Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Specjaliści od dawna obawiają się, że na zmianach klimatycznych i związanych z nimi gwałtownych zjawiskach pogodowych ucierpią przede wszystkim najubożsi mieszkańcy Ziemi. Tymczasem badania przeprowadzone w ubogiej wiosce w Hondurasie sugerują, że czasami biedni wzbogacają się dzięki… katastrofom naturalnym. Naukowcy z Ohio State University (OSU) odkryli, że najubożsi mieszkańcy pewnej wioski w północno-wschodnim Hondurasi poprawili swój byt po tym, jak w październiku 1998 roku huragan Mitch zdewastował ich miejscowość.

 

Biedni nie są skazani na jeszcze większą nędzę wskutek katastrof naturalnych – mówi Kendra McSweeney, profesor z OSU. Inny rozwój wypadków jest co najmniej możliwy. Biedni mogą poprawić swój byt, jeśli wskutek katastrofy będą mogli radzić sobie z nią we własny sposób – dodaje uczona.

 

McSwweney i jej zespół w latach 1994-2002 przyglądali się życiu 600 osób z miejscowości Krausirpi zamieszkanej przez indian Tawahka. Większość z nich zarabia na życie uprawiając pobliskie obszary zalewowe. Jednak w 1998 roku Mitch zniszczył 95% pól zalewowych na których uprawiano kakao oraz poczynił olbrzymie szkody w wyżej położonych uprawach manioku, bananów i ryżu, pozbawiając miejscowych źródła utrzymania.

 

Naukowcy, aby zbadać sytuację ludności po przejściu huraganu, podzielili mieszkańców na trzy grupy. Kryterium podziału była ilość posiadanej ziemi. Odkryli, że przedstawiciele najbiedniejszej grupy stracili średnio 59% posiadanych areałów. Tymczasem posiadacze największych pól utracili średnio tylko 36% posiadanej ziemi.

 

Okazało się jednak, że nawet ci najbardziej doświadczeni przez huragan, bardzo szybko odrabiali straty. Do roku 2002 osoby biorące udział w badaniu nie tylko odrobiły straty, ale potroiły areał swoich upraw ze średnio 13 do średnio 42 hektarów. Ci, którzy posiadali najwięcej przed huraganem, najwięcej też zyskali w liczbach bezwzględnych. Jednak największy wzrost areałów zanotowali najbiedniejsi. W ich przypadku ilość posiadanej ziemi zwiększyła się średnio aż o 296 procent. Po huraganie podział ziemi wśród członków społeczności był bardziej równy niż przed nim – mówi McSweeney.

 

Zwiększyli oni nie tylko stan posiadania, ale też i dochody. Grupa najbiedniejszych przed huraganem była w posiadaniu 18% dochodów całej społeczności. W roku 2002 ich własnością było 41% dochodu.

 

Większość z dochodów pochodziła z pracy zawodowej, związanej z likwidacją skutków huraganu. Szczególnie poprawiła się sytuacja młodych, z których wielu znało hiszpański i którzy nie musieli opiekować się starszymi członkami rodzin. Nie musieli zatem ciągle przebywać w domu i mogli podjąć pracę zawodową.

 

Jednak największe korzyści przyniosła biednym zmiana sposobu pozyskiwania nowej ziemi. Przed huraganem, aby powiększyć stan swojego posiadania trzeba było wykarczować las, oczyścić teren i go zagospodarować. To faworyzowało bogatszych, których stać było na wynajęcie robotników. Biedni nie mogli ani wynająć pomocników, ani pozwolić sobie na samodzielne karczowanie, gdyż nie stać ich było na poświęcanie czasu na prace, które nie przynoszą zarobku.

 

Po huraganie jednak niektórzy ludzie zaczęli otaczać palikami obszary ziemi i przejmować je bez karczowania czy oczyszczania. Później za pieniądze zarobione przy likwidacji skutków huraganu wynajmowali ludzi do karczowania przejętych przez siebie terenów. Ta niewielka zmiana w myśleniu o sposobie pozyskiwania nowej ziemi przyniosła ze sobą olbrzymie pozytywne efekty. Co więcej, zmiana nie była odgórną decyzją. Ktoś przejął w ten sposób grunt, a potem zrobił to jego sąsiad. Szybko taki sposób pozyskiwania ziemi stał się popularny w społeczności. To było oddolne rozwiązanie problemu całej społeczności – mówi McSweeney.

 

Sądziliśmy, że elity będą dominowały i wykorzystają katastrofę na swoją korzyść. Jednak nie stało się tak, ponieważ biedni znaleźli swoje własne rozwiązanie i przeprowadzili je spokojnie. Postawili elity przed faktem dokonanym – dodaje uczona. Podkreśla przy tym, że ubodzy nie postrzegali tego za jakąś rewolucję. Po prostu mieli problem i znaleźli rozwiązanie. Co więcej, nabyli pożytecznych doświadczeń. Gdy w roku 2008 tropikalne deszcze przyniosły olbrzymią powódź i zniszczenia takie, jak Mitch, miejscowi bardzo szybko odbudowali swoje majątki.

 

Nie powinniśmy nie doceniać możliwości mieszkańców regionów dotkniętych klęskami żywiołowymi związanymi ze zmianami klimatu. Nie znaczy to, że nie potrzebują oni pomocy. Jednak potrzebują też czasu i możliwości, by znaleźć najlepsze dla siebie rozwiązania – podsumowuje profesor McSweeney.

 

Oczywiście przykład Krausirpi to coś wyjątkowego, jednak pewne mechanizmy można generalizować. W odbudowie i wzbogaceniu się społeczności olbrzymią rolę odegrało pojawienie się ludzi z zewnątrz, którzy zaoferowali pracę przy usuwaniu skutków kataklizmu, ale jednocześnie nie wtrącali się w sposób podziału ziemi i nie pouczali miejscowych, co jest dla nich najlepsze.

 

Źródło: kopalniawiedzy.pl

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.