Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Wielu zarzuca Ameryce, że nie robi ambitnych filmów. Wielu (najczęściej Europejczyków) uważa, że fabryka snów nie potrafi robić filmów, które powaliłyby na kolana. Czy jednak to prawda
Czy oglądacie państwo tylko ambitne europejskie kino, bo nie ma amerykańskiego
Nie!

Zgłaszam swój sprzeciw!

Amerykanie – przez wielu uważani za tępy naród – potrafili stworzyć kulturę o jakiej my potrafimy tylko marzyć. Ich filmy to zlepek wielu gatunków. Potrafią nakręcić film, którego budżet przekracza zysk niejednego polskiego koncernu (przykład
Najnowszy film z serii Transformers, którego budżet przekracza 700 mln. dolarów), ale w tym samym studiu kręcą ambitne i niszowe filmy za kilkaset tysięcy dolarów (np. Słoń – Gusa van Santra). To co jednak interesuje mnie najbardziej to przede wszystkim ich umiejętność tworzenia filmów o ludziach, którzy zmienili historię tego kraju.

Doskonałym tego przykładem jest głośny film „Obywatel Milk”, którego historia oparta jest na wydarzeniach z życia Harvey’a Milk’a.

Wątpliwym wydaje się to, czy ktokolwiek z nas wiedziałby kim był Milk, gdyby nie ten film. Czy gdyby nie Oscar dla Shean’a Pean’a (odtwórcy tytułowej roli) ktokolwiek zainteresowałby się biografią obywatela Milka
Jestem przekonana, że nie.

 

Oglądając film, dowiadujemy się nie tylko, jak wielce odważnym człowiekiem był Milk (w końcu nie lada wyzwaniem w latach siedemdziesiątych jest zdobycie stołka w Radzie Miasta San Fransisco, gdy jest się najbardziej znanym gejem w Ameryce), poznajemy też historię ruchu, który wywalczył prawa dla wszystkich mniejszości w Ameryce! Dzięki takim filmom przeciętny człowiek wie więcej.

 

Gdzie tkwi więc talent amerykańskich filmowców, którzy w ponad dwugodzinnym filmie stworzyli atmosferę, której nie powstydziłby się scenariusz Transformersów
Gdzie leży umiejętność tworzenia takich arcydzieł
Przecież każdy kraj ma historię godną biografii Milka! Gdzie więc te filmy

Przecież na świecie pełno jest kobiet na miarę Erin Brockovich (biograficzny film o kobiecie, która bez prawniczego wykształcenia wygrała proces z największym konsorcium w USA), czy też nieokrzesanych lekarzy jak Path Adams (film opowiadający historie lekarza, który wprowadził do lekarskiego świata uśmiech). Czy naprawdę uważacie Państwo, że brak nam genialnych naukowców takich, jak John Forbes Nash Jr. (film biograficzny pt. Piękny Umysł), albo przeciętnych wynalazców, jak Chris Gardner (film pt. W pogoni za Szczęściem)
Nie!

Problem tkwi nie w tym, że brak nam pierwowzorów, ale w tym, że nikt tych historii nie umie wykorzystać. Ileż filmów mogłoby powstać, gdyby nie strach przed filmowaniem rzeczywistości!

 

Nie ma w Polskim kinie choćby jednego takiego filmu. Gdzie nam z biograficznym filmem o ks. Popiełuszce, którego plakat nawiązywał (o zgrozo) do filmu o przygodach James’a Bond’a, a do jego rozreklamowania zaproszono wokalistę mało ambitnego zespołu!

Cóż więc mamy do Amerykanów, którzy zamiast eposów piszą filmy, których treść rozumie każdy
Cóż więc złego w tym, że amerykański film rozumieją wszyscy
Czy to nie o to właśnie w kinie chodzi

Pozostaje nam oglądać amerykańskie kino, które czasem czegoś wartościowego nas nauczy.

