Ratuj Głuszca
kobieta

Dla tych, którzy w to wierzą, jeszcze

Pewne zjawisko nie dawało mi spokoju. Postanowiłam zweryfikować niczym detektyw Monk  dlaczego mój dozorca w jednym dniu biegnie z końca korytarza by otworzyć mi drzwi, a innym razem nawet nie odpowie kurtuazyjnego „dzień dobry”. Zjawisko to przybrało na sile kiedy uświadomiłam sobie, że te „humory” idą jak nieszczęścia w parze i nie dotyczą tylko jednego anioła stróża naszego bloku, a mają globalny zasięg.

W końcu zaczęło to intrygować, a jak coś intryguje to człowiek zaczyna automatycznie dostrzegać więcej szczegółów, na przykład, że w dniu kiedy dozorca udaje ślepego na twój widok to sprzedawczyni w piekarni sprzedaje ci wysuszonego pączka i bułkę, która wygląda jakby upadła na ziemię, a sąsiadka zwykle tocząca z tobą jowialne dyskusje w windzie odwraca głowę pod nosem z niecierpliwością odliczając piętra.

Spojrzałam w lustro. Dres, włosy spięte a a’la balerina na wietrze, luźna bluza.

Drugiego dnia ubrałam buty na obcasie, w miarę dopasowane jeansy, a włosy upięłam w zgrabny kok. Towarzyszka z windy znów zaczęła opowiadać anegdoty o swoim mężu, dozorca już kilka sekund wcześniej kłaniał mi się w przejściu, a pani z piekarni z uśmiechem podawała bułki.

A, że to zakrawa na lekką schizofrenię postanowiłam zweryfikować to zjawisko, raz, drugi i trzeci i za każdym razem się powtarzało.

Poprosiłam przyjaciela o sugestię. Oznajmił, że przyczyna musi leżeć w mojej zewnętrzności. Więc spytałam jaki preferuje styl u kobiety i czy lubi kiedy kobieta wygląda naturalnie, czy raczej woli rano odkrywać ją na nowo?

-         Wolę naturalnie, ale po domu, kiedy wychodzimy lubię umalowaną i ładnie ubraną i na takie kobiety też zwracam uwagę.

Zrobiłam eksperyment, bo nie dawało mi to spokoju. O dominującej teorii wzrokowców słyszałam, ale żeby wszyscy jak na zawołanie? Ubrałam stare jeansy, nieco sprany polar i jakieś trampki, w takim zestawie wybrałam się na pobieranie krwi w pewną środę. Ani recepcjonistka, ani pani wykonująca zabieg prawie mnie nie dostrzegły, przysięgam. Wiem, że to imponderabilia, ale człowiek od razu wyczuwa kiedy ma się do niego lekceważący stosunek, szczególnie kiedy pacjentkę obok otoczono sympatią, ja nawet nie usłyszałam zdawkowego „dziękuję”. Pielęgniarka krwi pobrała niewiele, więcej jej napsuła.

 

Tego samego dnia, ale już po południu wybrałam się po wyniki, ubrana nieco lepiej. Mała zmiana wystarczyła by świat dookoła zmienił jak za dotknięciem magicznej różdżki, pani recepcjonistka zaproponowała mi kawę.

Ale dlaczego? Czy nosząc inne ubranie stajemy się innymi ludźmi, przeistaczamy się, stajemy bardziej atrakcyjni, elokwentni, inteligentni? Czy wybierając pomiędzy Armanim a stoiskiem w hali targowej ważymy na szali nie tylko cenę ubrania, ale naszą wartość?

Oceniamy po okładce mechanicznie przypinając metki, ale oficjalnie niewielu się do tego nie przyznaje. Ubrania dają możliwość wyróżnienia, podkreślenia, albo wręcz przeciwnie odjęcia walorów, ale czy potrafią dodać wrażliwości, mądrości, wiedzy, dowcipu, wyrozumiałości albo i zarozumiałości, polotu?

Dzisiejszy dzień mi pokazał, że mogą i często też taką pełnią funkcję, sprytni potrafią ten fakt wykorzystać, co jednak z tymi nieobytymi z socjotechniką, a równie wartościowymi i utalentowanymi ludźmi? Czy ktoś ich kiedyś zauważy, jeżeli sami nie będą potrafili się sprzedać?

W hołdzie ulicznemu skrzypkowi w Katowicach, który od dwudziestu lat dzień w dzień w smokingu grał Paganiniego. Od pół roku już nie gra…

Aneta Bulkowska

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.