Ratuj Głuszca
SONY DSC

…bo to w nich wzór na szczęście zapisany jest. Nie, nie jestem wielkim fanem współczesnej polskiej muzyki. Wolę zagraniczne, ponieważ słuchając ich nie zawsze mimowolnie wsłuchuję się w tekst. Czy to ma związek z dzisiejszym testem? Tytuł oraz jego kontynuacja jak najbardziej.

O tym, że przez kilka dni będę jeździć Swiftem, dowiedziałem się właściwie w ostatniej chwili. Muszę się przyznać, że na samochód wcale nie czekałem z utęsknieniem. Ot takie tam cztery kółka, których na mieście widuje się ogromną ilość.

Pierwszy kontakt

Nadszedł dzień odbioru. Moment, w którym otrzymuję dokumenty i kluczyki był jakiś taki… nijaki. Nie oczekiwałem wiele po Swifcie. Wspomnę w tym momencie o kilku sprawach. Mój Swift był wyposażony w silnik 1.2 o mocy 94KM i w automatyczną skrzynię biegów. Wewnątrz był właściwie goły i wesoły. Na zewnątrz tak samo. Nie posiadał praktycznie żadnych dodatków. Szczerze mówiąc nie miałem zbyt uradowanej miny, kiedy zobaczyłem tzw. aludekle. Dostałem chyba jedną z najbardziej podstawowych wersji. Przyznaję – my dziennikarze, jesteśmy trochę rozpuszczeni wypasionymi egzemplarzami. Cóż było jednak robić. Darowanemu koniowi w zęby się nie patrzy.

Pierwsze, co zauważamy po wejściu do środka i zajęciu miejsca z przodu to duża przestrzeń. Z zewnątrz auto wydaje się niewielkie, ale wewnątrz to już trochę inna bajka. Przed sobą miałem ładną, odpowiedniej wielkości kierownicę, a do tego nic na niej nie skrzypiało (co nie zawsze jest takie oczywiste). Głębiej zegary – bardzo czytelne. Oj zaczyna mi się tu podobać…

Zaskoczyła mnie konsola środkowa. W większości takich małych aut sprawia wrażenie robionej po kosztach i często zbyt przekombinowanej w imię nie wiem czego. Swift wyróżnia się tutaj na tle konkurencji. Na samej górze mamy otwierany schowek, niżej spore radio z wyraźnym i dużym wyświetlaczem, pod nim panel klimatyzacji znajdujący się w zasięgu ręki z bardzo logicznymi pokrętłami. Jeszcze niżej zamontowano gniazdo USB i 12V. Na samym dole, tuż za skrzynią biegów wstawiono otwarty schowek, w którym spokojnie można położyć telefon lub klucze. Nasz mały Japończyk nie ma więc kłopotów z ergonomią.

Nie zapomniano też o pasażerze. Zamiast współdzielić z kierowcą jego schowki, ma półeczkę tylko dla siebie. Spokojnie może tam położyć telefon czy inne drobiazgi. Niezwykle przydatne, jeśli nie chce wszystkiego ciągle wkładać i wyjmować z kieszeni. Wielki plus dla Swifta.

Ergonomia ergonomią, ale pozostaje kwestia materiałów użytych wewnątrz. Otóż są one dobre. Wszystko było bardzo dobrze spasowane i nie skrzypiało. Biorąc pod uwagę cenę, chyba nie ma powodów do narzekań dotyczących jakości plastików.

Mieszczuch

Tak jak wspomniałem, Swift to spore auto wewnątrz. Ale tylko z przodu. Pasażerowie zajmujący miejsca z tyłu nie mają za wygodnie. Ich nogi może nie zostaną zmiażdżone, ale na pewno nie będzie tam luzu. Jeśli siedzący z przodu się nad nimi nie zlitują, długa podróż może zapisać się niekoniecznie złotymi literami.

Jest to zaskakujące z tego powodu, że bagażnik również jest niewielki. Duże zakupy po prostu się w nim nie mieszczą. Wspomniana już większa wyprawa również może się nie odbyć. Zawsze można siedzenia złożyć, ale trochę dziwnie wygląda jazda cały czas w takiej, a nie innej formie.

