Ratuj Głuszca
myslovic

Liryczne, mocne i zapadające w pamięć metafory, genialna muzyka, charyzmatyczny wokalista i ogromna pasja. Myslovitz to zespół, obok którego nie sposób przejść obojętnie. Każda ich płyta to wielkie wydarzenie na polskiej scenie muzycznej. „Nieważne jak wysoko jesteśmy…” to najnowsze dzieło, które niemal od razu podbiło serca słuchaczy. O najnowszej płycie i nie tylko opowiada Jacek Kuderski, gitarzysta i kompozytor zespołu Myslovitz.

Pięć lat długiego wyczekiwania na nowy album, opłaciło się. Taka przerwa zwykle nie wróży dobrze zespołom, wam się udało.

Jacek Kuderski: Niektórzy mówią, że pięć lat przerwy fonograficznej to śmierć dla zespołu. No, ale nam się udało. Może dlatego, że choć nie nagrywaliśmy w studio to w między czasie dużo koncentrowaliśmy. Myslovitz jest głównie zespołem koncertowym i bardzo dobrze czujemy się na scenie, jednak przygotowania do nagrania płyty  trwały cały czas.

Wiemy, że na czas tworzenia płyty zaszyliście się między innymi w Ustroniu. Opowiedz proszę jak przebiegała praca nad waszą nową płytą.

J.K.: Proces tworzenia trwał dosyć długo, w dodatku ten czas często trzeba było podzielić jeszcze pomiędzy inne zajęcia, rodzinę, a do tego graliśmy koncerty. Część materiału, szkielet całej płyty oraz samo zaprezentowanie utworów przez twórców nastąpiło najpierw na sali prób. Później wynajęliśmy dom w Ustroniu, willę imienia generała Ziętka. Tam zaszyliśmy się na dwa tygodnie. Chcieliśmy by w czasie nagrywania skupić się tylko i wyłącznie na muzyce i tak się też stało. Przez ten czas zrobiliśmy 18 utworów od początku do końca i w Ustroniu już powstały końcowe wersje. Później drugi raz wynajęliśmy tę willę na kolejne dwa tygodnie. Za jakiś czas przyjechał Marcin Borski posłuchać tego co zrobiliśmy i dokonaliśmy pierwszych nagrań.

Początkowym zamysłem było nagranie całej płyty w Ustroniu, ale okazało się to niemożliwie akustycznie. Więc przenieśliśmy się do studia w Lubży  i tam nagraliśmy perkusje, bas i jeszcze kilka rzeczy.

„Nieważne jak wysoko jesteśmy” to…?

J.K.: … dalsza część zdania znajdzie się na kolejnym albumie.

To chociaż coś o samej płycie, projekcie okładki.

J.K.: Okładka została zaprojektowana przez Annę Głuszko – Smolik . Ogólnie tematyką całej sesji zdjęciowej były rowery, stare duże rowery wiec na okładce też znalazł się taki rower i jakiś facet leżący pod nim. Taka abstrakcja. Tak wyszło, nie wszystko musi być dosłowne, ale generalnie ta okładka odzwierciedla gdzieś tytuł.

Początkowym zamysłem było 5 balonów w tle i facet, który sobie jechał na rowerze. Ale my chcieliśmy żeby się przewrócił, żeby był leżący. Wszystko  miało powstać na ekologicznym papierze. Jak się okazało papier wchłonął sporą ilość farby więc okładka zrobiła się ciemna. Ale to są takie niuanse, które czasem wychodzą w trakcie produkcji, ja się już do niej przyzwyczaiłem, pogodziłem się z tym, choć pamiętam, że było ostro. Nie zawsze można wszystko przewidzieć.

Wspomniałeś o kolejnej płycie, no właśnie materiał już zebrany?

