my jej potrzebujemy! Nasze naboje i nasz karabin! Nasza wola i nasza walka! Nasz grunt i nasz bunt! Ale kto nami pokieruje? Jak znachorzy możemy jedynie wyrwać chory ząb, ale nie zrobimy nic z jego ubytkiem, bez pieniędzy, bez wiedzy, bez profesjonalnej, lekarskiej ręki, nie damy rady wstawić dobrej, porcelanowej zastawy, która jeszcze nie jeden podany kęs przeżuje, da nam wpół strawiony, zdrowy pokarm, z którego wyrosną nasze dzieci.

Mistrzowie ułudy i generałowie lęku. Panowie iluzji i okiełznacze podświadomości. Piejemy zachwytem nad obrazem Salvadora Dali, nagle chwilą uderza nas rzeczywistość i jak ukłuci szpilą mówimy: „absurd!”.

A oni dalej strzelają słowami jak pociskami karabinu, obiecuję, obiecuję, truję, zatruwam, walczyłem znam i czuję! I umierają następni ludzie pod ich słowami. Każda dobra intencja wybrukowanego piekła. Niewinny, nieznany, anonimowy, przechodzący do historii jako statystyka, kołowy diagram, słupek służący jako porównanie do innego zestawu liczb. Matematyczne zadanie na g… wartej maturze.

Dominacja kościoła, skandale w kościele, kościół na ulicach i skandale przeciw kościołowi. Transparenty za i przeciw, dwa na tak i dwa na nie, razem pięć.

Nas to już nawet nie zastanawia. Mamy wino w cenie piwa, piwo w cenie paluszków, paluszki dorzucają w promocji. Telewizor jest na raty, mieszkanie na kredyt, żarcie mamy z ulotek, ulotki dostajemy spuszczając wodę w kiblu. Możemy pozwolić sobie na wszystko, a jednocześnie na nic nas nie stać. Pakujemy pełne torby bagażu jeszcze dla naszych prawnuków, oszczędności zeżrą jeszcze nasi synowie.

Ostrzeżenia i afisze, artykuły i reportaże, newsy i relacje, wszystko zaglądające do drugiego dna, odchylające lekko wieko ścisłej wiedzy, podwójne podkreślenie całego zaszczutego kamerami zła. Nic to dla nas. Suchy płacz. Łzy, których nikt nie wyleje. Suche łzy ludzi, nad którymi nikt nie płakał i nie zapłacze. Nic to dla nas. Jakby ktoś Ci przypominał, że zlew cieknie. A co cię obchodzi zlew, skoro musisz wykafelkować łazienkę.

Oszust śpiewa, łgarz tańczy, krętacz występuje w reklamie a szmugler został ekspedientem. Podobno widzieli złodzieja jak wstawia okna, doktora czytającego biblię, filozofa z kalkulatorem, poetę bez papierosa. A wiesz, co ja widziałem? G…, co się złotem powlekło. Tak. Podeszło do mnie i ucałowało ciepło w policzek. Odwzajemniłbym, ale mówiło po włosku. Z niemieckim akcentem.

 

 

Michał Szczęśniak

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.