Ratuj Głuszca
brylanty

Złośliwi mówią, że wszystko przyszło im łatwo bo trafiły na gotowe. Gotowe czyli? Dom od dewelopera, stabilizację finansową, własny samochód? Co robią żony bogatych mężów, czy w ogóle muszą coś robić? O drodze od Kopciuszka do królewny opowiedzą Paulina, Agnieszka, Sandra i Edyta. Cztery kobiety, które dzieli wszystko: pochodzenie, zainteresowania, osobowość, łączy jedno – bogaty książę.

Kiedy stajesz się bogatym? Kiedy na twoje konto regularnie wpływa cyfra powyżej pięciu zer.

Edyta: Poznaliśmy się z Radkiem na studiach. On na informatyce ja z marzeniami o prawniczej karierze, którą przerwały liczne zagraniczne wyjazdy męża, na które zawsze zabierał mnie ze sobą. Do dziś nie wiem czym do końca się zajmuje. Tyle jest tego jest, a wciąż wprowadza innowacje. Pamiętam jak dziś kiedy piliśmy szampana w jednej z wystawnych restauracji. Zapytałam czy nas na to stać i co to za okazja. Wtedy Radek oznajmił, że od tej pory tak już będzie zawsze. Nie sądziłam, że mówi poważnie, później miałam się przekonać, że w naszym życiu niczego nie zabraknie – przynajmniej finansowo.

Paulina: Męża poznałam w pracy. Dorabiałam na studiach jako kelnerka, przychodził do naszej kawiarni. Zwykle umawiał się tu z klientami, elegancko ubranymi mężczyznami, sam zaś wyglądał jak ucieleśnienie klasy i pedantyzmu. Do dziś dba zawsze o to by mieć starannie wypastowane buty czy dopasowany garnitur. Pewnego dnia kiedy już zamykaliśmy zapytał czy zostanę jego żoną. Kiedy odpowiedziałam, żeby sobie ze mnie nie żartował wyciągnął pierścionek. Do dziś nie zapomnę tej chwili. Oczywiście do ślubu doszło rok później, długo mi zajęło upewnianie się, że to nie jakiś podstęp czy żart, ale wkrótce odkryłam, że Artur jest ciepłym, niezwykle wrażliwym mężczyzną, zupełnie innym niż wydawał się podczas rozmowy z kontrahentami.

Agnieszka: Moje życie legło w gruzach. Miałam dwójkę wspaniałych dzieci, drugiego męża, który właśnie odchodził do innej i stertę długów. Co pozostawało innego niż wyjazd za granicę? Koleżanka znalazła dla mnie pracę w Niemczech, sprzątanie w hotelach, na początek wystarczy, pomyślałam i ruszyłam w drogę dzieci zostawiając na razie u matki. Możecie wierzyć lub nie, ale naprawdę miałam dosyć związków, nie mogłam patrzeć na mężczyzn, czułam do nich wstręt. Pewnego dnia jadąc windą spotkałam Helmuta. Zapytał co tutaj robię, odparłam, że pracuję wskazując na mój roboczy uniform. On zapytał czy nie chciałabym poprowadzić jego restauracji, powiedziałam, że nie mam o tym pojęcia na co odparł: nauczysz się. Byłam przerażona.

Sandra: Z Krzysztofem znamy się jeszcze z liceum. Potem razem studia, on filozofia jak pedagogika, żadne z nas nie pracuje w zawodzie. Krzysztof odziedziczył dobrze prosperującą firmę po ojcu, sam rozszerzył jej zasięg na całą Polskę i wdrożył kilka pomysłów. Ja zawsze starałam się realizować w swoim zawodzie, myślałam o pracy z dziećmi, ale praca Krzysztofa wymagała mojego zaangażowania. Dziś nadzoruję działalność ponad 30 osób, prowadzę rachunkowość i pilnuję wielu spraw. To wcale nie jest tak, że wyciągam pieniądze z konta mojego męża, ciężko na nie pracuję na własne, bardzo angażuję się w sprawy firmy, dbam o jej rozwój. Wstaje razem z mężem o dziewiątej i jadę do biura. Spotykamy się w domu zwykle około 17:00 wyczerpani i przemęczeni. Tak samo jak inni korzystamy z weekendów i urlopów. Dodatkowo prowadzę działalność charytatywną dla dzieci z domów dziecka.

Edyta: Często spotykam się z opinią, że skoro mój mąż zarabia więcej niż przeciętny obywatel to nasze życie jest usłane różami, a ja podróżuję na lektyce wachlowana przez dwie służące. Chciałabym każdą myślącą w ten sposób kobietę na jeden dzień umieścić na moim miejscu. Fakt mój mąż często podróżuje, spotyka się z wpływowymi ludźmi, ja zaś muszę dotrzymywać mu kroku by nie zostać w tyle. To nie tylko wyczerpujące i nudne kolacje spędzone na rozmowach o interesach, ale również życie w ciągłej podróży, albo i bez męża. Nie jest to proste. Nie mamy normalnego życia, a już na pewno Radek go nie ma. Zazdroszczę małżeństwom, które mają czas dla siebie i rodziny.

Paulina: Choć Artur codziennie podkreśla, że nie muszę robić dosłownie niczego nigdy nie pozwoliłabym sobie na taką bezczynność. Lubię pracować, niestety niewiele znam się na logistyce i rachunkowości, ale za to udało mi się skończyć studia psychologicznie, zrobić praktykę i dzięki mężowi otworzyć własny gabinet. Dziś jestem niezależna, zarabiam sama na siebie jak każdy człowiek chodzę do pracy i nierzadko zostaje w niej do późna. Dodatkowo angażuje się w bezpłatną pomoc psychologiczną dla ofiar przemocy.

Agnieszka: Nie poprowadziłam restauracji Helmuta. Otrzymałam własną. Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę miała pracę, którą pokocham. W Polsce słyszę wciąż komentarze, że wszystko otrzymałam za darmo i niewiele muszę pracować. Helmut jest wspaniałym, dobrym człowiekiem, ale jak typowy Niemiec nie szarżuje gotówką, każdy większy wydatek jest przez nas omawiany. Na własne potrzeby zarabiam sama, okazało się, że całkiem nieźle sobie radzę w nowej roli, w przyszłym roku otwieramy kolejną restaurację. Jesteśmy szczęśliwą rodziną, ale żadne z nas nie próżnuję. Osobiście pracuję za trzech ponieważ chcę zbudować własną pozycję.

Nie trudno obejść się wrażeniu, że bohaterki tego artykułu choć ciężko pracują to jednak pozycje, które dziś zajmują osiągnęły głównie dzięki pomocy mężów. Bo czy mogłyby dziś prowadzić restauracje, albo podróżować w odległe kraje gdyby nie miały solidnego wsparcia? Mimo to ciężko pracują na sukces nieustannie tocząc boje z nieprzychylną opinią udowadniając, że nie są jedynie papugami zdobionymi w kolorowe pióra, a życie u boku bogatego męża wymaga wielu wyrzeczeń i ciężkiej pracy, przede wszystkim nad sobą.

Źródło: Aneta Bulkowska

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.