Ratuj Głuszca
club

„Jesteśmy żołnierzami walczącymi o honor i ojczyznę. Gdyby była wojna, poszlibyśmy na odstrzał z karabinami, ale wojny nie ma, jest życie, przecież o coś trzeba walczyć”?Do walki motywuje ich honor. Gdy ktoś stchórzy mówią o nim : „cienias”, „frajer” , urywają kontakt, albo wymierzają lincz, wystawiają na psychiczny sztos. Tylko „konfident” zasługuje na gorsze miano. Tchórz to coś więcej niż „cienki bolek”, to na równi zdrajca, Judasz.

Misior, drobny chłopaczek o buńczucznym usposobieniu i rozbieganym wzroku, niedawno wylądował na ojomie z roztrzaskaną czaszką, połamanymi żebrami, licznymi ranami kłutymi, ale nie stchórzył, walczył do końca, nawet jak z kastetem wyskoczył na niego facet o ponad stu kilowej masie.

- Takich jak oni jest tutaj pełno – mówi pielęgniarka ze szpitala Bonifratrzy w Boguciach – myślą, że nie wiemy czym się zajmują, wmawiają nam, że spadli ze schodów, albo pokłócili się z kolegą, po czym na korytarzu siedzą i wymieniają wrażenia z walk. Nie można im pomóc.

Rany są niczym trofeum. Blizny pokazuje się kolegom, jak tatuaż. Im więcej zrostów na skórze, tym większy szacunek. Ból to wstydliwa sprawa, nikt tu się nie użala nad sobą, ani nie rozczula, nawet jak rwie i piecze tak, że ma się ochotę odciąć bolący fragment ciała.

- To prawdziwa próba męskości – mówi Kamil, znany jako Chudy, ze względu na potężną posturę – Ludzie od zawsze walczyli, mężczyźni zostawiali kobiety i szli na wojnę, rycerze, pojedynki. Mężczyzna musi walczyć, takie jest jego powołanie.

Pewność, że wrócą do domu? Nigdy. A kto tę pewność ma, mówią. Idąc po ulicy człowiek może niefartownie się potknąć, życie jest pełne wzlotów i upadków. A dostawać razy na własne życzenie, z pełną świadomością w myśl idei, to ma wartość.

Nienawidzą krawaciarzy, biznesmenów i lasek w drogich futrach co zadzierają nosa, kanarów, policji i dozorcy, który zawsze przepędza ich z klatek schodowych i z bram, gdzie ochraniają się przed zimnem.

- Zawsze ktoś naleje w bramie i jest na nas – oburza się Rudy, kolega pobitego Misiora – mówią, że chlejemy piwsko i zostawiamy łuski słonecznika, a tu proszę, wejdź po nas do klatki, ani śladu, kultura sąsiadowi się kłaniamy, pełen szacun. A słonecznik zawsze małolaty zostawiają, nikt od nas. Wyszumimy się porządne to potem aż się nie chce rozrabiać

Patrząc na Rudego w człowieku odzywa się instynkt samozachowawczy. Robi automatycznie krok do tyłu, na ulicy przechodzi na drugą stronę, wzrok wbija w ziemię, to typowy killer na pierwszy rzut oka. Ostrzyżona głowa, a na niej wytatuowany pająk, rozbiegany wzrok, chuda, ale żylasta sylwetka, na twarzy dwie wielkie szramy, pamiątki po pierwszych fightach. Po bliższym poznaniu, kiedy upewnia się, że nie jesteś zagrożeniem, rysy łagodnieją, na twarzy występuje uśmiech, dowcipkuje, odznacza się bystrością. Chętnie o sobie opowiada, bo przeżył wiele. Z całej ekipy jest najstarszy, ma 35 lat.

Ustawki odbywają się dużo wcześniej. Zdzwaniają się przed każdym meczem. Na polanie za stadionem spotyka się grupa facetów. Niektórzy przychodzą z drewnianym kijem naszprycowanym ołowiem, żeby porządnie bolało jak się kogoś walnie, niektórzy z kastetem choć oficjalnie to zabronione. Dochodzi do starcia wymieniają się ciosami, nikt nie patrzy jak bije. Liczy się by przetrwać. Co jakiś czas ktoś ginie, nic wielkiego. Ktoś miał niefart.

Co wam to daje?

- Cholerną satysfakcję.

Kiedy Rudy wraca do domu czuje euforię. Nawet jak krew mu spływa z nosa, a stłuczenia ledwie pozwalają wstać z łóżka. Żona opatruje rany, jak najlepsza pielęgniarka. Nie chce żeby w tym uczestniczył, a mimo to już dawno się pogodziła, zrozumiała, że nie wygra. Za każdym razem, kiedy Rudy znika, zamyka się w domu z dziećmi i modli, żeby jeszcze raz Bóg pomógł mu wrócić w całości. I zwykle nad nim czuwa.

- To adrenalina. Nie można tego opisać – mówi – to prawdziwy nałóg, uzależniasz się od tego, nie czujesz strachu myślisz o tym by skurczybykowi dokopać i wygrać, kiedy porządnie mu przywalisz wiesz, że wygrałeś, jesteś kimś. Tu naprawdę okazuje się kto jest facetem z jajami.

Potem następuje wyciszenie. To dlatego nie oni rozrabiają na dzielnicy. Oni są łagodni i potulni jak baranki, wyszaleli się na ustawce. Tu nie chcą hulać, bawić się w bicie przechodniów, czy maltretowanie „gówniarzy”.

- Jak komuś wlejesz na dzielnicy, to zgarniają cię psy (czyt. policja) i idziesz na dołek, a tam już nie ma komfortowo, więc za szczyla iść siedzieć, człowiek odpuszcza. Testosteron został na polanie.

Dlaczego ryzykują własnym życiem? Zadzierają nosa przed śmiercią? Nie liczą się z konsekwencjami i idą jedynie by walczyć. Nic wtedy nie ma znaczenia, a jednak znaczenie ma wszystko, rządzą się własnymi prawami, prawami natury, prawem silniejszego i odpadu słabych jednostek, to nie zajęcie dla mięczaków.

To najgłośniejsi kibice trybun, to po nich zostają pęknięte krzesełka, zdemolowane bramy i butelki wyrzucane na murawę. Tak naprawdę nie liczy się wynik. Nie istotne, że GKS wygrał, ważne, że za GKS można się bić, że można za Polskę, za honor, za ojczyznę, za zmarnowane życie…

Aneta Bulkowska

Autor wpisu: ag

Jeden komentarz :) w artykule: ”Fight Club”

  1. NBA pisze:

    NBA…

    Amazing site you’ve here…

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.