Ratuj Głuszca
zapach

Komunikacja miejska jest naprawdę magicznym miejscem; miejscem, które jest w stanie sprawić, że każdy pasażer zaczyna się zastanawiać, za co, tak właściwie, płaci ciężko zarobione pieniądze za bilety kwartalne, miesięczne, tygodniowe albo nawet – jednorazowe.

I nie chodzi tu już bynajmniej o wiecznie niedziałającą klimatyzację, ale również, a może przede wszystkim, o samych pasażerów.

Piekielnych kategorii możemy wyróżnić tutaj kilka.

Pierwszą niechaj będą pasażerowie roszczeniowi. Każdy z nas ich zna, czasami nawet, nam bezczelnym, uda się niechcący zająć ich ulubione miejsce z przodu albo z tyłu autobusu (tramwaju), przy oknie albo przy wyjściu, pojedyncze albo podwójne i wtedy rozpętuje się istny Armagedon. Może nie dosłownie, ale często usłyszymy w takiej sytuacji, że ,,dzisiejsza młodzież taka niewychowana’’ i będzie to najlżejszy z zarzutów skierowanych w naszą stronę. O ile, rzecz jasna, nie zreflektujemy się odpowiednio szybko, że powinniśmy zmienić miejsce.

Drugą kategorię stanowią ludzie, którzy śmierdzą i w porze letniej to właśnie oni są w stanie najbardziej uprzykrzyć życie współpasażerom cechującym się delikatnym zmysłem powonienia. Co gorsza, można ich podzielić na podgrupy.

A więc mamy pasażerów, których wejście do autobusu (tramwaju) sprawia, że od razu kwalifikujemy ich jako nałogowych palaczy ,,Męskich’’ bez filtra. (Tak, gatunek tytoniu można rozpoznać węchem po rodzaju zapachu, jaki po sobie zostawia.) Ale oni jeszcze najmniej nam przeszkadzają, jeśli sami palimy, albo kiedyś paliliśmy. W końcu każdy z nas wie, że nałóg to paskudny, a niektórzy stojąc na przystanku wręcz nie mogą nie zapalić (że to w brew przepisom, ktoś powie? A co tam!).

Gorzej, jeśli od delikwenta za nami zalatuje wonią przetrawionego alkoholu po całonocnej imprezie (doprawdy, nie jest to najprzyjemniejszy z zapachów, jakie człowiek może poczuć z rana), papierosami i tym obrzydliwym smrodem wymiocin. Ot, taki combo breaker mający sprawdzić naszą odporność.

Ale, jeśli człowiek jest z nas dobry i skrajnie wyrozumiały, to i to będziemy w stanie jakoś sobie zracjonalizować. Ot, pan X świetnie się bawił (aż za świetnie, sądząc po zapachach, jakie roztacza) z kumplami (albo sam), a teraz wraca do domu. Czyż możemy go potępiać? W końcu mówi się, że ,,młodość ma swoje prawa’’ i tak dalej…

Są jeszcze kobiety w wieku przeróżnym wypsikane tanimi perfumami z bazarków. Tanie perfumy mają, mili państwo, do siebie to, że pachną może i ładnie, ale przez pierwsze piętnaście, trzydzieści minut. Potem ich woń w iście cudowny sposób się ,,ujednolica’’ i powstaje dziwny, mdły, ni to mydlany, ni to perfumowany zapach, który – co wrażliwszych, a w szczególności kobiety w ciąży – może doprowadzić do odruchu wymiotnego. Ale pal sześć i to, bo w końcu nie każdy musi kupować perfumy w drogeriach, prawda? I nie każdego na nie stać.

Następnie możemy wyróżnić podkategorię osób, których wejście do autobusu (tramwaju) daje nam do zrozumienia, że osobnik Y nie widział prysznica przynajmniej od kilku dni. I to w takie upały.

Oczywiście, zdarzają się ludzie, którzy zażywają kąpieli kilka razy w tygodniu (w ramach, prawda, oszczędzania wody, bo droga), albo tacy głupcy (bo jak inaczej ich nazwać?), którzy zapewne wyczytali gdzieś kiedyś, że zapach potu działa jak… afrodyzjak. Może i tak, ale potu świeżego, o czym często zapominają panowie, szczególnie ci w wieku średnim. Paniom jakoś to się nie zdarza. Jeszcze.

Nie możemy też zapomnieć o osobach, które roztaczają wokół siebie woń kału albo moczu. Przy czym, mowa tu nie o panach menelach, ale o względnie dobrze ubranych pasażerach, których – na oko – nie posądzilibyśmy o roztaczanie wokół siebie takiego smrodu. I kiedy siadają tacy obok nas, albo naprzeciwko nas, zaczynamy się zastanawiać, dlaczego nam to zrobili. Albo, czym zawiniliśmy wobec świata, że spotyka nas taka kara.

Wszystkie te zapachy razem wzięte stanowią mieszankę iście wybuchową, z którą stykamy się każdego dnia w komunikacji miejskiej. I nie pomaga nam wtedy ani klimatyzacja (jeśli jest i jeśli jest włączona), ani stawanie przy oknie (w nowych autobusach należałoby powiedzieć: stawanie przy szczelinie, która ma być oknem), ani odsuwanie się na bezpieczną odległość (w wielu wypadkach możemy być niestety pewni, że natkniemy się zaraz na nową ,,zapachową niespodziankę’’).

Wiec apeluję do Narodu, a w każdym razie do tej części, która ten tekst czyta. Jeśli macie wybrać pomiędzy oblaniem się perfumami, wodą po goleniu, albo, jeśli macie wypsikać na siebie cały Axe, zamiast poświęcić się z rana, wstając te piętnaście minut wcześniej (albo zamiast piętnaście minut wcześniej wstać wieczorem od komputera), żeby wziąć prysznic, to poświęćcie się i ,,zmarnujcie’’ trochę wody. Bo dezodorant to nie nowy AriWick (albo to, co tam reklamują przedstawiając drużynę lekkoatletów z Zakaukazia, albo innego miejsca na Ziemi) – nie maskuje zapachu potu, ekskrementów albo wymiocin.

Poza tym, utrzymywanie higieny osobistej nie boli.

W przeciwnym wypadku, nam, osobom z czułym powonieniem, nie pozostanie nic innego, jak wnoszenie do autobusów (tramwajów) odświeżaczy powietrza, których będziemy radośnie używać, jeśli zacznie nas zbierać na wymioty. Z powodu współpasażerów i zapachów, jakie wokół siebie roztaczają.

 

Martyna Biesiada

 

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.