Ratuj Głuszca
Trzy Dni z Marką

Początek sierpnia. Co robię ja? Jadę na spotkanie Trzy Dni z Marką pod Warszawę, a konkretnie do Łochowa. Nazwa wydarzenia może was zmylić. Wcale nie byłem tam trzy dni, ale jeden. Co zastałem po przyjeździe? 25 samochodów ustawionych na dziedzińcu. Nie przypadkowo, ale z pewnym zamysłem, który za chwilę wyjaśnię.

Pierwsze rzeczy jednak na początek. Dlaczego dokładniej zjawiłem się w Łochowie? Ponieważ chciałem mieć możliwość porównania przeróżnych Skód. To zupełnie inne doświadczenie od zwykłego testowania, kiedy jazdy podobnymi modelami oddziela najczęściej kilka tygodni, jeśli nie miesięcy. Mam więc w głowie pewne podsumowanie, którym chcę się z wami podzielić.

Całe spotkanie odbyło się na bardzo prostej zasadzie. Każdy z obecnych zapisywał się na wybrane przez siebie auto i dostawał je na 40 minut tylko dla siebie. Nie był to oczywiście jeden wielki miszmasz, ale obowiązywał pewien porządek. Wszystkie 25 samochodów zostało podzielonych na 5 grup. W podsumowaniu dodam jeszcze szkolny system oceniania aut – 1 to najgorzej, 6 najlepiej. Subiektywny.

Zacznijmy od w zasadzie najnudniejszej grupy – Greenline. Przede mną stały wszystkie auta dostępne w tej oszczędnej wersji. Na pierwszą przejażdżkę wybrałem Octavię – Fabia odstraszyła dziwnym czymś (czego nie można w sumie nazwać spojlerem) przyczepionym z tyłu bagażnika. Wracając do tematu – wewnątrz to nadal zwykła Octavia, więc nie oczekujcie wodotrysków i kaskad kolorowego oświetlenia. Jest za to oszczędniej niż zwykle. Jadąc 70km/h na tempomacie, po równej i prostej drodze chwilowe spalanie wahało się od 2.8l/100km do 3.2l/100km. Byłem pod wrażeniem. Do tego całkiem przyzwoita dynamika, jak na auto, którego priorytetem jest niskie zużycie paliwa. Wszystko to dzięki silnikowi 1.6 TDI o mocy 103KM. Wyposażony jest on dodatkowo w system Start/Stop, który niestety u mnie nie zdążył się uruchomić – byłem pierwszym kierowcą tej Octavii tego dnia, więc silnik nie był jeszcze dostatecznie rozgrzany. Podstawowa wersja tego Greenline to prawie 80 000 zł. Sporo, ale mamy gwarancję, że auto nie będzie paliwożerne.

Moja ocena – 5. Wysoko, bo dostajemy pełnoprawne i praktyczne auto bez żadnej hybrydowej technologii, zarazem bardzo oszczędne.

Kolejny samochód na mojej drodze to Fabia Combi z grupy Family. Cóż. Zwykła Fabia, nie porywa stylistycznie, przyzwyczailiśmy się do jej widoku na drogach. Ciężko było więc wydać werdykt. Skupiłem się jednak i doszedłem do wniosku, że trzeba wziąć pod uwagę kategorię w jakiej znalazłem Fabię – Family, czyli dla rodziny. Z tym nasza bohaterka dałaby sobie radę. Ma spory bagażnik, jest funkcjonalna i nie zbezcześci naszego portfela. Podstawową wersję możemy dostać już za niespełna 40 000. Jeśli jednak chcielibyśmy wybrać auto niekoniecznie tylko dla rodziny, to ciekawym wyborem (bez cienia żartu) jest zwykła Fabia hatchback z różnymi kolorami malowania – np. z białym dachem. Do tego trochę większe felgi i mamy naprawdę ładne autko. Moja ocena tyczyć się jednak będzie wersji z większym kufrem.

