Ratuj Głuszca
1freddie_mercury

20 rocznica śmierci Freddiego Mercurego

„Who want’s to live forever? Who want’s to live forever?” Śpiewając te słowa napisane przez Briana Maya frontman grupy Queen zapewne nie przypuszczał się, że oto na zawsze przechytrzył ulotną pamięć ludzką. Ani choroba, ani śmierć nie odebrały fanom Freddiego. Ktoś kiedyś napisał, że Freddie Mercury żyje, tylko nie występuje na żywo. Prawda, żyje i będzie istniał już zawsze w naszych sercach. 

Palił „Silk Cut Milk”,  popijał „Vintage Crystal” i wódkę z lodem, używał kosmetyków „Lancaster”, cenił Jimiego Hendrixa, The Jacksons, Lizę Minelli i Johna Lennona. Ulubiony film to „Pół żartem, pół serio”, pisarka Beatrix Potter, a malarz Salvador Dali. Otaczał się kotami, a na organizację imprez wydał łącznie 5 milionów funtów.

 

Jeden z  najwybitniejszych i najbardziej utalentowanych artystów wszechczasów. Glam rock w jego wydaniu urastał do rangi dzieła sztuki. 24 listopada mija 20 rocznica jego śmierci, przynajmniej tej oficjalnej. Czy to czterooktawowy tenor, którym śpiewał czy spektakularne kreacje w jakie się wcielał uczyniły go nieśmiertelnym?

 

Freddie Mercury, a właściwie Farrokh Bulsara przyszedł na świat 5 września 1946 roku na Zanzibarze w Tanzanii. W wieku 17 lat przeprowadził się do Wielkiej Brytanii. Do emigracji przyczyniła się rewolucja Zanzibarska w 1964 roku. W Londynie skończył Eailing Art. College w klasie sztuki i projektowania graficznego. Mało kto wie, ale o mały włos Freddie nie został projektantem mody, właściwie początkowym zamysłem było pójście w tym kierunku. Pragnienie tworzenia muzyki jednak okazało się silniejsze. Choć szkoła artystyczna z pewnością pomogła w późniejszym tworzeniu ekstrawaganckich kreacji i zaprojektowaniu logo grupy Queen.

 

Przyjazd do Londynu dla Freddiego było ekscytującym doświadczeniem, już wcześniej interesował się  kulturą zachodu, wiedział, że to właśnie tu rozwinie skrzydła i nie pomylił się, choć przecież sukces nie przyszedł od razu. W czasie wakacji dorabiał w dziale cateringu na lotnisku Heathrow, na studiach jako sprzedawca w sklepie z używaną odzieżą wraz z Rogerem Taylorem, z którym współtworzył wkrótce zespół.

 

Występował z różnymi formacjami, pierwszym znaczącym zespołem był Ibex, który później zmienił nazwę na Wreckage. Debiutanckim utworem, który przyniósł mu sławę był cover Elvisa Presleya „Jailhouse Rock” wykonał go 23 sierpnia 1969 roku.

Występował z grupą Smile (prekursor Queen) założoną w 1968 roki przez studentów z londyńskiego Imperial College, w tym gitarzystę Briana Maya, perkusista Rogera Taylora oraz Tima Steffela, którego miejsce zajął. Zespół wytrzymał dwa lata, po tym czasie przekształcił się w Queen, na którego czele stanęła nowa gwiazda: Freddie Mercury. W 1971 roku dołączył John Deacon, który był tak nieśmiały i zamknięty w sobie, że prawie w ogóle się nie odzywał, mimo to wzbudził sympatię pozostałych członków zespołu i został przyjęty. Grupa w pełnym składzie przetrwała, aż do śmierci lidera.

 

Głównym zarzutem w stronę umiejętności wokalnych Freddiego była charakterystyczna barwa głosu. Często w recenzjach pojawiały się krytyczne komentarze określające go dobrym showmanem, ale niezbyt dobrym artystą. Śpiewał tenorem, w skali wynoszącej cztery oktawy choć jego naturalnym głosem był baryton. Jednak w barytonie śpiewał rzadko, jeżeli nie w ogóle, raz tylko na prośbę Montserrat Caballe utwór „Ensueño” z płyty Barcelona. Nadwerężanie strun głosowych przyczyniło się do szeregu niekorzystnych skutków, między innymi guzków głosowych. Leczył je domowymi inhalatorami i pastylkami obawiając się, że interwencja chirurgiczna wpłynęłaby na emisję głosu. A ten z czasem i tak zaczął się zmieniać, na co wpływ miało między innymi palenie papierosów. Wbrew opinii krytycznej dziś wiemy, że to właśnie ta wyjątkowa barwa głosu, nie spotykana w muzyce rockowej podbiła serca słuchaczy. Jak bardzo w swoich ocenach pomylili się krytycy każdy może przekonać się samodzielnie, chociażby przez odsłuchiwanie ponadczasowych, perfekcyjnie wykonanych i dopracowanych w każdym calu utworów grupy Queen.

 

Jeżeli chodzi o samą osobowość Freddiego, to obserwując jego zachowanie na scenie wręcz nieprawdopodobnym wydaje się fakt, że Freddie prywatnie cierpiał na chorobliwą nie śmaiłość. Na co dzień nie tylko nie wyróżniał się z tłumu, ale był zamknięty w sobie i mocno chronił własną prywatność przed wścibskim okiem mediów. Kiedyś na pytanie zadane przez pewnego dziennikarza dotyczące jego orientacji seksualnej odpowiedział: „sypiam z kobietami, mężczyznami i kotami”.