 

Agata Górecka

Foto: kadr z filmu Obywatel Milk

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.

brak-podgladu-600

Wielu zarzuca Ameryce, że nie robi ambitnych filmów. Wielu (najczęściej Europejczyków) uważa, że fabryka snów nie potrafi robić filmów, które powaliłyby na kolana. Czy jednak to prawda? Czy oglądacie państwo tylko ambitne europejskie kino, bo nie ma amerykańskiego? Nie!

Zgłaszam swój sprzeciw!

Amerykanie – przez wielu uważani za tępy naród – potrafili stworzyć kulturę o jakiej my potrafimy tylko marzyć. Ich filmy to zlepek wielu gatunków. Potrafią nakręcić film, którego budżet przekracza zysk niejednego polskiego koncernu (przykład? Najnowszy film z serii Transformers, którego budżet przekracza 700 mln. dolarów), ale w tym samym studiu kręcą ambitne i niszowe filmy za kilkaset tysięcy dolarów (np. Słoń – Gusa van Santra). To co jednak interesuje mnie najbardziej to przede wszystkim ich umiejętność tworzenia filmów o ludziach, którzy zmienili historię tego kraju.

Doskonałym tego przykładem jest głośny film „Obywatel Milk”, którego historia oparta jest na wydarzeniach z życia Harvey’a Milk’a.

Wątpliwym wydaje się to, czy ktokolwiek z nas wiedziałby kim był Milk, gdyby nie ten film. Czy gdyby nie Oscar dla Shean’a Pean’a (odtwórcy tytułowej roli) ktokolwiek zainteresowałby się biografią obywatela Milka? Jestem przekonana, że nie.

 

Oglądając film, dowiadujemy się nie tylko, jak wielce odważnym człowiekiem był Milk (w końcu nie lada wyzwaniem w latach siedemdziesiątych jest zdobycie stołka w Radzie Miasta San Fransisco, gdy jest się najbardziej znanym gejem w Ameryce), poznajemy też historię ruchu, który wywalczył prawa dla wszystkich mniejszości w Ameryce! Dzięki takim filmom przeciętny człowiek wie więcej.

 

Gdzie tkwi więc talent amerykańskich filmowców, którzy w ponad dwugodzinnym filmie stworzyli atmosferę, której nie powstydziłby się scenariusz Transformersów? Gdzie leży umiejętność tworzenia takich arcydzieł? Przecież każdy kraj ma historię godną biografii Milka! Gdzie więc te filmy?

Przecież na świecie pełno jest kobiet na miarę Erin Brockovich (biograficzny film o kobiecie, która bez prawniczego wykształcenia wygrała proces z największym konsorcium w USA), czy też nieokrzesanych lekarzy jak Path Adams (film opowiadający historie lekarza, który wprowadził do lekarskiego świata uśmiech). Czy naprawdę uważacie Państwo, że brak nam genialnych naukowców takich, jak John Forbes Nash Jr. (film biograficzny pt. Piękny Umysł), albo przeciętnych wynalazców, jak Chris Gardner (film pt. W pogoni za Szczęściem)? Nie!

Problem tkwi nie w tym, że brak nam pierwowzorów, ale w tym, że nikt tych historii nie umie wykorzystać. Ileż filmów mogłoby powstać, gdyby nie strach przed filmowaniem rzeczywistości!

 

Nie ma w Polskim kinie choćby jednego takiego filmu. Gdzie nam z biograficznym filmem o ks. Popiełuszce, którego plakat nawiązywał (o zgrozo) do filmu o przygodach James’a Bond’a, a do jego rozreklamowania zaproszono wokalistę mało ambitnego zespołu!?

Cóż więc mamy do Amerykanów, którzy zamiast eposów piszą filmy, których treść rozumie każdy? Cóż więc złego w tym, że amerykański film rozumieją wszyscy? Czy to nie o to właśnie w kinie chodzi?

Pozostaje nam oglądać amerykańskie kino, które czasem czegoś wartościowego nas nauczy.

