Ratuj Głuszca
dziecko

W pewnym sensie można powiedzieć, że doskonale rozumiem podejście profesora Mikołejki wobec tematu, który poruszył w swoim felietonie na łamach ,,Wysokich Obcasów Extra’’, a który wywołał tak wielką burzę, że wspomniało o nim nawet ,,Metro’’. Swego czasu, bowiem, miałam okazję przeczytać na stronach kafeterii artykuł pisany przez kobietę w ciąży, która inne ciężarne dziewczęta nakłaniała do korzystania ze swoich praw. Oczywiście, potencjalnie, nie ma nic złego w uświadamianiu ciężarnej części polskiego społeczeństwa w tym, że w kolejce do lekarza mają pierwszeństwo, w kolejce do kasy w sklepie również, w autobusie ludzie powinni ustąpić im miejsca… Potencjalnie te informacje są nawet użyteczne dla przyszłych matek, które akurat poczują się źle, słabo, po prostu – fatalnie.

,,Skąd w nas tyle żółci?’’, zapytuje się tymczasem, w dyskusji dotyczącej tego jednego felietonu. Moim zdaniem odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta: ano stąd się ta żółć bierze, że wszyscy cierpimy na uczulenie wobec ,,postaw roszczeniowych’’ pewnych grup społecznych.

Niektórzy mają straszną alergię na ludzi wyłudzających zasiłki socjalne, inni mają uczulenie na kobiety ciężarne, które bez skrupułów wykorzystują swój ,,błogosławiony stan’’ (wspomniany artykuł w kafeterii właśnie swoim roszczeniowym tonem mnie raził), jeszcze inni mają alergię na ,,wózkowe’’, które usprawiedliwiają każdy swój czyn (albo brak czynu) dzieckiem i jego dobrem.

A czy przypadkiem, podejmując takie dyskusje, nie powinniśmy się wykazać tym poziomem dojrzałości społecznej, który nakazuje nam szanować zdanie innych osób? Czy przypadkiem, żeby zasłużyć sobie na miano społeczeństwa obywatelskiego (którym właściwie nie jesteśmy, ale lubimy myśleć, że jest inaczej) nie powinniśmy po prostu przyjąć do wiadomości tego, że ktoś posiada odmienne zdanie?

Tak się akurat składa, że i mnie mierzi zachowanie (najczęściej) młodych ,,wózkowych’’ matek, które mieszkają w mojej okolicy. Oczywiście, doskonale rozumiem, że dziecka nie można mieć na oku cały czas, dwadzieścia cztery godziny na dobę, przez siedem dni w tygodniu. Nie odmawiam tym kobietom prawa do kilku godzin spędzonych z koleżanką, nie odmawiam im prawa do obejrzenia serialu, przeczytania gazety – czegokolwiek. Naprawdę. Tylko niech pilnują swoich dzieci, które wrzeszcząc (nie, krzycząc, ale właśnie – wrzeszcząc) biegają po podwórku i biją się, i kłócą się, i dokazują ponad wszelką miarę i zrozumienie.

Ktoś mi powie, że właściwie dobrze, że te dzieciaki spędzają czas na dworze, a nie przed komputerem. W pewnym sensie mogę się z tym zgodzić, niemniej jednak, ktoś powinien (na przykład: matka) wytłumaczyć tym dzieciakom, że domofon jest takim magicznym urządzeniem, w którym naciska się odpowiedni guziczek, ktoś odbiera słuchawkę i woła Nikolę. Tymczasem, wyobraźcie sobie, drodzy czytelnicy, sytuację, w której uczycie się do Piekielnie Ważnego Egzaminu. Gorąco (bo lato jest), duszno, okna w domu pootwierane, a tu nagle – niemal, jak w ,,Dniu Świra’’ – rozlega się wrzask:

- Nikola!

I żeby tylko raz! Ale nie, Nikola chyba nie słyszy, więc koleżanka powtarza jej imię raz jeszcze. I kolejny raz. I znowuż. I drze się tak pod twoim, drogi czytelniku, oknem już dziesięć minut, piętnaście. Już masz wstawać, już masz coś odwrzasnąć (a na przykład, że ,,Nikoli nie ma!’’), a tu słyszysz jeszcze jeden głos – matki Nikoli, która wrzeszczy:

- Nikola! Chodźże!

(Niesamowite, prawda?)

A gdyby tak porozmawiać z matką Nikoli, myślisz sobie, czytelniku, i wiesz już, w trakcie formowania tej myśli, że pozostanie ona tylko w sferze twoich marzeń. Z matką Nikoli nigdy nie porozmawiasz, nigdy nie wytłumaczysz jej, że wrzaski pod twoim oknem nie są tym, czego chciałbyś słuchać, ucząc się technik analizy danych albo czegokolwiek innego.

Dlaczego jej tego nie wytłumaczysz? Ano, dlatego, że w światopoglądzie ,,wózkowej’’ jesteś wciąż na niższym szczeblu ewolucyjnym, bowiem wybrałeś, czytelniku, studia zamiast rozmnażania się. Nie masz własnych dzieci, nie jesteś w ciąży – znaczy, że nie powinieneś wypowiadać się w temacie (i najmniej obchodzi tu kogokolwiek to, że wrzaski za oknem są dla ciebie męczące, że nie chcesz oglądać publicznego karmienia piersią, albo, że dziwnie się czujesz, kiedy ktoś przewija przy tobie dziecko i nawet czasem uważasz, że dziecko pewnie też by się ze świadomością publicznego przewijania dziwnie czuło).

I właśnie to, jest najbardziej przykre w całej historii, w komentarzowej debacie i w felietonie: to, że nie szanujemy siebie nawzajem, ponieważ wciąż uważamy, że niektóre rzeczy nam się z ,,urzędu należą’’. Tymczasem, w rzeczywistości na wszystko – na szacunek również – musimy sobie zapracować.

Martyna Biesiada

 

Komentarzy: 2 w artykule: ”Sprawa ,,wózkowych’’”

  1. ewka pisze:

    Święta racja, zgadzam się w 100% z autorką.

  2. Marzena pisze:

    Jakże to ironiczne, że ktoś wymaga szacunku międzyludzkiego od rodzicielek i opiekunek dzieci, nazywając je jednocześnie „wózkowymi” ? Pragniesz szacunku i kultury wobec swojej osoby? Sam takowe okaż.

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.