Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

W 2016 roku pojazdy bez kierowców będą się poruszały w zamkniętych kontrolowanych środowiskach, takich jak porty lotnicze, zakłady czy domy towarowe; za 10 do 20 lat na autostradach a za 20 – 30 lat w miastach – przewiduje Raul Rojas, profesor Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. – W przyszłości będzie istniał zakaz kierowania samochodami przez ludzi, ponieważ będzie to zbyt niebezpieczne – podkreśla Rojas.

 

Na poparcie swoich słów zespół naukowców z berlińskiego uniwersytetu przedstawił projekt samochodu, wyposażonego w kamery, lasery, czujniki ciepła oraz nawigację satelitarną, działającą nawet w podziemnych tunelach. Wszystkie te urządzenia pozwolą samochodowi widzieć inne auta, pieszych oraz reagować na sygnalizację świetlną. Dzięki tym rozwiązaniom samochody będą działały jak taksówki: wsiadasz i jedziesz – tyle, że nie będzie w nich obcego kierowcy.

 

Na swój sposób to nic nowego – pierwszy projekt auta bez kierowcy liczy już sobie 77 lat. Przedstawił go Norman Bel Geddes w 1933 roku podczas berlińskich Targów Światowych. W 1977 roku inżynierowie japońskiego Tsukuba Mechanical Engineering Laboratory skonstruowali samoprowadzący się samochód, który osiągał prędkość 32 kilometrów na godzinę. W następnej dekadzie auto-robot stworzone przez Mercedesa osiągnęło ponad 60 kilometrów na godzinę, a w 1994 skonstruowano samochód, który potrafił wybierać sobie drogę na paryskich trzypasmowych ulicach. Trzeba jeszcze dorzucić amerykańskie eksperymenty, sponsorowane przez wojsko. DARPA – agencja zajmująca się supertechnologiami dla armii, już trzykrotnie organizowała Grand Challenge – rywalizację samochodów bez kierowców. Na trasie rywalizacji bywało różnie: auta się przewracały, rozbijały o przeszkody albo wpadały na siebie, ale technologię rozwijano.

 

Jednak przewidywania Rojasa nie są bynajmniej utopią. Nad wykorzystaniem sztucznej inteligencji w samochodach pracuje już – i to z sukcesami – kilka laboratoriów. Na zakończenie EXPO 2010 do Szanghaju przyjechały cztery samochody z Włoch, konkretnie w Parmy, gdzie mieści się VisLab, placówka, która je zaprojektowała. Dwa z nich 15.000 kilometrów na dwóch kontynentach pokonały bez kierowców! Także Google zakończyło testy swojego oprogramowania, zainstalowanego w sześciu toyotach Prius oraz w audi TT. Samochody te przejechały bez kierowcy 140.000 mil, czyli ponad 220.000 kilometrów. Swoje eksperymenty prowadzi także Toyota, która od dłuższego czasu montuje w lexusach urządzenia, które kontrolują zarówno jazdę, jak i hamowanie.

 

Zdążyć na EXPO 2010

 

W ramach eksperymentu Intercontinental Autonomous Challenge Włosi sprawdzili swoje samochody w naprawdę ekstremalnych warunkach. Jadąc z Parmy po drogach europejskich a później przez Ukrainę, Rosję, Kazachstan czy Chiny musieli zmagać się z różnymi typami pogody, drogami a także warunkami ruchu na nich. Na samym końcu przebrnęły przez zatłoczone ulice Szanghaju… Auta natknęły się na pożary, upały, ale także na autostopowiczów, gapiów, policjantów kierujących ruchem czy osły… Wszystko to jednak było przewidziane jako sprawdzian dla opracowanego przez zespół profesora Broggiego systemu kierowania. Włosi dodatkowo utrudnili sobie zadanie, bo samochody miała napęd elektryczny a system kierowania korzystał z energii słonecznej.

 

Samochody jechały po dwa jednocześnie z prędkością do 40 kilometrów na godzinę. Wykorzystywały 7 kamer, 4 skanery laserowe, GPS oraz – oczywiście – komputer pokładowy. Doszło tylko do jednego wypadku, zawinionego zresztą przez człowieka. Członek ekipy nadzorujący jazdę jednego z pojazdów po prostu zapomniał wyłączyć system i samochód wciąż jechał i uderzył w auto przed nim.

 

Efektem podróży jest 50 terabajtów danych i niezliczona ilość nagrań wideo, które pozwolą przeanalizować działanie systemu oraz udoskonalić go.

