Ratuj Głuszca
tramwaj

Komunikacja miejska jest naprawdę magicznym i niesamowitym miejscem dla każdego pasażera – to przestrzeń, w której zdają się zanikać ludzkie odruchy, w której nie ma miejsca dla słowa ,,proszę’’; to przestrzeń, która stanowi wspaniałą pożywkę dla tego, co określam mianem ,,postaw roszczeniowych’’. Przyjrzymy się dzisiaj nieco bliżej tej, znanej wszystkim, problematyce.

Dawno temu, w czasach licealnych, stałam spokojnie na przystanku tramwajowym, słuchając muzyki z odtwarzacza. Chwila doprawdy wyśmienita, bo w momencie, w którym orkiestra zagrała głośniej, mocniej, z duszą, akurat otworzyły się drzwi kościoła naprzeciwko. Ze środka wydreptały babcie noszące piękne, moherowe berety – wszystkie odcienie tęczy, tylko czerni brakowało (swoją drogą, trochę szkoda, że moherowy beret z antenką stał się Symbolem – mam taki i nie wypada mi go teraz nosić…). Moją uwagę przykuła starsza pani posługująca się chodzikiem. Babcie otoczyły ją zwartym kręgiem, zaczęły jej gratulować, poklepywały ją familiarnie po plecach, ot – idylla. W końcu jednak babcie rozdeptały się w swoje strony, a pani z chodzikiem ruszyła przez pasy. Szła niesamowicie powoli, jak w reklamie kredytu jakiegoś banku, w której wóz strażacki zatrzymał się na przejściu, przepuszczając właśnie taką babuleńkę, a strażak szybko wysiadł i zdążył wziąć pożyczkę zanim starsza pani przestała tamować ruch uliczny.

Teraz bardzo ważne jest to, żebyś sobie, drogi czytelniku, dokładnie wyobraził tą sytuację – babcia powoli drepta przez pasy, samochody stoją, nadjeżdża tramwaj. Ruszam w jego stronę i nagle… jak mnie coś w bark nie uderzy. Byłam wtedy osobą słusznej wagi, więc niełatwo było mnie odepchnąć, ale jednak. Aż brwi w zdumieniu uniosłam, toć to ta sama babcia, która przed chwilą tak powoli i niezdarnie po pasach dreptała! No, ale wiadomo, cuda tego typu zdarzają się codziennie.

Wsiadłam do tramwaju i nie usłyszałam żadnego ,,przepraszam’’ (ostatecznie, przekonałam się, że większość starszych osób nie ma w zwyczaju przepraszać; to smutne, skoro same wymagają ,,kultury’’ od młodzieży). Babcia za to stanęła nad Bogu ducha winną studentką, która siedziała obłożona notatkami i spytała:

- Czy tu wolne?

Jak na moje oko wolne miejsce było zaraz obok i tam też dziewczyna się przeniosła, a babcia usadowiła się z zadowoleniem na swoim krzesełku, zastawiając chodzikiem całe przejście z jednej części tramwaju do drugiego. A co, prawda, trzeba się będzie pomęczyć z przejściem, albo drzwiami drugimi wyjść. Sytuacja nie była jednak najbardziej piekielną, z jaką miałam do czynienia.

Kilka lat później, wracając tramwajem z pracy do domu, poczułam się tak, jakbym za chwilę miała zejść z tego świata. Każdy, kto swój ostatni ciepły posiłek zjadł tydzień wcześniej i siedział drugi, czy trzeci dzień o batoniku na dziesięciogodzinnej zmianie na słuchawce wie, o czym piszę. No więc, blada, mdlejąca, siadłam sobie z tyłu tramwaju i włożyłam słuchawki do uszu. Jadę spokojnie, siłą woli utrzymuję się w stanie w miarę żywotnym – upał, duszno, słabo, no, ale przecież teraz nie zemdleję, bo ludzie pomyślą, żem pijana, albo i gorzej (bo wiadomo – młode to, to, więc nie ma prawa czuć się w żaden sposób źle). Przystanek nie minął, jak stanęła nade mną kolejna babcia.

Stanęła. I nic nie mówi. Żadnego ,,przepraszam, duszko, czy mogłabyś mi ustąpić miejsca, bo moje stare kości odmawiają posłuszeństwa?’’. Albo, chociaż zwykłego: ,,czy możesz mi ustąpić miejsce, dziecko?’’. Nie, nic z tych rzeczy. Stoi, jej twarz wykrzywia się w coraz większym gniewie, mi coraz bardziej słabo – sytuacja patowa.

W końcu gdzieś z przodu zwolniło się miejsce i babcia chyżo pomknęła w jego stronę podsiadając z triumfalną miną jakiegoś chłopaczka, który właśnie miał zamiar je zająć. Ale przed tym babcia uznała za stosowne mnie opluć. Co prawda – nie trafiła, acz cała ta sytuacja wprawiła mnie w głęboki szok.

Popychające babcie, plujące babcie… I tak, to te same, które później opowiadają o tej ,,bezczelnej, niewychowanej, niekulturalnej młodzieży, której się w czterech literach poprzewracało’’. Cóż, widać hipokryzja w narodzie się szerzy.

Kolejna sytuacja, tym razem z otyłym panem w wieku średnim w roli głównej. Tramwaj zapchany po brzegi, szpilki nie ma gdzie wetknąć. Stoję ja wam z koleżanką i kumplem w zatoczce przy ostatnich drzwiach. Przystanek, ludzie wysiadają, wsiadają, wiadomo – przepychanka. Gdy ruch ustał, otyły pan postanowił zająć wolne miejsce, które pojawiło się za nami. I hajda, przeciskać się. Spróbowałam się odsunąć i oberwałam od rzeczonego pana tak mocno, że moje łopatki pamiętają uderzenie o kasownik do tej pory. Pan, oczywiście, nie mógł milczeniem zbyć tej sytuacji. I jeśli ktoś pomyślał, że usłyszałam magiczne ,,przepraszam’’, to niesamowicie się myli.

