Ratuj Głuszca
cisza

W miniony piątek, wszystkie albo prawie wszystkie ważniejsze i mniej ważne, serwisy informacyjne podały do wiadomości publicznej nowe informacje w sprawie Katarzyny W. (której nazwisko, nota bene, jest już powszechnie znane). Okazało się bowiem, że Madzia nie zginęła w sposób… nagły (co może sugerować i właściwie sugeruje celowość ,,śliskiego kocyka’’). Z tej okazji zaproszono przed kamery policjantów, prokuratorów, pana Rutkowskiego i psychologów. Pokazywano archiwalne nagrania szlochającej Katarzyny W. (teraz już z zamazaną twarzą, zgodnie z etykietą obowiązującą wszystkich oskarżonych); zadzwoniono do jej teściowej – ogólnie cyrk, jak zawsze.

Nie zwróciłabym na to większej uwagi (strasznie to zabrzmi, ale ta sprawa już chyba wszystkim się ,,przejadła’’), gdyby w jednym z serwisów nie uderzono w ton odwołujący się do moralności narodu. Mówiono właśnie o tym, co polskie prawo określa mianem ,,domniemania niewinności’’. W skrócie: chodziło o to, żebyśmy nie potępiali tej kobiety, zanim nie zapadnie prawomocny wyrok.

Ale, w zasadzie, niby jak mamy to zrobić?

Osobiście poczułam się tym nieco zdegustowana. Bo tak, jak pisał Sołżenicyn, choćby wszyscy ci mówili: ,,Tak trzeba’’, choćby i twój rozum mówił: ,,Tak trzeba’’, to coś w głębi ciebie powoduje, że czujesz opór, niesmak i obrzydzenie.

Ja właśnie tak to odczuwam – jako opór, niesmak i obrzydzenie. Bo, oczywiście, rozumowo, mogę przekonywać samą siebie, że mogą istnieć (i może istnieją, jeszcze nie wiemy), jakieś okoliczności, powiedzmy, łagodzące tą sprawę. Że może to wszystko nie wyglądało tak, jak się nam wydaje, ale… ale jednocześnie patrzę na to wszystko w taki sposób, w jaki patrzy większość narodu. Wciąż czuję się oszukana, wykorzystana emocjonalnie, a przez to – zła i rozgoryczona.

Z kolei wiadomo, kiedy człowiek jest zły, jest również zdecydowanie bardziej skory do potępiania innych i wydawania negatywnych sądów na ich temat. Tak już jesteśmy psychicznie skonstruowani.

Więc pan, który mówił, że ,,domniemanie niewinności’’ właściwie istnieje w polskim prawie, ale w zasadzie, w tym wypadku, nie ma większego przełożenia na rzeczywistość, miał całkowitą rację.

Powinniśmy bowiem spojrzeć na tą sprawę w nieco inny sposób. W momencie, w którym ,,zaginęła’’ Madzia, właściwie cały kraj został postawiony na nogi – osobiście znam osobę, której brat pobiegł tego dziecka szukać w nocy, w zimnie, właściwie nie bardzo wiedząc kogo powinien wypatrywać. Widziałam ulotki w autobusach i tramwajach, porozkładane w sklepach i zdjęcia pokazywane w telewizji. Kraj się zaangażował, każdy (albo prawie każdy) chciał jakoś tej biednej rodzinie pomóc.

W końcu takie nieszczęścia nie zdarzają się codziennie. W końcu ktoś mógł to dziecko porwać, sprzedać i Bóg jeden wie, co jeszcze.

A potem nagle okazało się, że dziecię – nie żyje. Szum medialny przerodził się w huragan – tvn24 nadawało chyba cały czas to samo. Konferencję prasową na żywo, jej urywki, pranie rodzinnych brudów…

Wtedy właśnie: kraj poczuł się oszukany. Zrobiono z nas idiotów, altruistów, którzy biegali po nocy i szukali dziecka, które już wtedy nie żyło. I które prawdopodobnie zostało zabite (umyślnie czy nie, wtedy było mniejsza o to) przez swoją matkę. Toć to barbarzyństwo i podłość! Skoro zaś mieliśmy do czynienia z takim okrucieństwem – od razu nasza intuicja podpowiedziała nam, co powinniśmy w takiej sytuacji zrobić. A mianowicie – potępić. Potępić z całą mocą kobietę, która dopuściła do tego, żeby jej dziecku stała się krzywda (i właściwie, w szerszej perspektywie społecznej, takie potępienie dotyczy wszystkich matek, które niewłaściwie dbają o swoje pociechy. Przynajmniej tu jesteśmy w miarę zgodni i sprawiedliwi, jeśli można o sprawiedliwości jeszcze mówić. Chociaż, to zagadnienie jest właściwie tematem na osobny artykuł.)