Spuśćcie psy

Czas na jazdę. Mały Swift w tej wersji wyposażeniowej, z tym silnikiem i automatyczną skrzynią to typowy mieszczuch. Jest mały, zwinny i krótko – świetnie się prowadzi. Mamy bezpośredni kontakt z kołami, które bardzo zgrabnie przekazują nam informacje na temat podłoża. W połączeniu z niewielką kierownicą, dostajemy można by rzec gokarta. Nie żartuję. Mimo stosunkowo małej mocy silnika, mamy masę frajdy. Każdy zakręt to nowa przygoda – oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu. Na wyjściu z niego przyspieszenie nie wbije nas w fotel, ale to nic. Nie od każdego samochodu trzeba tego wymagać.

Na uwagę zasługuje też spalanie, które w trybie mieszanym oscylowało w okolicach 7 litrów na 100km. Zanim jednak przebiłem się przez warzawskie korki na drogę do Białegostoku, komputer pokazywał mi średnie spalanie na poziomie… 17,9l/100km. Wydaje mi się jednak, że można zaliczyć to do kategorii błędu.

Skrzynia biegów mnie zaskoczyła. Niejednokrotnie. Pierwszy raz wtedy, kiedy dowiedziałem się, że ma jedynie cztery biegi. Po raz drugi, kiedy okazało się, że jej współpraca z silnikiem odbywa się nadzwyczaj dobrze. Ma też tryb, w którym korzysta z maksymalnie trzech biegów – aktywujemy go przyciskiem znajdującym się po lewej stronie lewarka. Duet silnik i skrzynia świetnie się dogadywał. Powodów do narzekania brak.

Pieszczochy

Nie jest tajemnicą, że importerzy niejednokrotnie rozpieszczają dziennikarzy wypasionymi wersjami z zaznaczonym milionem opcji. Byłbym nieszczery, jeśli uznałbym to za coś, czego nie lubię. Cała zabawa polega jednak na tym, żeby takiemu czemuś nie ulec i poznać prawdziwe zalety auta bez mgły kolorowej nawigacji, skórzanej tapicerki czy fantastycznego audio.

Jestem z siebie dumny, ponieważ mi to się udało. Poznałem Swifta od tej świetnej strony, gdzie setki gadżetów są nieistotne. Wyposażony jedynie w elektryczne szyby i lusterka oraz klimatyzację (manualną) dał mi znowu poczuć, czym jest esencja jazdy. Nie wygląda jak milion dolarów, ale prowadzi się fantastycznie i daje masę frajdy z jazdy. Z czystym sumieniem polecam każdemu, kto szuka miejskiego auta z przysłowiowym „tym czymś”.

Co mi się spodobało:
+ świetne prowadzenie
+ niewielkie spalanie
+ przestronne wnętrze (z przodu)
+ dobra skrzynia biegów
+ ładna sylwetka

Coś mi jednak nie przypadło do gustu:
- niewielki bagażnik
- mało miejsca z tyłu

Dane techniczne:

Napęd

Rodzaj silnika: benzynowy
Pojemność: 1242 cm3
Typ napędu: przedni
Moc maksymalna: 94 KM (przy 6000 obr/min)
Maks. moment obr.: 118 Nm (4800 obr/min)
Skrzynia biegów: 4-biegowa, automatyczna

Nadwozie

Długość / Szerokość / Wysokość: 3850 / 1695 / 1510 mm
Pojemność bagażnika w litrach: 211 / 512
Masa własna: 990 kg
Ładowność: 490 kg
Rozstaw osi: 2430 mm

Dane eksploatacyjne producenta

Przyspieszenie od 0 do 100 km/h: 13.5 s
Prędkość maksymalna: 160 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 4.9 l/100km
Zużycie paliwa – miasto: 6.8 l/100km
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 5.6 l/100km
Pojemność zbiornika paliwa: 42 litrów
Emisja CO2 [g/km]: 129

Cena testowanego egzemplarza: 52 900 zł

Autor i zdjęcia: Mateusz Pietruszka

Autor wpisu: pw

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.