Ratuj Głuszca
brian-surgery

Istnieją zespoły, o których z czystym sumieniem można powiedzieć: sukces gwarantowany. Choć nie ma łatwo, rynek muzyczny to specyficzne miejsce o czym zdążyli się już przekonać na własnej skórze. Wiedzą, że by zwyciężyć trzeba walczyć do końca. Ambicja, determinacja czy upór? Przede wszystkim: p a s j a – mówią członkowie Brain Surgery (Zapamiętajcie tą nazwę bo już wkrótce będzie o nich głośno!).

Z BS spotkaliśmy się w 2009 roku z okazji promocji drugiego album Jedno słowo to za mało. Już wtedy było widać jak z garażowej kapeli przekształcają się w niczego sobie undergroundowych muzyków. 2011 jest rokiem wyjścia z podziemia. Believe in yourself czy Powroty do siebie to pierwsze kawałki do nowego krążka. Co je odróżnia od poprzednich oraz czym zaskoczy nas na nowa płyta zgodzili się opowiedzieć Tomek Nowakowski, Maciek Patucha oraz Jacek i Andrzej Bykowscy, członkowie gruby Brain Surgery.

Panowie, na początek mała dygresja bo nie wszyscy wiedzą, że w te wakacje zagraliście na letniej scenie Leśniczówki, jak wrażenie po koncercie?

Tomek: Muszę przyznać, że frekwencja pozytywnie nas zaskoczyła. Pomimo, że Woodstock i Off Festiwal odbywały się równolegle na nasz koncert przyszło sporo osób, stali fani nie zawiedli, ale o dziwo większość stanowili nowi słuchacze, którzy bardzo fajnie nas odebrali i świetnie się bawili.

Ktoś ostatnio napisał na forum, że został waszym fanem po tym jak przypadkowo usłyszał nagranie w audycji radia Koszalin – globalny zasięg, rozumiem ale co ze Śląskimi stacjami, czy to właśnie tu nie powinno was być najwięcej?

Maciek: Coś kojarzę. Puścili nas w takiej audycji gdzie grają alternatywną muzykę promując młode kapele, bodajże w czwartki. Kiedyś rozsyłałem demówki do wielu rozgłośni radiowych i po pewnym czasie ktoś właśnie stamtąd się odezwał i tak się zaczęło. Dlaczego nie Katowice ? Próbujemy wszędzie, choć zdajemy sobie sprawę, że bez regularnej promocji naszej muzyki się nie obejdzie.

Jacek: Oczywiście rozsyłaliśmy materiał także na Śląsku, ale nie jest to takie proste. Kontakty są często ważniejsze od tego co prezentuje zespół. A w Katowicach byliśmy w studenckim Radio Egida i w katowickim Antyradiu, nie jest źle a będzie jeszcze lepiej. W chwili obecnej promujemy nowy singiel.

Nowy singiel „Believe in yourself” nagraliście w radomskim studio, progres słychać już po pierwszych kilku sekundach…

Andrzej: To zaowocowała współpraca z Marcinem Limkiem i Piotrem Matysiakiem producentami znanymi między innymi z pracy dla Carriona czy Iry. Wcześniej mieliśmy szczęście trafiać na początkujących i mniej doświadczonych realizatorów, którzy wchodzili do studia i mówili: nagrywajcie co chcecie. Ale to nie taka prosta sprawa, szczególnie dla zespołów takich jak my, bez gruntownego wykształcenia muzycznego, a pewne rzeczy po prostu trzeba dopracować tak, żeby kawałki brzmiały zawodowo no i chyba się udało.

Tomek: W sumie pracowało nad tym sześć osób. Kiedy weszliśmy do studia chłopaki mieli na nas gotowy pomysł.

Nowe kawałki są melodyczne, wpadające w ucho, choć nie pozbawione ostrzejszych wstawek, ale to już nie to agresywne brzmienie z „Przebudzenia”. Nie mówiono wam, że się komercjalizujecie?

Tomek: My nawet nie myśleliśmy o tym, że mają to być kawałki komercyjne, Believe in yourselfbył jednym z tych utworów, które miały być dopasowane do czasu antenowego. A graliśmy jak zwykle z serca, nie pod publikę.

Teledysk nagrała grupa Never To High, jak doszło do współpracy?

Andrzej: To długa historia. Ogólnie miałem przyjemność wcześniej poznać reżysera podczas warsztatów filmowych na festiwalu KILOFF. Moją uwagę zwrócił nieco enigmatyczny, milczący facet. Wkrótce okazało się, że jest reżyserem, zaczęliśmy rozmawiać, tak się zaczęło.

Akcja klipu rozgrywa się w Katowicach, sam obraz jest sugestywny bo nawiązuje do aktualnych problemów nastolatek. Skąd pomysł właśnie takiej interpretacji?

Tomek: Tak naprawdę na teledysk nie mieliśmy większego wpływu. To wizja reżysera, który wymyślił fabułę i napisał scenariusz. To jego subiektywna opinia. Klip jest metaforą, każdy więc interpretuje go na swój sposób.