Stawiamy 4-. Kombi nie porywa stylistycznie, ale jest praktyczne. Minus za lusterko centralne, które podczas próby ustawienia go w odpowiedniej pozycji… odpadło. Cóż. Shit happens.

Następny zawodnik to flagowy model czeskiego producenta i chyba ulubiony samochód naszych polityków. Kategoria Biznes obfitowała w Superby. Wybrałem dwa. Jeden to sedan/liftback, a drugi to kombi. Te auta różniło jednak kilka rzeczy. Pierwszy z nich wyposażony był w najsłabszy dostępny silnik, czyli benzynowe 1.4 o mocy 125KM. To wcale nie pomyłka i nikt mi go na siłę nie wcisnął – postawiłem na niego celowo i nie żałowałem. Z góry taki kloc powinien być spisany na straty, ale o dziwo było odwrotnie. Niewielki silnik w połączeniu z bardzo precyzyjną i przyjemną w użytkowaniu 6-biegową skrzynią manualną świetnie dawał sobie radę. To jedno z większych zaskoczeń. Do tego przeogromna przestrzeń wewnątrz. Wszystko w cenie niewiele wyższej od 80 000 zł. Jeśli chcielibyśmy najbardziej wypasioną wersję Platinum, to z kieszeni ubyłoby nam dokładnie 109 100zł. Dałbym mu 6, ale wtedy zabrakłoby skali dla drugiego Superba, więc przyznaję mocną 5.

Kolejna limuzyna to zupełnie inne zwierzę. Wolnossący silnik 3.6 V6 o mocy 260KM pod maską, automatyczna skrzynia DSG i napęd na wszystkie koła. Zdanie, że to robi wrażenie, to za mało. Zapomnijcie o planowaniu wyprzedzania. Tutaj po prostu wciskacie pedał w podłogę i za chwilę jesteście już przed samochodem, który sekundę temu torował wam drogę. Wszystko nadal w sporym luksusie. Można chcieć czegoś więcej? Chyba nie. Cena – niespełna 150 000. Brzmi może wygórowanie obok nazwy Skoda, ale uwierzcie mi, że warto. Zasłużona 6.

Z grupy Sport wybrałem aż trzy Skody. Pierwsza z nich to Fabia RS. Do niewielkiego autka wsadzono silnik o mocy 180KM, skrzynię DSG oraz usztywnione zawieszenie. Rezultat? Szybki wóz, który potrafi przywołać uśmiech na twarzy kierowcy i zdziwienie u innych. Wszystko pięknie i naprawdę jest, co chwalić. Wiem o czym mówię, bo jakiś czas temu zrobiłem rs’ką ponad 2500km w tydzień. Samochód jest całkiem praktyczny, szybki i o dziwo nawet oszczędny. 9l/100km przy ostrym traktowaniu i bardzo szybkiej jeździe po autostradzie można uznać za niezły wynik.

Ocena, jaką mu przyznaję, to 5-. Minus za niezbyt ładny dźwięk i niekoniecznie najlepsze prowadzenie w ostrych i szybkich zakrętach.

Kolejny sportowiec to Octavia RS w wersji kombi. Tutaj jednak wystąpiło delikatne zjawisko przerostu formy nad treścią. Już tłumaczę. Jak widać na zdjęciach, od zwykłej Octavii różni się z wyglądu raczej dolnymi partiami. Groźne zderzaki i duże felgi wskazują na to, że do czynienia będziemy mieli z czymś super. Testowany egzemplarz był jednak wyposażony w silnik diesla o mocy 170KM, czyli o 10KM mniej niż w Fabii RS. Nie napiszę, że spisywał się źle. Po prostu po takim wyglądzie spodziewać by się można było czegoś więcej. 200-konny silnik benzynowy brzmi sensowniej. Jest w dodatku o 6000zł tańszy od ropniaka. Przychodzę jednak do punktu, kiedy trzeba wspomnieć o cenie. Najtańszy wariant to 106 000zł. Testowany to prawie 150 000zł. Niestety – za dużo jak na Octavię, nawet mocniejszą.