J.K.: Materiał na kolejną płytę już mamy dlatego, że nagraliśmy 18 piosenek i okazało się, że wszystkie piosenki są fajne. W związku z tym, że każdy przyniósł na tę płytę jakieś utwory to  nie chcieliśmy wyrzucać żadnych piosenek. Postanowiliśmy podzielić tą płytę na pół, to  jeden z powodów, a drugi jest taki że nie było wszystkich tekstów.

Myslovitz jest zespołem, który osiągnął spektakularny sukces. Czy czujesz się spełniony jako muzyk, jako artysta?

J.K.: Myślę, że tak. Oczywiście,  nie do końca bo gdzieś tam zawsze czuje się niedosyt, ale myślę że osiągnęliśmy więcej niż zamierzaliśmy. Nikt nie zakłada na początku przynajmniej w czasach gdzie zaczynaliśmy, że ta kariera się tak  potoczy, że to wszystko tak daleko zajdzie. Ale byliśmy też sumiennym zespołem, graliśmy naprawdę wiele prób. Wierzyłem od samego początku, że jeżeli będziemy się trzymać tego co robimy, jeżeli będziemy wytrwali to na pewno osiągniemy sukces.

Były dwa przeglądy, z czego jeden wygraliśmy. Potem kontrakt płytowy, dosyć szybko się to potoczyło. Myślę, że teraz jest troszkę ciężej zespołom się wybić. Teraz w ogóle już jest jakoś inaczej, nie wiem. Ludzie są bardzo zdolni, a wszystko jest trudniejsze do zrealizowania. Młodzi ludzie naprawdę są bardzo uzdolnieni co jest widoczne chociażby przez pryzmat programów emitowanych w telewizji wyłaniających talenty.

Trasy koncertowe, nagrywanie płyt, wywiady. Muzyka wymaga ogromnego poświęcenia, a przecież tuż obok jeszcze toczy się to normalne, zwyczajne życie. Chyba niełatwo pogodzić zawód muzyka z tradycyjnym domem…

J.K.: O dziwo udaje się, mnie się udaje. Żona od samego początku wiedziała czym się zajmuje, że jestem muzykiem, raczej nastawiła się na to, że może mnie nie być czasami w domu. Ale reasumując to wszystko to i tak jesteśmy w nim częściej niż normalnie pracujący ludzie.

Co moglibyście poradzić zespołom chcącym zaistnieć na rynku muzycznym. Czy istnieje uniwersalna recepta na sukces?

J.K.: Nie ma uniwersalnej recepty na sukces. My zaczynaliśmy w innych czasach i zespół Myslovitz też nie osiągnął sukcesu od pierwszej płyty . Czasem bywa tak, że ktoś odnosi sukces od pierwszej płyty i znika. U nas działo się to ewolucyjnie.

Nawet jeżeli powiedziałbym, że trzeba być sumiennym i wytrwałym to też nie jest prawdą. Kiedyś żartowaliśmy sobie, że trzeba by było napaść na bank, żeby kupić sobie fajne instrumenty bo to też wymaga nakładów finansowych. Myślę, że przepisem na sukces jest robienie fajnych piosenek, ale to jest dopiero 30 %, drugie 30% – 50 % to dobry wokalista z charyzmą i świetnym wokalem, a reszta to managment. Ludzie którzy powodują, że zespół widać, że jest obecny w mediach, na koncertach.

A propos tekstów bo to właśnie one są nieodłącznym atrybutem Myslovitz, kto pisze piosenki?

J.K.: Teksty piszą trzy osoby pisze Artur, pisze Przemek Myszor i Wojtek Powaga. Jest to dosyć równomiernie rozłożone. Oczywiście każdy z nich jest indywidualistą i każdy pisze inne teksty.

A Ty nie próbowałeś?

J.K.: Na pierwszych płytach zdarzyło mi się napisać trzy, albo cztery teksty :”Deszcz”, „Pierwszy raz z Michelle J” i jeszcze tam jakieś. „Fabryczna” bodajże. Jakoś tak wyszło, że ja pisałem więcej muzyki. Na początku również teksty nie miały takiego znaczenia jak teraz, teksty były jedynie dopełnieniem . Dla nas była ważna muzyka, dopiero później teksty stały się bardzo ważną częścią całości

Nowa płyta jest eklektyczna, nowoczesna, różni się nieco od poprzednich.

