Ratuj Głuszca
zwiazek-24-7

Nazwane rzepem i bo podobnie jak i rzepy psiego ogona czepiają się partnera. Po dorwaniu ofiary oplatają ją jak wąż boa i duszą, duszą, duszą… aż ten zsinieje i padnie na wpół żywy, albo zwieje gdzie pieprz rośnie, wpędzając je w stany depresyjne, spychając do świata gdzie nikt ich już nie kocha. „Chciałbym mieć kobietę, o której kiedy przyjdzie wieczór, nie będę pewny, że ma ochotę spędzić go ze mną” powiedział kiedyś mój przyjaciel po rozpadzie kolejnego związku.

Jak to jest, że mężczyźni poszukują niezależności, pragnąć bezgranicznego przywiązania. A kobiety oferują bezgraniczne przywiązanie i ewentualnie (!) tolerancję niezależności u partnera w myśl idei bezgranicznego przywiązania.

W uproszczeniu wygląda to tak : mężczyźni cenią w kobietach niezależność, której one się wyrzekają po związaniu z partnerem, myśląc że tego od niej oczekuje. A przecież nie tego.

„Kiedy zbliża się weekend chciałbym go spędzić z kumplami. Nic wielkiego, jakiś wypad na ryby, mówię mojej dziewczynie, żeby umówiła się z koleżanką, wtedy ona wpada w histerię krzycząc, że nie poświęcam jej czasu. Ja nie poświęcam? Przecież cały tydzień spędzamy razem, ona przecież nigdzie nie wychodzi, nie ma swojego życia, prawie w każdy weekend jeździmy razem po sklepach, do jej matki, za miasto, co w tym złego, że od czasu do czasu spotkam się z kolegami. Wtedy ona mówi, że jej nie kocham, lub co gorsza, że mam kogoś na „boku” no i zostajemy w domu”.

Nie trudno zgadnąć do czego prowadzą te zabiegi amputacji. Po odcięciu wszystkich kuponów, co pozostaje? Mężczyzna – nie wiem, nie znam się, ale podejrzewam – będzie spełniał jej zachcianki kosztem własnych, w końcu zwyczajnie się tym zmęczy i albo zostanie i zgorzknieje, albo odejdzie na zawsze.

„Za każdym razem kiedy poznaję kobietę wariuję, szczególnie kiedy wiem, że nie jest mną – jeszcze – zainteresowana, kiedy muszę się postarać, żeby ją zdobyć. Jest taka niedostępna, niezależna, imponuję mi swoją postawą. A potem coś się z nią dzieje. Przeistacza się w sentymentalnego potwora, wypisuje sms-y z rana zanim jeszcze otworzę oczy i wieczorem przed snem, zaczyna zdrabniać moje imię, mówi, że odwołała spotkanie z przyjaciółmi bo jestem ważniejszy, daje do zrozumienia, że wpadłem w sidła, duszę się. Gdzie podziała się ta kobieta, która tak mi zaimponowała? No i uciekam.”

Mam faceta!

„Posiadanie” mężczyzny wciąż jest synonimem sukcesu. Nie ma chyba nic gorszego niż „stara panna”. Już lepiej brzmi rozwódka, a nawet wdowa, bo przynajmniej miała, na stałe, a więc złowiła, ale nie mieć w ogóle? Przecież to oferma, niedojda, czarna owca w rodzinie, którą rzadziej zaprasza się na śluby, urodziny, chrzciny, a jeśli już to skupia na sobie uwagę wszystkich. „Jak to samotna? A może lesbijka?”

Ale są też i dorosłe „małe dziewczynki” tkwiące gdzieś głęboko w świadomości domagające się stałej uwagi i uznania, zwykle w domach same musiały zabiegać o miłość rodziców, przez to w życiu dorosłym nie rozumieją, że należy im się ona za darmo. Takie kobiety jak powietrza potrzebują partnera, najlepiej przez całą dobę, są na każde skinienie, noszą zakupy i podkładają pod nogi papucie, byle by nie odszedł… Kobieta plastelina zrobi wszystko, by mąż był zadowolony, ale on wcale nie chce, żeby ona wszystko robiła, nie takiej jej przecież chce! No chyba, że faktycznie ma mu służyć jako kura domowa, a nie jako partner, przyjaciel.

Nic dziwnego. Skoro uważa się, że w końcu odnalazła drugą połówkę – brakujący element, o którym uczą w pierwszych bajkowych poradnikach – że pilnuje jej jak skarbu. Dopóki jej poszukiwaniu będzie towarzyszył mit Graala, dopóty strzeżony będzie pilniej niż „Gioconda”. Przez 24 godziny, 7 dni w tygodniu.

Aneta Bulkowska

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.