- Takie TO bezczelne, w przejściu stoi! – rzucił w moją stronę.

Co prawda, w przejściu nie stałam, miejsca obok mnie było całkiem dużo, ale nie dla otyłego pana w wieku średnim (wyjaśnienie: pan zajmował sobą całą przestrzeń przejścia). Koleżanka nie wytrzymała i zauważyła, że ,,gdyby się mniej jadło, to by się zmieściło’’, za co została obdarzona soczystą wiązanką epitetów pod swoim adresem, z którego sformułowanie ,,bezczelna’’ było najłagodniejszym.

Inny obrazek, mili państwo, wysiadłam z tramwaju, idę ulicą, zatrzymałam się na chwilę, żeby obejrzeć wystawę sklepową i jak mnie coś w krzyż nie uderzy! Patrzę ze zdumieniem, a tu babcia z torbą rzuca mi złe spojrzenie. Postanowiłam zauważyć, że powinna powiedzieć ,,przepraszam, skoro mnie pani uderzyła’’, a tu jak babcia nie wrzaśnie na całą ulicę:

- Bezczelna gówniara na środku drogi staje! Należało się, że przejście porządnym ludziom blokuje!

Widać, chodnik nie był dość szeroki, a stanie pod witryną oznacza gwałtowne zatrzymanie się na jego środku. Uświadomiwszy starszej pani, że kultura obowiązuje w każdym wieku, oddaliłam się w swoją stronę.

I tak mnie teraz naszła refleksja dotycząca roszczeniowych postaw ludzi w miejscach publicznych. Zdaje się, że sformułowania ,,mnie się należy’’ i ,,masz mi ustąpić’’ (które same w sobie nie są niczym przyjemnym – w końcu to rozkaz, który ty, nędzny robaku, masz wypełnić) powoli odchodzą już do lamusa zastąpione szarpaniem krzesełka, wykrzywioną w złości twarzą, wymownym sapaniem i obrzucaniem epitetami.

Z kolei ,,przepraszam’’ jest chyba sformułowaniem, które za niedługo stanie się archaizmem. Dzieci w szkołach będzie się uczyć, że ,,ludzie mówili tak, kiedy zrobili coś złego’’ albo nie będzie się ich uczyć o tym wcale, bo po co, skoro można najwidoczniej żądać szacunku tylko przez wzgląd na to, że się istnieje?

Oczywiście, usłyszałam od starszej koleżanki, że w zasadzie, to w drugiej sytuacji byłam bezczelna, bo doskonale wiedziałam, że babcia chce usiąść akurat na moim miejscu. Więc sama właściwie prosiłam się o to, żeby mnie opluła. (Ciekawa argumentacja, prawda?)

Najwidoczniej problem, z którym się borykam, nie znajduje zrozumienia w moim otoczeniu. Bo widzicie, mili czytelnicy, każda z opisanych przeze mnie sytuacji mogłaby wyglądać inaczej. Babcia zaopatrzona w chodzik mogłaby przeprosić mnie za uderzenie, mogłaby usiąść na wolnym miejscu obok drzwi i postawić chodzik w taki sposób, żeby nikomu nie zawadzał. Ale nie zrobiła tego i podejrzewam, że z powodu czystej złośliwości.

Druga babcia mogłaby spytać czy jej ustąpię i pomimo ogólnego fatalnego stanu zdrowia tego dnia – wstałabym i ustąpiłabym jej miejsca. A nawet, jeśli babcia nie chciała o nic prosić, bo żyła w przekonaniu, że ,,jej się należy’’ to miejsce, bo jest emerytką, to mogła nie spluwać na szybę obok mnie.

Otyły pan mógł przemknąć w ciszy, przeprosić, albo nie używać poniżającej formy bezosobowej w stosunku do mnie i przekleństw w stosunku do mojej koleżanki.

Ostatnia wymieniona piekielna babcia wcale nie musiała mnie bić torebką, jeśli jej się nie podobało to, że patrzę na pióra Mont Blanc.

Wszystko tu sprowadza się, bowiem do pojęcia szacunku i wzajemnej uprzejmości. W końcu, jeśli ktoś jest miły w stosunku do nas – będziemy mili dla niego. Czemu mielibyśmy się zachowywać w sposób wulgarny albo odpychający? Jeśli ktoś wyartykułuje swoją prośbę (co wcale nie jest takie trudne) o ustąpienie miejsca, zamiast sapać i krzywić się nad nami, albo wymyślać na ,,niewychowaną młodzież’’ przy użyciu słów, których osoby wychowane używać nie powinny, to wtedy ustąpimy miejsca. Czemu mielibyśmy tego nie robić? Oczywiście, ze względów zdrowotnych czasami możemy odmówić, ale to nasze prawo. Odmowa też powinna spotykać się z akceptacją, jeśli jest odmową umotywowaną, nie zaś ze stekiem epitetów pod naszym adresem.

Problemem jest tu częsty brak szacunku ze strony roszczeniowych osób starszych. A przecież powinniśmy pamiętać, że jeśli sami chcemy być szanowani, to powinniśmy szanować innych. Szacunek jest tym, na co musimy sobie zapracować, nie zaś tym, co się nam ,,należy’’.

Z resztą, w większości wymienionych przypadków naprawdę wystarczyłoby powiedzieć ,,przepraszam’’ i ,,dziękuję’’. To naprawdę zmieniłoby wszystko.

Martyna Biesiada

 

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.