Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Urodziny, imieniny, Boże Narodzenie, Dzień Kobiet, Walentynki, Sylwester, Nowy Rok i może jeszcze rocznica ślubu. Tak, to by było na tyle. Worek z napisem „szczerze świętujemy” wypełnia się i musimy go zawiązać, żeby przypadkiem coś nie wyleciało, ani tym bardziej nie wpadło do środka. Wiadomo dlaczego te dni są dla nas ważne. Inni o nas pamiętają – wyrażają to życzeniach, prezentach, wspólnie spędzonych chwilach. W święta atmosfera jest taka magiczna. W Sylwestra i w rocznice ślubu jest pretekst, żeby gdzieś pojechać, zabawić się. Cieszymy się, kiedy te dni się zbliżają, bo myśl o tym, jak będziemy świętować sprawia, że szara codzienność odpływa, a na te 24 godziny zupełnie przestaje istnieć.

Jesteśmy egoistami i ten worek jest na to najlepszym dowodem. Cieszymy się i świętujemy, bo te wszystkie okazje dotyczą nas. „Zapraszam cię na MOJE urodziny”,„MOJE święta były jak zawsze cudowne”, „Zbliża się MOJA rocznica ślubu”, „NASZE Walentynki będą fenomenalne”. Ale możemy być jeszcze dobrymi żonami, mężami, rodzicami, dziećmi, przyjaciółmi.  Wtedy święta najbliższych upychamy do tego biednego, starego worka i już nic innego się w nim nie zmieści.

Te wszystkie okazje celebrujemy bez robienia dobrej miny do złej gry. Przecież obchodzimy je ze szczerą radością. Natomiast poza nimi jest mnóstwo „świąt”, podczas których możemy zaprezentować swoje umiejętności aktorskie. Mistrzostwo w tym rzemiośle osiągamy najczęściej na uroczystościach organizowanych na cześć naszych teściów. Oczywiście mam tu na myśli różnego rodzaju jubileusze. Na pogrzebie stawiamy sobie większe wymagania, w końcu najtrudniejsza z życiowych ról to „w sercu uśmiech, na twarzy ból”, parafrazując popularne powiedzenie…

Inaczej rzecz ma się ze świętami narodowymi. Tutaj powstaje pewien dylemat. Niby to święto, ale… Polacy za bardzo nie wiedzą, co mają z nim zrobić. No bo jak świętować coś, kiedy nie ma komu kupić prezentu ani upiec tortu? Albo raczej, jak świętować coś, kiedy tak naprawdę nie wiadomo, co mamy zamiar świętować? Badania pokazują, że Polacy przestają interesować się historią własnego kraju. Ankietowani odpowiadają bez zażenowania, że stopień zaangażowania w zdobywanie historycznej wiedzy jest niewielki lub wręcz żaden. Z jednej strony nie powinno to dziwić, skoro politycy ciągle odwołują się do historii, robiąc z niej podstawę do publicznych sprzeczek. Nie mówiąc już o rzucaniu między jednym a drugim patetycznym akapitem steku krytyki wobec opozycji. I gdzie tu miejsce na patriotyzm?

Wracając do świadomości historycznej rodaków, nie pamiętamy już o tym, żeby czcić wielkie wydarzenia sprzed XX wieku, no może z wyjątkiem uchwalenia Konstytucji 3 maja. Zresztą jak tu myśleć o rocznicy powstania styczniowego, skoro nie ma nawet oficjalnej daty odwołującej się do walki z komunizmem. Czy jest to data powstania „Solidarności”, 4 czerwca 1989, czy może dzień, w którym ustanowiono Karola Wojtyłę głową Kościoła katolickiego? Jak to się mówi – ilu ludzi, tyle opinii.

Świadomość historyczna kształtuje się od młodych lat w szkole. Co roku dobywają się akademie z okazji 11 listopada i 3 maja i co roku są na jedno kopyto. Niemniej dzieciaki uszczęśliwione podążają z chęcią na przedstawienia, bo nie ma lekcji. Dorośli i na tym polu mają coś z dziecka. Bo jak tu się nie cieszyć, kiedy nadchodzi wolne? No tak, chyba to jest ostatnimi czasy główny powód świętowania. Nadchodzący dzień 11 listopada raczej nie będzie odbiegał od tego schematu. Poza tym zamiast świętować wielu z nas będzie się zastanawiać, jaki sens tak naprawdę ma to święto. A patrząc na coroczny przemarsz faszystów i nacjonalistów z ONR przez ulice Warszawy, odniesiemy bardzo słuszne wrażenie, że nie taki, jak powinno.

Elżbieta Pachuła

Foto: Pink Sherbet Photography

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.