Ratuj Głuszca
pani_basia

Grażyna Żarko wywołała burzę w wirtualnym i rzeczywistym świecie. Prowokacja zaaranżowana przez producenta filmowego i reżysera rzuciła cień na anonimową kulturę wrogości. Skąd w internautach tyle nienawiści?

Zaczyna się od słów „Grażyna Żarko. Katolicki głos w internecie”. Potem już jest tylko ciekawiej. Była nauczycielka udziela wychowawcom rad na temat przywoływania uczniów do porządku. Przedwojenne „wieszanie” za uszy, bicie po dłoniach linijką, czy klęczenie z doniczką, ale też i usuwanie z facebooka to jedne z łagodniejszych metod, jakie możemy usłyszeć od byłej nauczycielki. W innych częściach propaguje m.in. satanistyczne piosenki, reszta jest również skrajnie irytująca w moralizatorskim tonie wyznawców ojca Rydzyka. Grażyna Żarko na pytanie: dlaczego nagrywa? Odpowiada: Bo mam cel. Oczyścić internet ze śmieci!

Wszystko wygląda bardzo realistycznie, na tyle że nabiera się setki internautów. „Grażyno ty k****”, „gruba głupia babo” to łagodniejsze z komentarzy, potem już tylko groźby karalne, łącznie z pozbawieniem życia. Eksperyment okazał się na tyle niebezpieczny, że po dwóch miesiącach twórcy musieli go przerwać.

Kiedy wyszło na jaw, że Grażyna Żarko to wcale nie pozbawiona uczuć ekstermistka, a całkiem sympatyczna i inteligentna – w rzeczywistości również – była nauczycielka, posypały się mowy pochwalne. „My panią bardzo przepraszamy”, „Jest pani cudowna, powinna pani dostać Oscara”, a obraźliwe komentarze zaczynały znikać. Jaką moc mają słowa pochwały, gdy jeszcze chwilę temu wylano na tę samą osobę kubeł pomyj, zadają sobie pytanie komentatorzy zjawiska.

Pomysł na program powstał z inicjatywy producenta telewizyjnego Grzegorza Cholewy oraz scenarzysty i reżysera Bartłomieja Szkopa. Jak mówią ich celem od samego początku było pokazanie nienawiści, uprzedzeń, ksenofobii i braku tolerancji wśród społeczności internetowych.

-        To był zwyczajny żart, nie miał na celu zrobienia nikomu krzywdy – wyjaśnia w swojej prezentacji Grzegorz Cholewa.

Nie kryje, że mimo konsternacji, jaką wywołały w nim komentarze czuje satysfakcję z tego, że udało się pokazać jak wiele nienawiści drzemie w nas, użytkownikach internetu.

-        Wszyscy jesteśmy winni – kontynuuje – nawet, jeżeli ktoś nie napisał, nie powiedział niczego obraźliwego to przynajmniej pomyślał to, co mówią wszyscy.

Heroizm pani Anny – bo tak w rzeczywistości ma na imię bohaterka bulwersujących filmików – jest nieprawdopodobny. Przez cały czas trwania projektu słuchała setki wulgarnych i kipiących złością komentarzy, grożono jej, obrzucano błotem, przyjmowała to ze stoickim spokojem. Słabszy psychicznie, pozostawiony sam sobie z pewnością by się załamał.

Ktoś bardziej spostrzegawczy i myślący od razu zorientował się, że to fikcja, ale nie ma, co ukrywać, że większość uległo manipulacji.

-        Wystarczy trochę pomyśleć, przecież nigdzie w szkole tak nie ma, nie stosuje się takich metod – wyjaśnia dzisiaj bohaterka – ja bardzo kocham dzieci.

Patrząc obecnie na jowialną postać trudno uwierzyć, że mamy do czynienia z osobą, która publikowała tak skrajne treści. Niewiarygodnym wydaje się by osoba tak sympatyczna i ciepła mogła zebrać tysiące obelżywych uwag. A jednak…

-        Problem dostępności internetu polega na tym, że każdy może w nim publikować dowolne treści anonimowo – mówi Andrzej Karczek, socjolog kultury – nie istnieje żadna granica cenzurująca owe wypowiedzi. Niestety eksperyment pokazał jak wiele w nas ludziach jest nienawiści, ale to nie tylko problem Grażyny Żarko, to problem codzienności.

Dlaczego z taką agresją reagujemy na czyjeś poglądy?

-        To brak tolerancji – dodaje socjolog – ale też proszę zwrócić uwagę na profile osób publikujących owe treści, w większości wynika, iż nie są to osoby spełnione zawodowo i życiowo. Osoba zadowolona ze swojego życia, mająca określone cele nigdy nie pokusi się o podobne komentarze. To nie znaczy, że postać Grażyny Żarko nie będzie w nich wywoływała niechęci, to zrozumiałe, ale raczej nikt nie odważy się tej kobiety wyzywać w tak okrutny i raniący sposób.

-        Myślę, że śmiało możemy mówić tu o pewnych kompleksach, być może poczuciu niższości – mówi Karolina Medyk, psycholog – autorami komentarzy są zwykle osoby młode, czasem nawet nieletnie, prawdopodobnie niepewne siebie, albo też starsze sfrustrowane, niezadowolone życia, które ujścia swojej frustracji szukają na anonimowych forach.

Na szczęście gro z osób aktywnie odkupuje swoje winy. Powstają filmiki przepraszające panią Annę, realnie proszące o wybaczenie. Twórcy programu zainaugurowali kolejny projekt. Tym razem zbierają na wycieczkę do Indii dla głównej bohaterki. Internauci mogą dokonać zadośćuczynienia wpłacając niewielkie sumy na konto bohaterki.

Mimo że wielu ludzi czuje się „oszukanymi”i nie szczędzi uwag na temat prowokacji, akcentując, iż zostali do nich sprowokowani przez autorkę na zasadzie „przemoc rodzi przemoc” i nie czują się więc winni, to gro z milionowej społeczności otrzymało asumpt do przemyśleń. Dzięki temu w debacie społecznej coś ruszyło. Dowiedzieliśmy się, że nie zawsze  „białe jest białe”, ale że potrzebujemy refleksji nad sobą. Grażyna Żarko okazała się fikcją, ale przecież podobne sytuacje to nie rzadkość.

Ana Miler

Komentarzy: 2 w artykule: ”Wyładuj się w internecie”

  1. Bob pisze:

    A moze chodzilo o to zeby przedstawic w najgorszym swietle katolikow? Jak widac to dzis modny sport. I zeby nie bylo ze bronie swoje bo katolikiem nie jestem, a i T. Rydzyk nie jest wcale ksenofobem, skrajniakiem i faszysta jak go przedstawiaja biznesowe media.Po prostu nieprawda.

    • Hłasko Damian pisze:

      Filmiki nie odnosily się tylko do Rydzyka, ale poruszały wiele bieżących tematów tj. wychowywanie młodzieży, eliminacja wulgaryzmów z internetu,głupota, etc. niektóre były stylizowane na moherowy ton, ale raczej w sensie, żeby spotęgować wrażenie niechęci do Grażyny Żarko niż przeciwko kościołowi,

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.