Ratuj Głuszca
rzym

Recenzja filmu „Zakochani w Rzymie”

Był już Londyn, Barcelona i Paryż. Czas na Rzym. W tym roku Woody Allen zabiera nas na spacer po stolicy Włoch. Pokazuje historie toczące się w urokliwych zakątkach tego miasta – niby nic nadzwyczajnego, ale w towarzystwie tego reżysera oraz kilku czarujących postaci kina to zabawna i inspirująca podróż, której daleko do banału.

Cały film składa się z kilku nowel. Bohaterowie to ludzie zakochani we Włoszech, których życie komplikuje się właśnie w Rzymie. Młoda Amerykanka – Hayley (Alison Pill) zwiedzając Rzym poznaje przystojnego Włocha o nietuzinkowym imieniu Michelangelo (Flavio Parenti) i zakochuje się z wzajemnością. Młodzi planują się pobrać, w związku z tym do Włoch przybywają rodzice przyszłej pani młodej – Phyllis (Judy Davis) i Jerry (Woody Allen). Ku swojemu zdumieniu Jerry odkrywa, że ojciec Michelangelo, przedsiębiorca pogrzebowy Giancarlo (Fabio Armiliato) śpiewa pod prysznicem zachwycające arie. Przekonany o jego talencie pragnie zająć się wypromowaniem śpiewaka.

Do stolicy przyjeżdżają także Milly (Alessandra Mastronardi) i Antonio (Alessandro Tiberi), sympatyczni nowożeńcy, którzy pragną w nowym miejscu rozpocząć nowe życie. Młody mężczyzna planuje przedstawić rodzinie swoją uroczą i skromną żonę, co ma mu pomóc w otrzymaniu nowej pracy. Seria pomyłek, której są uczestnikami sprawi, że odkryją nowe oblicze życia we dwoje.

W Rzymie wraz ze swoją dziewczyną Sally (Greta Gerwig) mieszka Jack (Jesse Eisenberg). Parę odwiedza Monica (Ellen Page), która właśnie rozstała się z chłopakiem. Młoda i atrakcyjna przyjaciółka Sally kokietuje Jacka, który zaczyna rozważać odejście od swojej obecnej dziewczyny.

Jest jeszcze Leopold Pisanello (Roberto Benigni), urzędnik, przedstawiciel włoskiej klasy średniej, który niespodziewanie i bez powodu staje się celebrytą. Paparazzi śledzą każdy jego ruch, robią sensację z każdej wypowiedzi. Leopold smakuje życia sław i chętnie korzysta z nowych przywilejów. Niemniej poznaje również skutki ciągłego bycia w świetle fleszy.

Historie wszystkich bohaterów są ciekawe i zabawne. Jedne bardziej, drugie mniej. W każdej jest dawka humoru. Każdej też można wytknąć niedociągnięcia. Jednak wszystkie mają swój urok, łączą miłość z humorem i tym, co lubimy u Allena najbardziej – z absurdem. Owszem, sporo w filmie bałaganu, także emocjonalnego, ale to uważam za plus filmu.

Sam Allen przyznaje, że niełatwo było udźwignąć energię Rzymu, uchwycić hałas, zamęt, włoskie rozbuchanie z uwielbieniem dla jedzenia, muzyki i ubrań. Za jedyne właściwe wyjście uznał mnogość wątków i postaci, co musiało skutkować chaosem. Nie sądzę jednak by całość stanowiła „sklecony naprędce kolaż” – jak pisali o filmie włoscy krytycy. Nowelowa struktura filmu jest jak najbardziej trafiona. Przeplatające się wątki ogląda się całkiem przyjemnie.

Trzeba dodać, że historie zyskały dzięki dobrej grze aktorskiej. Allen idealnie dopasował aktorów do stworzonych przez siebie postaci. Genialny komik Roberto Benigniego świetnie spisał się jako „znany z tego, że jest znany”. Ellen Page ze swoją delikatną urodą dobrze wypadła jako pseudointelektualistka, manipulatorka, która świadoma swoich atutów mami mężczyzn. Podobnie młody Jesse Eisenberg. Jego miny nie raz nadrabiały niedociągnięcia w scenariuszu. Jest jeszcze zmysłowa Penelopa Cruz, która niestety nie miała okazji wykazać się talentem jak w „Vicky, Cristinie, Barcelonie”, ale jako ekskluzywna prostytutka wygląda po prostu pięknie. Dobrze spisała się też Judy Davis wcielając się w racjonalną i twardo stąpającą po ziemi filmową żonę Allena.

Sam Woody po sześcioletniej przerwie znów pokazał się na ekranie. Gra starszego pana o neurotycznej naturze, który ucieka od emerytury, bo ta jednoznacznie kojarzy mu się z bezużytecznością i mentalną śmiercią. Nie dopuszcza do siebie złych myśli i angażuje się w uwielbianą przez siebie produkcję operową. Nie trudno zauważyć, że postać Jerry’ego ma wiele wspólnego z samym Allenem. Jest wręcz jego odbiciem. Siedemdziesięciosześcioletni reżyser w prawdziwym życiu także drży na samą myśl o zaprzestaniu produkcji filmowej i mimo wieku wciąż pozostaje aktywny zawodowo.

Tegoroczny film reżysera to komedia nie dla wszystkich, jak większość jego dzieł. Fanom „Dyktatora” z pewnością ten typ komedii nie przypadnie do gustu, ale dla miłośników allenowskiego humoru jest to pozycja obowiązkowa. Film zdecydowanie ma to coś. Nawet gdyby Allena nie było widać na ekranie, to ciągle czuć jego obecność. „Zakochani w Rzymie” być może wypadają trochę gorzej od „O północy w Paryżu”, ale pamiętamy, że jeśli co roku wypuszcza się w świat kolejny film to jest wręcz niemożliwe, by każdy był arcydziełem. Z drugiej strony, jeśli Allen nie zwalnia tępa to być może w przyszłym roku zaskoczy nas czymś jeszcze lepszym.

Daria Cygan

Komentarzy: 6 w artykule: ”Allenowska pocztówka z Rzymu”

  1. buy madden mobile coins…

    I adore this website – its so usefull and helpfull…

  2. BOBLBEE ボブルビー Pockets & Cases ポケット&ケース Mini ミニ 5…

    今日は~^^またブログ覗かせていただきました。よろしくお願いします。…

  3. COUNTERSTRIKE pisze:

    COUNTERSTRIKE…

    Hiya, tidy web-site you’ve presently…

  4. CSGO pisze:

    CSGO…

    You’re a really valuable website; couldn’t make it without ya!…

  5. NBA2K16 pisze:

    NBA2K16…

    Maintain the exceptional work !! Lovin’ it!…

  6. DOTA2 pisze:

    DOTA2…

    Whoa… this is a valuable web page…

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.