 

Agata Górecka

Foto: kadr z filmu „Obywatel Milk”

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.

brak-podgladu-600

Wielu zarzuca Ameryce, że nie robi ambitnych filmów. Wielu (najczęściej Europejczyków) uważa, że fabryka snów nie potrafi robić filmów, które powaliłyby na kolana. Czy jednak to prawda? Czy oglądacie państwo tylko ambitne europejskie kino, bo nie ma amerykańskiego? Nie!

Zgłaszam swój sprzeciw!

Amerykanie – przez wielu uważani za tępy naród – potrafili stworzyć kulturę o jakiej my potrafimy tylko marzyć. Ich filmy to zlepek wielu gatunków. Potrafią nakręcić film, którego budżet przekracza zysk niejednego polskiego koncernu (przykład? Najnowszy film z serii Transformers, którego budżet przekracza 700 mln. dolarów), ale w tym samym studiu kręcą ambitne i niszowe filmy za kilkaset tysięcy dolarów (np. Słoń – Gusa van Santra). To co jednak interesuje mnie najbardziej to przede wszystkim ich umiejętność tworzenia filmów o ludziach, którzy zmienili historię tego kraju.

Doskonałym tego przykładem jest głośny film „Obywatel Milk”, którego historia oparta jest na wydarzeniach z życia Harvey’a Milk’a.

Wątpliwym wydaje się to, czy ktokolwiek z nas wiedziałby kim był Milk, gdyby nie ten film. Czy gdyby nie Oscar dla Shean’a Pean’a (odtwórcy tytułowej roli) ktokolwiek zainteresowałby się biografią obywatela Milka? Jestem przekonana, że nie.

 

Oglądając film, dowiadujemy się nie tylko, jak wielce odważnym człowiekiem był Milk (w końcu nie lada wyzwaniem w latach siedemdziesiątych jest zdobycie stołka w Radzie Miasta San Fransisco, gdy jest się najbardziej znanym gejem w Ameryce), poznajemy też historię ruchu, który wywalczył prawa dla wszystkich mniejszości w Ameryce! Dzięki takim filmom przeciętny człowiek wie więcej.

 

Gdzie tkwi więc talent amerykańskich filmowców, którzy w ponad dwugodzinnym filmie stworzyli atmosferę, której nie powstydziłby się scenariusz Transformersów? Gdzie leży umiejętność tworzenia takich arcydzieł? Przecież każdy kraj ma historię godną biografii Milka! Gdzie więc te filmy?

Przecież na świecie pełno jest kobiet na miarę Erin Brockovich (biograficzny film o kobiecie, która bez prawniczego wykształcenia wygrała proces z największym konsorcium w USA), czy też nieokrzesanych lekarzy jak Path Adams (film opowiadający historie lekarza, który wprowadził do lekarskiego świata uśmiech). Czy naprawdę uważacie Państwo, że brak nam genialnych naukowców takich, jak John Forbes Nash Jr. (film biograficzny pt. Piękny Umysł), albo przeciętnych wynalazców, jak Chris Gardner (film pt. W pogoni za Szczęściem)? Nie!

Problem tkwi nie w tym, że brak nam pierwowzorów, ale w tym, że nikt tych historii nie umie wykorzystać. Ileż filmów mogłoby powstać, gdyby nie strach przed filmowaniem rzeczywistości!

 

Nie ma w Polskim kinie choćby jednego takiego filmu. Gdzie nam z biograficznym filmem o ks. Popiełuszce, którego plakat nawiązywał (o zgrozo) do filmu o przygodach James’a Bond’a, a do jego rozreklamowania zaproszono wokalistę mało ambitnego zespołu!?

Cóż więc mamy do Amerykanów, którzy zamiast eposów piszą filmy, których treść rozumie każdy? Cóż więc złego w tym, że amerykański film rozumieją wszyscy? Czy to nie o to właśnie w kinie chodzi?

Pozostaje nam oglądać amerykańskie kino, które czasem czegoś wartościowego nas nauczy.

 

Agata Górecka

Foto: kadr z filmu „Obywatel Milk”

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.