Ocena to 3+. Plusa dodajemy za ciekawy wygląd – łącznie z tym lakierem.

Ostatnie auto z kategorii Sport to znowu Fabia, ale tym razem Monte Carlo. Tutaj też bojowy wygląd może nas zmylić. Czarne reflektory, czarne felgi, a pod maską w najmocniejszej wersji… trochę ponad 100KM mocy. Cóż – mogę to skwitować tylko jednym zdaniem: nie wiem, co przyświecało Skodzie podczas tworzenia takiej edycji. Ceny zaczynają się na 55 000 zł. Trochę nieudany gadżet.

Ocena to suche 3. Wygląd to nie wszystko.

Zapędy sportowe zostawiam za sobą i przenoszę się w las poprzeplatany drogami, na których zalegała jeszcze woda z deszczu. Idealne środowisko na grupę Off-road. Wziąłem więc na próbę dwa auta. Yeti 4×4 w dieslu z DSG oraz Octavię Scouta. Dodatkowo można było pokonać (na moje oko) całkiem wymagający tor off-roadowy. Co prawda bez ogromnych kałuż, ale z kilkoma stromszymi podjazdami i miejscami, gdzie sam bym się nie odważył wjechać. „Konkursowe” Yeti było wyposażone w silnik diesla i manualną skrzynię. Ten duet świetnie dawał sobie radę. Napęd 4×4 i spory prześwit również nie pozostawiał nic do życzenia.

Zaliczywszy to zadanie udałem się na przejażdżkę wspomnianym już Yeti z dieslem pod maską i skrzynią DSG. O tym ostatnim można naczytać się naprawdę wiele pozytywnych opinii i trudno się z nimi nie zgodzić. W terenie jednak lepiej postawmy na manuala. Po prostu lepiej się sprawuje. Mamy zupełnie inne wyczucie samochodu. Yeti to bardzo udane auto. Duże, przestronne i mogące pojechać w nie tak lekkim terenie.

Daję mu 5.

Czas na podniesioną Octavię wyposażoną w napęd 4×4 i osłony chroniące zderzaki przed bliskim spotkaniem z ziemią. To dość dziwny stwór. Spory zwis z tyłu niejednokrotnie zahaczał o wystające muldy w ziemi – ba, nawet część jednej z osłon zaczęła żyć własnym życiem, co z resztą ukróciłem delikatnym uderzeniem w nią. Mimo tego, rodzinne kombi świetnie dawało sobie radę w błocie. Brnęło zanurzone po podwozie, a niejednokrotnie głębiej. Jeśli na swojej drodze napotykacie często na takie przeszkody, to macie już auto idealne dla was. Praktycznie bez stresu wyjedziecie z każdej błotnej kałuży. Do tego z całą rodziną i bagażem na kilka dni wypoczynku.

Zasłużone 5+. Ten Scout nie udaje, po prostu zawiezie kierowcę tam, gdzie on tego zechce. Cena… cóż – od 104 000 zł, ale warto. Naprawdę warto. Powstał więc swojego rodzaju dysonans między oceną Scouta, a RS – ten pierwszy jest wielofunkcyjny, ten drugi niestety tylko szybszy.

Czymś, co każdy z uczestników określał mianem wisienki na torcie, był koncepcyjny model Fabii vRS 2000. Co robił? Stał i się prezentował. Owszem, jeździł. Ale czy można opisywać wrażenia z jazdy autem, które rozwija max. 30km/h, przy skręcaniu ociera kołami o nadkola i co chwila gaśnie? Chyba nie. Takie coś po prostu istnieje i nigdy nie zostanie wyprodukowane. Tyle w tym temacie.

Autor i zdjęcia: Mateusz Pietruszka

Autor wpisu: pw

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.