Ratuj Głuszca
małysz

W szczerym wywiadzie Małysz opowiada o tym dlaczego jeździ w rajdach, o nie zawsze łatwej współpracy ze swoim pilotem, porodzie cielaczka i także o tym, jak skończyły się jego próby łapania ryb gołymi rękami.

- 37. miejsce w Dakarze 2012 na Mitsubishi Pajero, Puchar Polski i Mistrzostwo Polski w Mitsubishi L200 – ten sezon wydaje się niezwykle udany?

Udany to mało powiedziane – jestem szczęśliwy, że wszystko nam się tak dobrze układało, nie popełnialiśmy zbyt wiele kosztownych błędów a nasz samochód Mitsubishi L200 sprawował się rewelacyjnie. W każdym sporcie potrzebne jest doświadczenie poparte treningami i startami. Dawaliśmy z siebie wszystko, ale nie przypuszczałem, że nasze postępy będą tak szybkie i uda się sięgnąć po mistrzostwo Polski! To wymarzona nagroda za cały sezon. Sądziłem, że będę potrzebował nawet 5 lat lub więcej, żeby moje starty w rajdach terenowych zaczęły przynosić efekty w postaci dobrych wyników. To wielka radość, że udało się wcześniej. Naturalnie to rezultat wielu czynników – na pewno liczby kilometrów pokonanych w terenie przez ostatnie półtora roku, nie tylko na rajdach, ale także podczas treningów. Kluczowe jest też wsparcie pilota. Gdyby Rafał nie przygotował mnie odpowiednio, po początkowych niepowodzeniach – dachowaniach, urwanych kołach, usterkach – mogłoby przyjść załamanie. Ale rozumiałem, że muszę dać sobie czas, zdobyć trudne doświadczenia, bo inaczej nie nauczę się jeździć szybko, nie złapię odpowiedniego rytmu.

- Jak to się stało, że zmieniłeś dyscyplinę i trafiłeś do sportów motorowych?

Sportami motorowymi i motoryzacją  interesowałem się od  dawna. Gdy byłem skoczkiem, nawet nie było możliwości żeby czegokolwiek spróbować. W ostatnich latach skakania kupiłem sobie samochód off-roadowy i jeździłem po górkach. Dość często się na ten temat wypowiadałem, dlatego Rafał Płuciennik odezwał się z pytaniem, czy nie pojechałbym z ich zespołem na Dakar. Dla mnie to był lekki szok, którego się nie spodziewałem. Wtedy  jeszcze byłem skoczkiem i nie mogłem sobie na to pozwolić. Postanowili więc czekać. Moje odejście ze skoków planowałem przez 2 lata i kiedy tak się stało, odezwali się ponownie. Wtedy zacząłem przygotowania do zupełnie nowej przygody – do udziału w Dakarze.

- Czy to, że wcześniej byłeś profesjonalnym sportowcem pomogło Ci w tych przygotowaniach?

Skoki nie wymagały ode mnie aż takiej wytrzymałości. Liczyła się siła odbicia i konkretny element. Teraz w cross country muszę dużo bardziej pracować nad kondycją i techniką. Sporo czasu spędzam na treningach, przez kilka godzin wykonując zadanie. Uporu, konsekwencji w działaniu oraz psychologicznego podejścia  – tego nauczyłem się trenując od dziecka. Wiem, jak to wszystko funkcjonuje.

- Gdzie jest potrzebna większa odwaga – na skoczni czy na odcinku specjalnym?

Jeśli chodzi o samą adrenalinę to na pewno większa jest w rajdach samochodowych, dlatego, że cały czas musisz być skoncentrowany, cały czas pracujesz. Skok trwa parę sekund, potem możesz się rozluźnić. W obu sportach koncentracja była bardzo ważna, niekiedy już dzień wcześniej nastawiam się i myślę o tym co przede mną. Ciężko mi powiedzieć, jaki sport jest bardziej niebezpieczny. Na pewno komuś, kto uprawiał ekstremalny sport wcześniej, duża dawka adrenaliny potem jest potrzebna.

- Tylko że teraz nie jesteś sam, współpracujesz z pilotem.

Tak samo jak pilot ze mną. Na razie współpraca nam wychodzi bardzo dobrze, mamy tylko jedno spięcie na koncie. Chociaż bywa i tak, co zaobserwowałem na poprzednim Dakarze, że pilot i kierowca przegrywają rajd i jadą do domu, bo nie mogą się dogadać.

- A ten jeden raz, kiedy to było?

Też na Dakarze. Zakopaliśmy się i Jarek Kazberuk nas wyciągał. Jak już wyjechaliśmy, Rafał mówi, żebym pojechał do góry i w prawo, a ja pojechałem do góry i w lewo, tak jak widziałem, że jechały inne samochody. I wtedy doszło do małej sprzeczki, że to on jest nawigatorem a nie ja, ale szybko to sobie wyjaśniliśmy.

- Nie  masz czasem ochoty postawić na swoim?

Mam, ale mam też świadomość, że Rafał jest bardziej doświadczony. Na początku w ogóle się nie odzywałem, ale teraz coraz częściej mam swoje zdanie. Często dyskutujemy i analizujemy. Oczywiście nie w trakcie rajdu, tylko wtedy, kiedy jest na to czas.

- Ścigasz się w gronie najlepszych. W pierwszym roku startów zdobyłeś Mistrzostwo Polski, Puchar Polski, co jest niebywałym sukcesem. Pilota, twoim, samochodu Mitsubishi L200 a może treningów?

