Ratuj Głuszca
film

Minął tydzień od oficjalnej polskiej premiery filmu „Jesteś Bogiem”, w tym czasie kina odnotowały niezwykle wysoką frekwencję. W ciągu trzech dni film Leszka Dawida zobaczyło 373 796 tysięcy ludzi, co dało mu miejsce w trójce najlepszych otwarć polskich produkcji w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Jednocześnie jest to najlepszy wynik frekwencyjny w historii działalności dystrybucyjnej firmy Kino Świat. Za imponującym otwarciem skrywa się jeszcze jeden sukces – upamiętniono Magika, uznano za wielkiego artystę, a hip-hop za spontaniczną, pełną emocji poetykę, która wpisuje się w szeroko rozumianą sztukę.

Na filmowy portret Paktofoniki czekaliśmy od kilku lat. Pierwsi chętni do zrealizowania filmu o zespole pojawili się w 2001 roku. Wtedy członkowie grupy – Fokus i Rahim zdecydowanie odmówili. Konsekwentnie robili to przez kolejnych kilka lat. W końcu przyszedł moment, w którym byli gotowi opowiedzieć o Magiku i wspólnej pracy nad płytą. Scenariusz do filmu o Paktofonice napisał Maciej Pisuk, którego historia z hip-hopem mogłaby być tematem osobnej ekranizacji. Zainspirowany reportażem Lidii Ostałowskiej o zespole i jego legendarnym liderze – Magiku, opublikowanym w Dużym Formacie rok po tragedii w Katowicach-Bogucicach, zapragnął bliżej poznać środowisko hip-hopowe. Odwiedzał Katowice i Mikołów, zakumplował się z chłopakami. Zaufali mu. Dzięki temu mógł rozpocząć prace nad scenariuszem, który ostatecznie powstał w 2004 roku. Efekt prac był jednak zbyt surowy, a jego autor zbyt bezkompromisowy by mogło dojść do realizacji. Dopiero w 2008 roku, kiedy na rynku ukazała się książka Pisuka, zainteresował się nią Leszek Dawid i zgodził współpracować.

Film zabiera nas w podróż do lat 90. W 1998 roku powstaje Paktofonika – pakt przy dźwiękach głośnika, czyli grupa muzyczna, w której skład weszli Magik – Piotr Łuszcz, Fokus – Wojciech Alszer i Rahim – Sebastian Salbert. Połączyła ich pasja. Cała trójka pragnęła nagrywać rap po polsku. Muzyka była ich sposobem na życie, sensem istnienia w postkomunistycznej rzeczywistości. Muzyki słuchali z walkmanów, wymieniali się kasetami. Własne kawałki nagrywali w warunkach domowych. Nie mieli pojęcia, czym rządzi się świat biznesu muzycznego.

Film w dużej mierze skupia się na liderze grupy – Magiku. Charyzmatyczny, zaangażowany, perfekcyjny, jednocześnie pozostający w konflikcie ze światem. Debiutujący na dużym ekranie Marcin Kowalczyk wypadł w tej roli bardzo dobrze. Scena, w której rapuje „+ i –” jest genialna – wyrazista i pełna ekspresji. Widać ogrom pracy włożony w przygotowanie do roli. Ruch ciała, mimika, wokal – wszystko dopracowane. To prawdziwie magiczny moment w filmie.

Kiedy Fokus i Rahim stawiali pierwsze kroki na scenie, Magik był już świadomym artystą. Pomagał kolegom się doskonalić. Filmowe trio, oprócz Marcina Kowalczyka, tworzą Tomasz Schuchardt (w roli Fokusa) i Dawid Ogrodnik (w roli Rahima). Im także należą się ukłony. Schuchardt wypadł bardzo przekonywująco, wyglądał jak wzięty prosto z podwórka między blokami. Druga magiczna scena w filmie należy do niego: widok pewnego siebie i aroganckiego chłopaka, który nie potrafi powstrzymać się od łez chwyta za serce. Ogrodnik pokazał mniej hardości, co nie jest zarzutem w jego kierunku. Taki był Rahim – najspokojniejszy z całej trójki. Obok młodych artystów niezawodnie zagrał także Arkadiusz Jakubik wcielając się w kontrowersyjnego menedżera zespołu.

Osobnym atutem produkcji jest oczywiście muzyka. Dzięki współpracy z chłopakami z byłej Paktofoniki, dziś z Pokahontaz, film zyskał jeszcze większą moc i stał się bardziej autentyczny. Hip–hop to ogromna siła. Daje poczucie wolności, którego nieustannie pragnął Magik. I to najprawdopodobniej doprowadziło go nad życiową przepaść. Finał historii był znany od samego początku. Być może część widzów oczekiwała poznania powodów tragedii. Jednak Leszek Dawid nic nie sugeruje. Pokazuje złożoność życia i zostawia sporo miejsca na refleksję.

Kilka dobrych filmów o podobnej tematyce już widzieliśmy: obraz Curtisa Hansona – „8 mila” z 2002, obraz Jana Kidawy-Błońskiego – „Skazany na Bluesa” z 2005 roku, albo Antona Corbijna  – „Control” z 2007 roku. Można z czystym sumieniem powiedzieć, że „Jesteś Bogiem” Leszka Dawida dorównuje pozostałym. To kolejny bardzo dobry dramat muzyczny – autentyczny, spójny i hipnotyzujący. Przemawia do widzów, nawet tych, którzy z hip-hopem nie mieli nic wspólnego. To także kolejny dowód na to, że polskie kino ma się dobrze. Polecam.

Daria Cygan

Autor wpisu: ag

Jeden komentarz :) w artykule: ”„Jesteś Bogiem” – najlepsza premiera w tym roku”

  1. zax pisze:

    I nagle wszyscy Polacy zostali wielkimi znawcami polskiego hip hopu i wielkimi magika, widzę po tym co dzieje się u mnie w pracy… wszyscy znają jego życiorys

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.