J.K.: Dlatego, że wszyscy brali udział w jej tworzeniu jako kompozytorzy i autorzy tekstów, no i był producent w osobie Marcina Borsa.

Idziecie w kierunku popularnym, ponoć hipsterzy już nie znajdą w waszej twórczości niczego dla siebie?

J.K.: Właśnie, że nie. Bo jak się okazało płyta jest dosyć trudna w odbiorze. To nie jest poziom z czasów „Miłość w Czasach Popkultury” czy nawet „Happiness is Easy”. Ta płyta pokazuje dojrzałych facetów, spojrzenie na życie z ich perspektywy. Pomimo, że te teksty traktują o młodych ludziach, odnoszą się do młodych ludzi jak „Blog Filatelistów Polskich” to jednak gdzieś to płynie z głowy dojrzałych ludzi.

No właśnie „Happiness is Easy”. Jest?

J.K.: Szczęście w życiu pojawia się chwilami. Człowiek nie zawsze czuje się szczęśliwy. Szczęśliwe są te momenty, które powodują euforię. Trzeba jednak wszystko wyważyć, Dla jednego szczęściem będzie zagranie koncertu, dla innego pójście na fajną imprezę i spotkanie ciekawych ludzi. Każdy ma indywidualne potrzeby i dla każdego szczęście będzie czymś innym. Ale tak naprawdę największym szczęściem jest zdrowie.

Więc życzę dużo zdrowia i dziękuję za rozmowę.

 Aneta Bulkowska

 

Autor wpisu: ag

Komentarzy: 13 w artykule: ”Wielki powrót Myslovitz”

  1. KUBA pisze:

    Myslivitz to zespół który nigdy nie zejdzie ze sceny bo ich muzyka wymiata, a na koncertach potrafia dac czadu! Sa od poczatku do konca zaje*****ści!

  2. ewka pisze:

    Panowie troche w komercje poszli z tym nowym kawalkiem, cala plyta spoko, ale to juz nie to samo co ‚Milosc w czasach popkultury’, czy ‚Happieness is easy’ choc i tak niezla chyba najlepsze co wyszlo w tym roku 10/10

  3. Michail pisze:

    Myslovitz nie zejda ze sceny bo im na to fani nie pozwolą … ja ostatnio dostałęm za friko wejsciówke na ich koncert w konkursie scena.machina.pl i powiem wam wrazenia niesamowite … wydałbym anwet 150 zł na taki bilet :)

  4. Sara pisze:

    uwielbiam Myslovitz <3
    świetny wywiad tak btw. ;)

  5. Polaris pisze:

    Faktycznie te nowe pisoneki to całkiem inne brzeminia i inna jakośc, ale cyz rzeczywiście gorsze? dla jednych gorsze dla innych lepsze, ja tam uważa że te nowe piosenki też są dobre i bardzo miło ich się słucha.

  6. Michalek pisze:

    <Myslovitz wymiatają a dzięki nim ostatnio odkryłem fajny zespół The Colonist http://www.scena.machina.pl/#/338/ bo Myslovitz promuja w scenie machiny nowe zespoły :) zarąbiscie ze wreszcie próbuja od dołu ożywic polską scene rockowA !! :)

  7. Pati pisze:

    O kurde świetna sprawa ten konkurs – też dostałam bilet na Myslovitz !!!

  8. nba 2k16 mt database…

    Passion the website– extremely user friendly and lots to see!|…

  9. vfarnyteqv pisze:

    vfarnyteqv…

    Thank you! This is an astonishing web page!….

  10. NBA pisze:

    NBA…

    Wow, stunning website. Thnx …..

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.

  • R E K L A M A

    Oxford school od english Bacom