 

Google jeżdżą po Kalifornii

 

Trasa 140 tysięcy mil, które pokonały samochody z systemem Google`a została zaplanowana bardzo po amerykańsku: auta wyruszyły z kampusu Mountain View, dotarły do Santa Monica a następnie przedefilowały przez Hollywood Boulevard. Zaliczyły także ulice San Francisco i i przejechały przez Golden Gate Bridge. Zastosowano w ich automatyczne wideokamery, czujniki radarowe, laser do pomiaru odległości od obiektów na drodze i w pobliżu niej, oraz bardzo dokładne mapy, przygotowane przez Google specjalnie na tę okazję z wykorzystaniem klasycznie kierowanych samochodów – odnotowano na nich nawet znaki drogowe: pionowe i poziome… Wszystko to miało zapewnić systemowi kierowania maksimum informacji, w jaki sposób kierować pojazdem oraz jak zdążać do celu.

 

Jak podkreśla kierownictwo eksperymentu, samochody te nigdy nie były niekierowane – przez cały czas czuwało dwóch operatorów: jeden pilnował reakcji samochodu, czyli był „kierowcą rezerwowym”, drugi pilnował systemów automatycznego kierowania – czy komputer nie wyda nieadekwatnej do sytuacji komendy. Nie można bowiem zapominać, że inne auta mają kierowców, a ci jeżdżą, jak jeżdżą – jeden z nich wjechał w tył auta Google`a, stojącego na czerwonym świetle…

 

Niezależnie od sukcesu aut, kierowanych przez system Google`a, jest to wciąż eksperyment i to w bardzo wczesnej fazie badań. Jego powodzenie będzie zależało przede wszystkim od rozwoju technologii informatycznych. Nikt z uczestników kalifornijskiego eksperymentu nie obiecuje, że za kilka lat takie samochody trafią do salonów. Wiele też będzie zależało od nakładów finansowych ale to może nie być największy problem. Sporo pieniędzy wykłada na to armia amerykańska. Trudno zapomnieć o już wykorzystywanych przez nią robotach wojskowych i pojazdach zdalnie kierowanych: tych na lądzie, morzu i w powietrzu.

 

Branża także nie śpi

 

Visilab czy Google nie zajmują się produkcją samochodów i ich projekty – mimo wszystko – mają w znacznej mierze charakter teoretyczny. Jednak i wielcy producenci samochodów nie zasypują gruszek w popiele. Toyota, BMW oraz inne firmy idą jednak w nieco innym kierunku – szukają rozwiązań cząstkowych, które później dałoby się złożyć w większą całość. Tak jest na przykład z budową systemu bezprzewodowej komunikacji między pojazdami. Samochód, który pojawia się w pewnym obszarze informuje wszystkie pozostałe w tym rejonie o swojej obecności. Na ten sygnał powinien reagować kierujący autem, ale docelowo system miałby sam podejmować decyzję, czy zwolnić prędkość auta albo nie pozwolić przyspieszyć. Toyota jako pierwsza wprowadziła system wspomagania równoległego parkowania, dzięki czemu auto może to zrobić samoczynnie.

 

Po co nam takie pojazdy? Z założenia mają być bardziej bezpieczne ni ż kierowane przez człowieka. Kierowca jest bowiem winien – jak obliczono – 93 procent wypadków drogowych, w których ginie około miliona osób rocznie. Automat reaguje bowiem szybciej niż człowiek i – za pomocą systemu kamer – „ma oczy dookoła głowy”, czyli obserwuje horyzont wokół siebie jak pełne koło. Nie ponoszą go także nerwy ani nie rozprasza ilość ostrzeżeń wydawanych przez instalowane już dzisiaj w samochodach systemy bezpieczeństwa, nie interesuje go wynik meczu (ach te radia!) czy kłótnia z małżonkiem.

 

Te auta mają być także bardziej ekonomiczne oraz emitować mniej dwutlenku węgla.

 

To, co lepsze nie zawsze jest bardziej lubiane. Włosi, pilnujący auta bez kierowców na trasie z Parmy do Szanghaju, najpierw podziwiali okolice, przez które przejeżdżali, a później coraz bardziej się nudzili. Wolne ręce i spokojna głowa może się przydać, kiedy ktoś chce pracować jadąc samochodem albo czytać poranną gazetę w drodze do pracy, ale dla ilu osób frajdą jest sama jazda? Co z nimi? Dla tych, dla których jazda samochodem to prawdziwa pasja, poruszanie się takim cudeńkiem byłoby mordęgą i oni zapewne pozostaną przy klasycznych rozwiązaniach.

 

Źródło: Mototarget.pl (Krzysztof Pasikowski)

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.