Ratuj Głuszca
boks

Wziąć wymach, wstrzymać oddech, pełna koncentracja, dokładnie tak. Jeszcze tylko rozprostować łokieć i wrócić do pozycji. Koniec rundy, przeciwnik leży, 1:0 różowe rękawice.

Jaki byłby żeński odpowiednik słowa: bokser, bokserka? Boksująca? Fighterka? Wbrew pozorom kwestia nazewnictwa nie jest bez znaczenia. Amatorski boks zaskarbia sobie coraz większą sympatię wśród płci piękniejszej. Team fighterzy głoszą teorie na temat przewagi rękawic i worka nad hantelkami i matą, ale czy praktyka broni tej tezy? By się tego dowiedzieć nie pozostaje nic innego jak wybrać się na zajęcia i na własnej skórze przekonać, p r ze k o n a ć  s i ę… no właśnie.

- Ćwiczenia są ogólnorozwojowe, kształcą wiele partii mięśni i na pewno nie jest tak, że kobieta nie może uprawiać tego sportu, wręcz przeciwnie zarówno w formie rekreacyjnej jak i zawodowo – mówi Jan Sałamacha, trener w klubie Cro-Kreacja w Katowicach i prowadzący własną grupę boksu zawodowego w Bytomiu.

Trener jest dowodzącym na sali. Wysoki, szczupły, niepozorny rozbraja od samego początku ironią i profesjonalnym podejściem do zajęć. Jestem tu z grupką dziewczyn, które przychodzą od dobrych kilku miesięcy, prócz Oli neofitki, która dopiero zaczyna swoją przygodę z boksem, jak ja. Kompletnie nie wiem, czego się spodziewać, po dokładnym przejrzeniu youtube’a nastawiłam się na ring, kask, wzięłam ze sobą plaster, ale nie ma ringu, nie wkładamy kasków, a czy będzie potrzebny plaster… jeszcze nie wiem.

Biegamy dookoła małej sali z wielkim lustrem, w którym trudno byłoby się przejrzeć nie wypadając z rytmu ciągle zmieniających się ćwiczeń. Trucht, wymachy rękami w górę, w dół, na boki, jak na lekcji wf-u. Od tak sobie ćwiczonka, jak w niedzielę przed telewizorem myślę sobie i nim się spostrzegam siedzę pod ścianą i łapię oddech. Moja kondycja pozostawia wiele do życzenia, ale inne dziewczyny też kombinują jak dotrwać do końca selektywnie wykonując zadania na pół gwizdka. Oczywiście żartuję, tylko ja wymiękam i nerwowo zerkam na zegarek.

- Trenerze, ja tu tylko piszę artykuł, poobserwuję sobie z boku i potem opiszę ogólne wrażenia – krzyczę przez salę.

Ale Janek mierzy mnie wzrokiem i już wiem, że znalazłam się w epicentrum ćwiczeniowej gorączki, szczerze żałuję, że zrezygnowałam z tego pisania o fotograficznej wystawie.

„A teraz przysiad, pompka i podskok”, salę przecina samochodowa opona, łapie ją jedna z dziewczyn i podaje dalej. Biegamy dookoła, w kółko aż się w głowie kręci, w końcu stop. Krótkie rozciąganie i przechodzimy do prawdziwych, najprawdziwszych w świecie zawodowych ćwiczeń! Nie mogę się doczekać, skrycie zawsze darzyłam atencją Rocky Balboa i zawsze chciałam poznać tajniki jego nieziemskiej sylwetki.

Odczekuję chwilę, czekam aż stanę ramię w ramię z najbardziej zaawansowaną zawodniczką, ale oprócz tego, że w mojej wyobraźni już uderzam trzy razy ręką o matę, nic szczególnego się nie dzieje. Gdzieś w tle dziewczyny między sobą wymierzają łagodne ciosy w powietrze koordynowane, co chwilę przez Janka. Nam z Olą przydziela prostą linę. Mamy po niej chodzić na wpół ugiętych nogach i wymierzać razy przed siebie. Jak się nauczymy będziemy mogły atakować trenera, póki co pewnie trochę czasu minie, bo kroki bokserskie to mozolna i czasochłonna podstawa, bez której nie sposób przejść dalej. Może inni mają to we krwi, ale mnie to nie wychodzi na dodatek trener nie śmie tego kulturalnie „przeoczyć”.

- Groźna mina – instruuje zaciskając moje pięści, pokazuje, że idę slalomem.

Janek ją ma i bez wątpliwości wzbudza respekt przeciwników, ale my dziewczyny możemy sobie pofolgować, co jest niewątpliwym atutem, w końcu z przewagą liczbową kobiet nawet szanse team fightera są niewielkie. Atmosfera, więc jest lekka, niezwykle przyjazna i bardziej od ćwiczeń ze śmiechu bolą nas brzuchy. Mimo to marzę, żeby się stąd wymknąć, po angielsku, cichaczem, może jednak zdążę na tę wystawę, gdzie nikt nie wymaga fizycznego wysiłku.

Ola pyta czy jeszcze tu wrócę, odpowiadam zdecydowanie i z całą stanowczością – chyba nie.

To już koniec? Janek każe nam skakać na skakance, jeszcze tylko kilka brzuchów, krótki streaching i można iść do domu. Oddycham z ulgą, ale też nieco żałuję, tak jak dziecko, które zastanawia się, gdzie “chodzą” ciastka po zjedzeniu. Ola jest totalnie zachwycona i już zapowiada, że zainwestuje w rękawice. Kompletnie nie wiem, co o tym myśleć, ciężko porównać to do fitnessu, niewiele ma też wspólnego z zajęciami na siłowni, ani z aerobikiem, a mimo to czuję, że co się we mnie przeobraziło, nie to, że czuję się bezpieczniej, nie to, że jakoś rześko. Nawet nie wiem, kiedy pytam o karnet: “wie pani, nawet niezłe te ćwiczenia, chyba się zapiszę” ku zaskoczeniu recepcjonistki, która przed wejściem na salę słyszała dokładnie coś odwrotnego, ale kobieta zmienna jest, kobietą jestem i mi wolno rozmyślić się i namyślić, a nawet zostać Gołotą.

Kobiecy boks jest jedną z najmłodszych dyscyplin sportowych. Oprócz technik walk uczy pokonywać własne słabości. To wspaniała forma sprzyjająca rozwojowi fizycznemu, sport który wychowuje i daje pozytywne wzorce jak również uczy rywalizacji sportowej,pokazuje że w walce sportowej najważniejsze są zasady fair play, które odróżniają ją od walki realnej, przemocy i bezmyślnej agresji. [fragment zaczerpnięty ze strony klubu Cro-Kreacja].

Ana Miler

Autor wpisu: ag

Jeden komentarz :) w artykule: ”Różowe rękawice. Kobiety boksują po pracy”

  1. csgo keys pisze:

    csgo keys…

    You’ve among the best web pages…

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.