Nie jest tak, że o sukcesie decyduje jeden z tych elementów. Jak one są dobrze połączone to jest jakaś całość, wtedy można dążyć do wyznaczonych celów i osiągać sukcesy. Jeśli którykolwiek z nich zaczyna szwankować, wtedy pojawiają się problemy. W tym sporcie bardzo ważne jest doświadczenie. Pamiętam, ile błędów popełniałem na początku, dlatego trzeba cały czas jeździć, bardzo dużo ćwiczyć.

- Co ci daje jazda rajdówką? Czy jesteś w stanie skupić się tak, że zapominasz o wszystkim, że myślisz tylko o jeździe?

Odpowiem na przykładzie startu w Baja Poland. Duża liczba kibiców, oczekiwania co do mojego udziału, presja. To wszystko powoduje stres. Potem wsiadam do samochodu, ruszam i już o tym nie myślę. Po prostu jadę i chcę przejechać jak najlepiej.

- Czy zmieniło się twoje podejście do motoryzacji od kiedy jeździsz w rajdach?

Zdecydowanie tak. Mam coraz większą wiedzę na ten temat. Często już rozróżniam co zaczyna w aucie szwankować i jakie są tego objawy. Jak ktoś jest żądny tej wiedzy, to nie przychodzi ciężko. Może silnika bym nie naprawił, ale z wymianą amortyzatorów czy wahaczy chyba bym sobie poradził. Poza tym zmieniła się moja technika jazdy nawet samochodem na co dzień, oduczyłem się złych nawyków, jak np. kierowanie jedną ręką.

- Wiem, że na tym lista twoich umiejętności się nie kończy. Podobno kiedyś odebrałeś poród cielaczka.

Byliśmy w Chorwacji na treningu. Rozbiliśmy biwak na polu, obok było stado krów. Jedna z nich zaczęła się cielić, ale widać było, że sama nie da rady. Chyba we czterech ciągnęliśmy. Na  koniec wszyscy się poprzewracali, jak już wyciągnęliśmy tego cielaczka. Zyskaliśmy sobie wtedy dużą sympatię miejscowych.

- Rafał jest znany ze swojego zamiłowania do Mitsubishi a jaki Ty masz stosunek do tej marki?

Na pewno Mitsubishi to jeden z bardziej legendarnych samochodów rajdowych. Szkoda, że wycofali się z Dakaru jako fabryczny team, bo to był wielki potencjał. Wiadomo, że samochód to w tym sporcie jeden z najważniejszych czynników, decydujących o wynikach – nasze Mitsubishi L200 bardzo dobrze zdało egzamin. Oprócz rajdowego L200 mamy Mitsubishi Pajero jako auto assistance. Nasze Pajero wykorzystujemy do wyjazdów na treningi i ogólnie do transportu. Dzięki temu, że auto jest duże, możemy zmieścić wszystkie nasze bagaże, ale też  bardzo komfortowo się nim podróżuje. To jest jednak auto wysokiej klasy, co daje się odczuć podczas jazdy.

- Jaki wpływ na Wasze osiągnięcia sportowe ma współpraca ze sponsorami?

Sponsor znaczy bardzo wiele, właściwie w tym sporcie jest niezbędny. Jak masz dobry budżet to możesz się ścigać zupełnie innym samochodem, dużo lepszym i szybszym. Dzięki temu możesz się liczyć w ścisłej czołówce . A koszty udziału w rajdach są bardzo wysokie – już samo wynajęcie samochodu na Dakar to kwota nawet miliona złotych.

- Często wypowiadasz się o aktualnych wydarzeniach sportowych, interesują cię wszystkie?

Jako ekspert wypowiadam się o skokach i kombinacji norweskiej. O innych konkurencjach przedstawiam opinie sportowca. W tym roku najważniejszymi wydarzeniami były olimpiady. Obserwowałem wyniki, zmagania i rywalizację. O ile zdrowi sportowcy nie zaskoczyli dobrymi występami, to na paraolimpiadzie Polakom poszło zdecydowanie lepiej. Myślę, że sportowcy niepełnosprawni mają wielką siłę, która bierze się z ich, często bardzo trudnych, doświadczeń. Cieszę się, że poszło im tak dobrze. Szkoda tylko, że duże zainteresowanie przyszło tak późno i nie mieli takiego wsparcia, jak ich koledzy. Kiedy wyjeżdżali, nikt ich nie żegnał, dopiero docenieni zostali, jak przywieźli medale.

- Ty na brak zainteresowania nie możesz narzekać. Ani wcześniej, ani teraz.

Nie ukrywam, że czasami nie czuję się komfortowo, jak nie mam chwili wytchnienia od zdjęć i autografów, jednak przez te wszystkie lata nauczyłem się jak radzić sobie z dużą popularnością. Cieszę się, że ludzie przychodzą na rajdy i kibicują. Poszli za mną w zupełnie inną dyscyplinę, ale wierzą we mnie i są cały czas ze mną. To pomaga propagować off road i rajdy.

- Jakie dalsze wyzwania sobie stawiasz?

Progres. A żeby był progres musi być też dobre przygotowanie. Na pewno marzeniem każdego zawodnika, który jeździ na Dakar, jest to żeby go wygrać. To bardzo ciężka kwestia, bo nie dość, że zawodników w czołówce jest wielu, to jeszcze mają bardzo duże doświadczenie. Chciałbym wystąpić w Dakarze 2013, ale to się jeszcze okaże.

- Jak spędzasz wolny czas? Masz inne hobby poza rajdami?

Głównie w domu. Chodzę często na spacery z córką. Rafał próbował mnie zarazić wędkowaniem, ale mu się nie udało. Kiedyś łapałem ryby ręką. Skończyło się jak spod kamienia wyciągnąłem przypadkowo wielką ropuchę.

Źródło: mototarget.pl

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.