Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Czy zastanawialiście się kiedyś nad rolą autorytetów w naszym życiu
Z jednej strony możemy uznać, że „mówią i pokazują, jak żyć”, „dzielą się swoim bogatym doświadczeniem lub wiedzą”, „pomagają w problemach”, „są sumieniem społecznym” itp. Z drugiej strony wielu stwierdzi , że „są niepotrzebne”, „każdy powinien sam radzić sobie w życiu, bez słuchania cudzych rad”, itp. Niewątpliwie rola autorytetów w różnych dziedzinach życia jest ważna. Abstrahując od opinii skrajnych przeciwników autorytetów, warto zastanowić się, czy w obecnych czasach atrybuty niektórych autorytetów nie są wykorzystywane do mało szczytnych, a czasem wręcz nieetycznych celów. Z byciem autorytetem bowiem nierzadko wiąże się władza wpływania na ludzkie serca, sumienia i postępowanie.

 

Zastanówmy się nad konkretnymi przykładami. Gdy myślimy „lekarz”, poza rysami twarzy konkretnej znanej nam osoby prawie zawsze pojawia nam się przed oczyma biały kitel, czasem stetoskop lub atrybuty specyficzne dla danej specjalizacji medycznej. Wyobrażając sobie mechanika, widzimy kombinezon (czasem ubrudzony smarem) oraz konkretne narzędzia. Naturalną rzeczą jest, że uznajemy wiedzę specjalistów różnych dziedzin za pewnik, w wyniku czego stają się oni dla nas autorytetami w tej materii. Skoro ktoś poświęcił całe lata na naukę i praktykę w określonym obszarze, trzeba mu wierzyć i zdać się na jego rady.

 

Jest to mechanizm uproszczonego myślenia, dzięki któremu nasz umysł radzi sobie z natłokiem informacyjnym każdego dnia. Podsumować można go krótko: „Podążaj za tym, kto wie”. Pozwoli to na zaoszczędzenie czasu i energii na zbędne analizowanie aspektów sytuacji oraz poszukiwanie odpowiedzi na nurtujące pytania. Psychologowie już dawno odkryli, że do uzyskania efektu autorytetu nie zawsze konieczna jest obecność konkretnej osoby uznawanej za autorytet w danej dziedzinie. Wystarczy przywołać konkretne atrybuty kojarzone z konkretną specjalizacją.

 

Najlepsze przykłady znajdujemy, jak zwykle, w reklamie. Doskonale pamiętamy filmy reklamowe, w których znany aktor, czasem podpisany jako doktor medycyny, przebrany w lekarski kitel zachwala jedyną i najlepszą na rynku pastę do zębów. Często zabieg ten wsparty jest dodatkowo rekomendacją mniej lub bardziej znanego towarzystwa medycznego (im bardziej „mądra” i specjalistyczna nazwa, tym lepiej – kolejny autorytet). Nasza podświadomość – ze wszystkimi utrwalonymi w trakcie procesu wychowania schematami podległości autorytetom – podpowiada wówczas atrakcyjność i skuteczność proponowanego rozwiązania. Branża medyczna jest najlepszym poligonem wykorzystywania zasady autorytetu w osiąganiu zamierzonych celów sprzedażowych. Dość mocno bowiem zakorzenione jest skojarzenie lekarza z jego uniformem i medycznymi przyrządami. Na bilbordach widzimy więc uśmiechniętych niby-medyków z fiolką nowego leku, tubką leczniczego kremu lub najnowszymi środkami wspomagającymi odchudzanie. Trzeba pamiętać, że zdrowie jest dziedziną życia, na której zależnych chyba każdemu i na której w razie konieczności nikt nie będzie oszczędzał. Pamiętają o tym również koncerny farmaceutyczne, wykorzystując zasadę autorytetu jeszcze bardziej wprost, tzn. zachęcając w różny sposób lekarzy do przepisywania właśnie ich preparatów (mimo istnienia w niektórych przypadkach tańszych i lepszych zamienników). Czyż nie kupimy lekarstwa, które poleca nam nasz znajomy lekarz
Czy mamy chęć szukać tańszego leku o podobnym działaniu

 

Innym sposobem wykorzystywania opisywanej reguły jest akcentowanie liczby lat czy zasobu doświadczenia w danej dziedzinie. Schemat myślenia wykorzystywany w takim zabiegu przedstawia się następująco: „Im większa liczba lat doświadczenia – tym większa wiedza i kompetencje w danej dziedzinie – tym bardziej powinniśmy słuchać takiej osoby/zaufać takiej firmie”. Stąd często w różnych reklamach spotykamy stwierdzenia „Od wielu lat dostarczamy najlepsze rozwiązania”, „Istniejemy od 100 lat, więc możesz nam zaufać”, „Od pokoleń pomagamy w…” . Slogany tego typu nierzadko słyszymy też bezpośrednio w rozmowie z konsultantami i sprzedawcami, którzy podkreślają w ten sposób, że cała ich wiedza, doświadczenie i kompetencje są w tym momencie do naszej dyspozycji.

 

Zasadę autorytetu w intuicyjnej formie stosują również niektórzy z nas, chcąc wyglądać lub kojarzyć się „mądrzej” i poważniej w towarzystwie. Wiadomo, że atrybutem wiedzy i kompetencji, utrwalonym w ludzkiej świadomości, od dawna są okulary. Pokazują one w uproszczonej formie, że osoba, która je nosi, musiała stracić wzrok na czymś żmudnym i pracochłonnym – prawdopodobnie na czytaniu książek i pogłębianiu wiedzy z danej dziedziny. W związku z tym jest mądra i oczytana. Dowiedziono naukowo, że osoby noszące okulary są postrzegane statystycznie częściej jako bardziej kompetentne i inteligentne niż osoby ich nieużywające. Oprócz tych, którzy muszą nosić okulary z uwagi na wadę wzroku, imitacje okularów (oprawki z przezroczystymi szkłami) noszą często osoby o zaniżonym poczuciu własnej wartości, chcące się dowartościować lub osoby, które chcą wypaść jako bardziej kompetentne w danej dziedzinie (niektórzy handlowcy, doradcy klienta albo domorośli naukowcy).

 

Czy jesteśmy więc skazani na uleganie takim pozornym „autorytetom”
Podstawowa tutaj wydaje się kwestia intencji. Jeżeli autorytet lub ktoś podszywający się pod niego próbuje nas do czegoś przekonać, spróbujmy zastanowić się, czemu to robi, a także – kto może więcej na tym zyskać: my czy on. Jeżeli to my odniesiemy więcej zysków, możemy zaakceptować dany punkt widzenia. Jeśli natomiast nie jesteśmy pewni korzyści lub wręcz możemy coś stracić, to powinniśmy się poważnie zastanowić, zanim podejmiemy jakąś decyzję.

 

Remigiusz Szczurek
psycholog, trener umiejętności biznesowych
               
kontakt: psycholog@portal.hoga.pl           

 

Już wkrótce kolejny artykuł poświęcony wykorzystywaniu wokół nas psychologicznej zasady „owczego pędu”. 

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.