Ratuj Głuszca
film

Recenzja filmu „Take this waltz”

„Weź tego walca, weź tego walca” – śpiewa Leonard Cohen – „teraz jest twój”. Ballada o śmierci uczucia, o tęsknocie za tym, co się kończy i za tym, co nigdy nie nadejdzie. O tym również opowiada Sarah Polley w swoim filmie „Take this waltz”. To drugi pełnometrażowy obraz reżyserki, równie przejmujący, co debiut „Daleko od niej” z 2006 roku.

Młoda Margot (Michelle Williams) jest szczęśliwą i oddaną żoną Lou (Seth Rogen). Na co

dzień zajmuje się pisaniem zleconych tekstów, podczas gdy jej mąż nie przestaje gotować, gdyż marzy o wydaniu własnej książki kucharskiej. Oboje wiodą bardzo spokojne życie, ale wydają się być z tego zadowoleni. Ich dom jest cichym i ciepłym miejscem, w którym czują się bezpiecznie.

Niemniej po pięciu latach wspólnego życia Margot zaczyna odczuwać znudzenie. Rutyna sprawia, że małżonkowie nie mają sobie nic do powiedzenia poza lapidarnym „kocham cię”. Brak tematów do rozmowy to tylko zalążek. W ich związku brakuje także ekscytacji, namiętności, odmiany, nowych wrażeń. Lou, w przeciwieństwie do Margot, nie pali się do powiększenia rodziny, a gotowanie wydaje się sprawiać mu więcej radości niż czas spędzony z żoną. To oddala ich od siebie jeszcze bardziej.

W pewnym momencie pojawia się ten trzeci. W krótkiej służbowej podróży Margot poznaje Daniela (Luke Kirby), który okazuje się być jej sąsiadem. Mężczyzna intryguje młodą kobietę, budzi uczucia, o których dawno zapomniała. Dwójka bohaterów zaczyna spędzać ze sobą coraz więcej czasu. Daniel nie ukrywa swojej fascynacji kobietą – obserwuje Margot, śledzi, uwodzi, wreszcie prowokuje. W głowie Margot rozpoczyna się walka między małżeńskim obowiązkiem wierności a uczuciem pożądania do nowego znajomego. Kobieta nie chce skrzywdzić męża, uważa go za najwspanialszego mężczyznę na świecie – dobrego, sympatycznego, czułego. Jednocześnie nie chce dłużej tkwić w związku, który nie spełnia jej oczekiwań.

Fabuła wydaje się być banalna. Ale „Take this waltz” to coś więcej niż opowieść o miłosnym trójkącie. Margot nie sypia z dwoma na raz, nie jest wplątana w intrygi, nie awanturuje się. Nie oglądamy wymuszonego napięcia i zbędnych wzruszeń, co osobiście uważam za zaletę filmu. Polley skupiła się na powolnym procesie rozpadu związku. W subtelny sposób pokazuje, że czas ma duży wpływ na relacje międzyludzkie.

Mimo, że film jest smutny, czaruje w niemal każdej minucie. Reżyserka dopieszcza widza ujęciami, zaznacza drobne detale – kolory, promienia słońca, krople wody. Do tego uprzyjemnia czas łagodną muzyką. Film traktuje o silnych emocjach a mimo to pozostaje bajeczny i melodyjny. Połączenie tych przeciwieństw wypadło na prawdę dobrze.

Porywająca jest też sama Michelle Williams, od której nie można oderwać wzroku. Po zapadającym w pamięć obrazie Dereka Cianfrance – „Blue Valentine”, po raz kolejny udowodniła, że potrafi znakomicie wczuć się w każdą rolę. Wiarygodnie łączy urok dziewczynki z potrzebami dojrzałej kobiety. Gra całą sobą, potrafi wydobyć z siebie niezwykłe emocje. Film bez tej aktorki mógłby wypaść wiele gorzej.

Główna bohaterka niewiele mówi, ale z jej gestów czytamy, że targa nią ogromna ambiwalencja. Sama nie wie, co jest lepsze, co ją bardziej uszczęśliwi. Bardzo łatwo jest ulec złudzeniu, że nowo poznany mężczyzna albo nowo poznana kobieta da nam coś więcej niż to, co obecnie posiadamy. Bez trudu również zapominamy, że na początku każdego związku jest pięknie i cudownie. Nikt nie zastanawia się czy nowy związek przetrwa próbę czasu. Film wyraźnie daje do zrozumienia, że wszystko, co nowe w końcu się starzeje a pełnia szczęścia to iluzja. Kanadyjska produkcja miała swoją światową premierę we wrześniu 2011 roku. W polskich kinach do zobaczenia od 5 października.

Daria Cygan

Jeden komentarz :) w artykule: ”Nowe szybko się starzeje”

  1. CSGO pisze:

    CSGO…

    Passion the website– extremely user friendly and lots to see!…

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.