Jacek: Ale to, że ktoś odczytuje różne wartości i ma własne przemyślenia świadczy o tym, że jednak zmusza do refleksji.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że w teledysku przejawia się wątek homoseksualny, co mnie zaskoczyło ogólnie. Musiałem temu komuś tłumaczyć jaka była koncepcja, bo ta osoba się zastanawiała czy chodzi o miłość pomiędzy dwiema kobietami. Jak widać każdy odbiera go na swój sposób i mnie osobiście to cieszy bo wywołuje reakcję, nie trafia w próżnię.

Andrzej: Prawda jest taka, że jakby był cukierkowy, jak teledyski Kate Perry, to też by było fajnie, ale nie koniecznie pasowało by to do stylu zespołu.

W branży muzycznej raczej trudno się przebić, rynek jest przesycony. Trzeba dosłownie rozpychać się łokciami. Rozesłaliście już demówki do wszystkich agencji?

Jacek: Tak, Maciek się tym zajmował i są tego jakieś owoce, ale uwierz mi nie jest łatwo się przebić, Polska jest specyficznym krajem jeżeli chodzi o rynek muzyczny.

Maciek: Druga kwestia jest taka, że powinniśmy grać więcej koncertów.

Jacek: Powstaje coraz więcej kapel ponieważ dostęp do sprzętu muzycznego jest coraz łatwiejszy. Tak, jak w latach 80’ niezwykle trudno było dostać dobrą gitarę tak teraz za niewielkie pieniądze można już skompletować przyzwoity sprzęt. Dzięki temu mamy różnorodność gdzie z jednej strony trudno się przebić masie bo ogromna konkurencja powoduje, że ceny spadają, a z drugiej obserwujemy dumping, są ludzie którzy za darmo zagrają wszędzie.

Tomek: Dziś żeby zaistnieć na rynku muzycznym trzeba iść do X Factora,, albo innych programów rozrywkowych emitowanych w telewizji, wtedy można mieć pewność, że cię wypromują, my od początku walczyliśmy sami. Wspólnie stawialiśmy pierwsze kroki. Dziś jest lepiej, ale tak naprawdę wszystko dopiero przed nami.

A teraz pytanie, od którego właściwie chyba powinniśmy zacząć: jak doszło do powstania BS?

Maciek: Każdy z nas gdzieś tam grał i pewnego dnia udało nam się spotkać. Od momentu kiedy zacząłem grać powiedzmy, zanim doszedł Tomek minęły jakieś dwa lata. Do 2006 roku poznawaliśmy różnych ludzi. Wokalistów, którzy bywali u nas na 1-2 próbach. Wówczas było to głównie coverowanie różnych kawałków w garażowo –amatorskiej scenerii.

Tomek : W naszym bio zespół istnieje od momentów kiedy ja do niego doszedłem. Odpowiedziałem na zgłoszenie z internetu. Pamiętam, że siedziałem wtedy w pracy i w sumie z nudów odpisałem na tego maila. Oni w ogłoszeniu napisali, że grają w klimatach typu grounge, Nirvana, coś tam. I pamiętam, że na pierwszą próbę kazali przygotować kilka kawałków właśnie w takim klimacie.

Od razu wiedzieliście, że Tomek to jest właściwa osoba.

Jacek: Chyba wiedzieliśmy, bo to jedyna osoba, która potrafiła śpiewać.

(śmiech)

Maciek: No z tym też było średnio, ale my wtedy nie umieliśmy grać. To była jedyna osoba, która przyszła i nie zauważyła, że nie umiemy grać. I tak zostało.

Tomek: To ładnie mnie podsumowaliście.

Jacek: Tomek śpiewał swoje, my graliśmy swoje. On udawał, że umiemy grać, a my że on śpiewać.

(śmiech)

Maciek: A na poważnie, to było tak, że się jakoś skumplowaliśmy. Tomek od początku miał dobry wokal, ciekawe pomysły na teksty oraz muzykę.

Macie już materiał na nową płytę? Jakie plany na najbliższą przyszłość?

Maciek: Mamy już materiał na nową płytę. Teraz tylko pozostaje ją wydać. Te, które na pewno znajdą się na płycie w wersji live czy demo, można odsłuchać na Myspace, ale to zaledwie garstka tego co już nagraliśmy. Uchylę rąbka tajemnicy, że jesteśmy w trakcie podpisywania umowy z agencją artystyczną.

Jacek: Wiele piosenek jest w naszych głowach, a część można będzie tylko na koncercie usłyszeć dopóki ich nie zarejestrujemy. Zatem zapraszamy na naszego Myspace do posłuchania i oczywiście na koncerty.

Nowy teledysk można obejrzeć tutaj:

 

 

Rozmawiała: Aneta Bulkowska

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.

  • R E K L A M A

    Oxford school od english Bacom