Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Im więcej mówimy o prywatności w Sieci, tym bardziej jesteśmy w niej szpiegowani. Śledzenie użytkowników stało się prawdziwą żyłą złota dla wielu firm. Dziennikarze The Wall Street Journal przeprowadzili testy na 50 najpopularniejszych witrynach w USA. To na nich Amerykanie dokonują 40% ogólnej liczby odsłon pochodzących z tego kraju.

Po wizycie na każdej z tych stron (znalazła się wśród nich również witryna wsj.com), dokładnie przyjrzano się plikom i programom, które pozostawiły one na komputerze testowym. Okazało się, że 50 witryn umieściło 3180 plików. Około 30% z nich były to niewinne pliki z zapisanymi hasłami użytkownika czy najbardziej popularnymi tekstami. Jednak aż 2224 pliki zostały zainstalowane przez 131 przedsiębiorstw, z których wiele żyje ze śledzenia użytkowników i sprzedawania baz danych na ich temat.

Najwięcej, bo 234 pliki instalowała witryna Dictionary.com. Wśród nich 223 pochodziło od firm śledzących użytkowników.

Narzędzia do śledzenia użytkowników stały się tak zaawansowane, że wiele spośród największych amerykańskich serwisów nie miało pojęcia, że ich witryny pozostawiają na komputerach użytkowników pliki mocno naruszające prywatność. Na przykład po wizycie na witrynie MSN.com na testowym komputerze pojawił się plik z danymi dotyczącymi przewidywanego wieku użytkownika, kodu pocztowego, płci, szacowanych zarobków, stanu cywilnego, ew. posiadania dzieci i domu. Twórcą pliku jest firma Targus Information Corp. Zarówno Targus jak i Microsoft oświadczyli, że nie mają pojęcia, w jaki sposób plik z tak szczegółowymi danymi został wgrany przez MSN.com. Zapewnili też, że nie ma w nim niczego, co pozwalałoby jednoznacznie zidentyfikować właściciela komputera.

Na razie w USA panuje olbrzymia dowolność w umieszczaniu cookies na maszynie użytkownika. Sądy, które dotychczas wypowiadały się w tej sprawie, zezwalały na stosowanie najprostszych ciasteczek. Nigdy nie zajmowały natomiast stanowiska odnośnie ich najbardziej zaawansowanych form. Dzięki nim właśnie możliwe jest tworzenie bardzo rozbudowanych profili użytkownika. Przy pierwszej wizycie na danej witrynie na nasz komputer trafia cookie z unikatowym numerem identyfikacyjnym. Gdy później odwiedzimy inną witrynę, która korzysta z technologii tej samej firmy, otrzymuje ona kolejną porcję informacji. Po jakimś czasie, na podstawie całego szeregu odwiedzanych przez nas stron, możliwe jest orientacyjne określenie naszego wieku, płci czy posiadania dzieci.

Dziennikarze The Wall Street Journal przytaczają historię 17-letniej Cate Reid. System reklamowy Yahoo określił ją jako osobę płci żeńskiej, w wieku 13-18 lat, która martwi się, że ma nadwagę. W tym przypadku, wszystko się zgadza. Dziewczyna mówi dziennikarzom, iż rzeczywiście martwi się swoją wagą, ale stara się o tym nie myśleć. Jednak gdy korzysta z internetu natychmiast o problemie przypominają jej pojawiające się reklamy. Trafiają one do niej właśnie dzięki zebranym na jej temat informacjom.

Na takich danych można zarobić olbrzymie pieniądze. Dane o osobach odwiedzających serwisy aukcyjne eBay oraz Expedia są zbierane przez firmę BlueKai. Każdego dnia sprzedaje ona 50 milionów fragmentów informacji, po 1/10 centa za sztukę. Jak łatwo obliczyć, codzienne przychody BlueKai tylko z tych dwóch witryn to 50 000 USD.

Najczęściej witryny, na których znajduje się oprogramowanie zbierające dane, wiedzą o tym. Często dostają za to pieniądze. Jednak zdarza się, że użytkownicy są szpiegowani bez wiedzy właścicieli witryn. Dzieje się tak, gdy firmy zajmujące się zbieraniem danych umieszczają odpowiednie pliki w bezpłatnych programach czy wyświetlanych reklamach.

Do informacji zebranych w Sieci są dodawane dane statystyczne na temat np. przychodów w danym regionie kraju, wykształcenia mieszkańców, gospodarki regionu czy geografii. Tworzone w ten sposób profile dobrze potrafią opisać śledzonego użytkownika.

Wszystko to służy jednemu celowi – tworzeniu profili w czasie rzeczywistym, odgadywanie zamiarów użytkownika, np. dotyczących wyjazdu na wakacje czy odgadnięcie zdolności kredytowej i wyświetleniu odpowiedniej reklamy. Niektóre firmy z sektora finansowego dysponują już tak bogatymi bazami danych i tak zaawansowaną technologią, że w zależności od szacowanych przychodów i poziomu wykształcenia użytkownika, potrafią wyświetlać mu skonstruowane pod jego kątem swoje witryny.

W ubiegłym miesiącu firma ubezpieczeniowa Byron Udell $ Associates testowała na swojej witrynie AccuquoteLife.com technologię, która np. osobie określonej jako mieszkaniec przedmieścia, z wykształceniem średnim, pochodzącym z okresu baby-boomu prezentowała ofertę polisy ubezpieczeniowej na kwotę 2-3 milionów dolarów. Natomiast starszy mieszkaniec wsi, zajmujący się pracą fizyczną widział po wejściu na tę samą witrynę propozycję wykupienia polisy o sumie ubezpieczenia wynoszącej 250 000 dolarów. „Kierujemy różnych ludzi na różne pasy autostrady” – mówi Sean Cheyney, jeden z menedżerów Byron Udell.

Źródło: kopalniawiedzy.pl

Autor wpisu: pw

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.