Ratuj Głuszca
pies w aucie

Wakacyjna temperatura daje się we znaki. Rozpoczyna się okres letni, a niestety wraz z nim sezon na gotowanie psa. To apel nie tylko do właścicieli czworonogów. Nie bądźmy obojętni!?Gorący majowy weekend, jeden z cieplejszych w tym roku. Pod Tesco stoją ciasno zaparkowane samochody. Grzęźniemy w upale, po wyjściu z klimatyzowanego auta dopiero odczuwa się wysoką temperaturę, aż się ma ochotę wskoczyć do pobliskiej fontanny i zanurzyć w orzeźwiającej wodzie. Na szczęście w budynku jest chłodno, więc się nie rozpuścimy na słońcu. My nie, a one?

Po zeszłorocznych apelach (dziesiątki reportaży, pouczeń) nie sądziłam, że spotka mnie taki widok. Przeciskając się pomiędzy autami usłyszałam głośne szczekanie. W garbusie na tylnym siedzeniu podskakiwał york ujadając przeciągle. Człowieka instynktownie łapie za serce taka miniaturka – nawet jak szczerzy nieprzychylnie te swoje igiełki – a wzrusza jeszcze bardziej zamknięta w czarnym samochodzie bez dopływu powietrza w czterdziestostopniowym upale. Nie trudno zgadnąć, że marzenia o klimatyzowanym centrum handlowym prysły. Staliśmy na parkingu przez półtora godziny nim przyszła właścicielka i to tylko dlatego, że wywołaliśmy ją w informacji.

Kiedy się zjawiła pies ledwo zipał. Oczekując na jej przybycie przez cały czas obserwowaliśmy jak energia tego maleńkiego stworzenia słabnie, stawał się coraz bardziej spokojny, aż w końcu agresja puściła, padł na siedzenie, przestał reagować na pukanie w szybę oraz zaglądającego do środka strażnika miejskiego, strażnika parkingowego i jeszcze czterech przypadkowych przechodniów. Zrobiło się małe zamieszanie, ludzie przechodzący z wózkami odwracali z ciekawości głowy, myśląc że dzieje się coś poważnego, że ukradli komuś auto, albo się włamali. A tu tylko mały Mohito w agonii konał na naszych oczach.

„Wybić szybę!” instruowali oburzeni przechodnie. Jeden z mniej spokojnych mężczyzn już się zamachnął i prawie mu się udało, gdyby nie interwencja strażnika. Biedny psiak ledwo uniósł powieki, Bóg jeden wie, czy wiedział co się działo. Może myślał, że banda wariatów, albo że to somnambuliczny obraz po niedotlenieniu. Robiło się naprawdę niebezpiecznie, ktoś zadzwonił po policję. Musieliśmy się wytłumaczyć, że nie jesteśmy złodziejami i że mamy szczere intencję. Po chwili to miejsce parkingowe zmieniło się w mały tłumek, brakowało jedynie reporterskiej ekipy z lokalnej stacji.

A Mohito leżał nieruchomo, tylko klatka piersiowa unosiła się w krótkich, nieregularnych ruchach, łapczywie wdychając resztki tlenu. Czekaliśmy tylko aż wyciągnie język. Jakaś dziewczyna kopnęła w oponę, licząc że alarm skłoni właścicielkę do przyjścia, ale nic takiego nie nastąpiło. Wszyscy byliśmy zmęczeni, zgrzani i rozwścieczeni, każdy z nas przyrzekł sobie w duchu, że wygarnie właścicielce co o niej myśli, że odbierze jej zwierze, wytoczy proces o znęcanie. Byli też tacy co ze złości chcieli poprzebijać opony, pomysłów nie brakowało.

Elegancka, dystyngowana z zacięciem na twarzy i z magicznymi kluczykami w ręce, pojawiła się w końcu. „O co chodzi?”. Zrobiło się cicho. Tłum się zmył, gdzie podziali się ludzie. „Ona jest radną”, dotarło do mnie powód dla jakiego znalazłam się sama na polu bitwy. „Ten pies, on się źle czuje proszę Pani!”, nerwy wzięły górę, zbyt wiele było emocji by wysilić się na spokojny ton „I dlatego przerwali mi państwo zakupy? Myślałam, że stało się coś poważnego!” otworzyła drzwi biorąc na ręce psa nagrzanego nie mniej niż karoseria, z auta uleciało gorące powietrze jak smuga dymu. „Nic mu nie będzie” uśmiechnęła się potrząsając lekko sierścią i głaszcząc delikatnie w łebek „No co jest Mohito? Obudź się!”.

Patrzyliśmy ze strażnikiem z całym wysiłkiem powstrzymując łzy. Słowa były zbędne.

Niestety przepisy w Polsce dotyczące ochrony praw zwierząt wciąż są zbyt łagodne. Znęcanie, nieodpowiednie traktowanie uchodzi ludziom na sucho. Brak odpowiednich przepisów, restrykcji karnych powoduje, że zwierze traktowane jest na równi z rzeczą i nie podlega odpowiednim sankcjom. Zostawianie psa w nagrzanym aucie uchodzi za największy przejaw sadyzmu, kiedy w ciągu kilkunastu minut zwierzę kona w strasznych męczarniach, niestety zdarza się wciąż często. Na szczęście psiak dygnął po dłuższej chwili, ale aż strach pomyśleć co by było kilka minut później. Nie bądźmy obojętni, interweniujmy. Stwarzajmy lepszy świat, nawet jeżeli przyszłoby walczyć z wiatrakami, zawsze jest nadzieja, że altruizm zwycięży ludzki egoizm i bezmyślność.

Aneta Bulkowska

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.