Faktycznie, koty były towarzyszami jego życia, miał ich kilka. Nawet u schyłku życia nie zapomniał uhonorować pamięcią swojej kotki utworem „Delilah”, który znalazł się w 1991 roku na płycie Innuendo. Jednak w towarzystwie przyjaciół, których cenił ponad wszystko błyszczał i to dosłownie. Był urodzoną gwiazdą.

„Zawsze taki byłem. Nawet gdybym nie miał pieniędzy prowadziłbym tak samo ekstrawagancki tryb życia, taki się już urodziłem”, powiedział w jednym z wywiadów.

 

Show must go on

 

„Show” to określenie, które w wykonaniu Mercurego nabierało prawdziwego sensu. Jego życiem był niekończący się spektakl, którego sam był reżyserem i głównym aktorem. Huczne imprezy u Freddiego przeszły do historii. Słynął z niesamowitej szczodrości szczerze troszcząc się o przyjaciół. Swoim gościom na przyjęciach zapewniał wszystko, od najdroższych alkoholi, wykwintnych przekąsek, aż po kokainę.

39. urodziny wokalisty w monachijskim klubie ‚Henderson’s', zostały przedstawione w klipie do utworu „Living on My Own”. Koszt tamtej tematycznej, czarno-białej imprezy wyniósł 50 000 funtów. Szacuje się, że na organizację imprez wydał blisko 5 milionów funtów, a na same narkotyki pół miliona funtów.

 

Pieniądze nie miały dla Freddiego znaczenia. Nie przykuwał do nich uwagi, były jedynie środkiem do celu, dawały możliwość spełniania luksusowych zachcianek i uszczęśliwiania bliskich. Po śmierci przepisał 500 000 funtów swojemu partnerowi Jimowi Huttonowi oraz swojemu kucharzowi. Resztę przekazał asystentowi, kierowcy i ochroniarzowi. Pozostałą część majątku oraz zysk z przyszłych dochodów zapisał Mary Austin, najlepszej przyjaciółce, z którą łączyła go niesamowicie silna więź. Pozostałe zyski trafiły do najbliższej rodziny.

 

Freddie tworzył niemal do samego końca. Teledysk do „I’m going slightly mad” został nagrany w zaawansowanym stadium AIDS, trzeba było nałożyć grubą warstwę pudru i użyć specjalnego oświetlenia, żeby ukryć ślady choroby. Utwory z płyty Innuendo zostały nagrane w końcowej fazie jego życia„Show must go on” (tekst: Brian May), „Don’t try so hard” choć zostały nagrane w studio przez Freddiego przemęczonego chorobą nie ustępowały jakości kawałkom z poprzednich płyt. Ta wiedza powoduje, że utwory te nabierają podwójnego sensu. Traktują nie tylko o ludzkich emocjach jak wcześniejsze utwory Freddiego, ale przede wszystkim są głęboką refleksją nad sensem życia.

 

Ceremonia pogrzebowa miała charakter kameralny i dopuszczono do niej jedynie 35 osób. Do dziś nie wiadomo gdzie naprawdę spoczywają prochy Freddiego. Legenda głosi, że zostały wrzucone do Jeziora Genewskiego. Choć prawdopodobnie spoczywają pod wiśnią w jego domu Garden Lodge w Londynie.

„Nawet gdyby przyszło mi umrzeć jutro, nic mnie to nie obchodzi. Spróbowałem wszystkiego.”

 

Freddie Mercury gdyby żył, miałby dziś 65 lat. Lecz to tylko oficjalna wiadomość, my wiemy bowiem, że nadal istnieje. Żyje w sercach i pamięci milionów ludzi na całym świecie.

Aneta Bulkowska

Komentarzy: 12 w artykule: ”Show Must Go On”

  1. mr. Sam pisze:

    F.M był geniuszem.

    Ps.
    Świetny artykuł :-)

  2. FreddyForever pisze:

    Szkoda że go już nie ma, i tak by był lepszy niż dzisiajesze „gwiazdy”.

  3. D pisze:

    Pamiętam dzień kiedy dowiedziałam sie o śmierci Fredka. Przeplakałyśmy z koleżankami w internacie cały wieczór… aż się nie chce wierzyć, że to było 20 lat temu… Fredek, jesteś niesamowity, na zawsze!

  4. nba 2k16 mt locker codes…

    Great internet site! It looks really good! Maintain the helpful work!|…

  5. cheap madden coins…

    I like this website – its so usefull and helpfull…

  6. rczijpwxju pisze:

    rczijpwxju…

    I benefit from reading your web sites. Thank you!…

  7. NBA2K16 pisze:

    NBA2K16…

    Keep up the helpful job and producing in the group!…

  8. csgo pisze:

    csgo…

    say thanks to so mucha lot for your site it helps a lot…

  9. nba 2k pisze:

    nba 2k…

    Lovely Web page, Stick to the fantastic job. Appreciate it!….

  10. csgo weapon pisze:

    csgo weapon…

    Basically wished to stress I’m just lucky that i came on the internet page!….

  11. Google pisze:

    Google…

    Here are some links to web-sites that we link to because we believe they may be worth visiting….

  12. Google pisze:

    Google…

    The time to read or check out the subject material or web sites we have linked to beneath….

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.