Nie można więc dziwić się szczególnie temu, że obecnie mamy do czynienia z sytuacją w której, obojętnie od tego, jaka będzie decyzja sądu w tej sprawie, naród wydał już swój własny wyrok.

Bo oszukiwanie ludzi w taki sposób, jest nie tylko passe – jest czymś dużo gorszym. Granie na uczuciach, wzbudzanie litości, współczucia, oczekiwanie pomocy i uświadomienie wszystkim, że ich działania właściwie nie miały sensu to zwyczajna i bezmyślna (przede wszystkim, bezmyślna) podłość.

Zaraz po ogłoszeniu śmierci Madzi, mogliśmy obserwować następujące po sobie, coraz dziwniejsze sytuacje. Najpierw rodzina męża Katarzyny W. zwołała konferencję prasową. W pewnym sensie jest to zrozumiałe – jakim cudem mąż miałby nic nie wiedzieć w tej sprawie? Niemniej jednak, publiczne pranie brudów (mogliśmy się dowiedzieć, że teściowa była standardem, a więc nie darzyła specjalną atencją matki swojej wnuczki) i wspominanie ,,złych sytuacji’’ rodzinnych było nie na miejscu w obliczu takiej tragedii.

Potem były wyprowadzki, przeprowadzki i wielce dramatyczne rozstanie Katarzyny z mężem. A co! Niech naród się dowie o tym, że ona nie może już na niego patrzeć (albo patrzeć mu w oczy – co to za różnica?), po tym, co się stało. Całość zaczynała powoli, w ogólnym odbiorze, być męcząca, dręcząca i niesmaczna. To jednak nie był koniec – w sprawie wypowiadali się chyba wszyscy, którzy mieli coś do powiedzenia. Rutkowski chyba ze sto razy opowiadał o tym, co myśli o Katarzynie (zainteresowanych wszystkimi wypowiedziami detektywa odsyłam do jednego z najbardziej poczytnych internetowych serwisów plotkarskich – pudelka) i o tym, jaka ,,to zła kobieta była’’.

W międzyczasie, na podstawie tej tragedii (bo to jest tragedia niewątpliwa i straszna) napisano książkę zaopatrzoną podtytułem ,,wiara, nadzieja, miłość’’ (nie wiem, czy cynizm autora był tu zamierzony. Chyba nie.), oczywiście posiadającą też rzewną, ciemną okładkę ukazującą profil szlochającej kobiety (i na nic zda się teraz zamazywanie jej twarzy w telewizji – toć już cała Polska wie, jak Katarzyna W. wygląda!), a Rutkowski podobnież zaczynał planować nakręcenie filmu quasi-dokumentalnego na ten temat. Następnie (albo gdzieś pomiędzy tymi wydarzeniami) bohaterka tego skandalu stwierdziła, że popełni samobójstwo.

A jak! Hucznie było i z przytupem we wszelkich możliwych wiadomościach. Robiono z tego zdarzenia kolejną wielką aferę – tymczasem, Katarzyna W. zjadła kilka tabletek przeciwbólowych i popiła je alkoholem. W najgorszym razie jej wątroba mogłaby tego nie wytrzymać (tymczasem, tego dnia w Polsce naprawdę popełniło samobójstwo przynajmniej kilkanaście osób i nikt się tym nie zainteresował. Jak zwykle z resztą). Moim zdaniem (i chyba nie tylko) takie zachowanie świadczyło tylko o potrzebie doświadczenia uwagi z zewnątrz i wzbudzenia kolejnej porcji współczucia (w końcu biedna kobieta, straciła dziecko, odeszła od męża, załamała się… no, ale tym razem już na odbiorcę takie zachowanie nie podziałało).

Następnie serwisy plotkarskie (bo w telewizji było o tym cicho) zaczęły donosić o dość niezwykłej sytuacji – w końcu osoby w żałobie nie zachowują się w ten sposób – a mianowicie o tym, że Katarzynę W. można obejrzeć w jednym z nocnych klubów dla panów. W sumie czemu nie? W tej chwili już nawet taka rewelacja zmuszała nas do posłania krzywego spojrzenia w kierunku monitora albo gazety.

I teraz jeszcze, oczekuje się od narodu – a więc od ludzi, którzy poczuli się emocjonalnie wykorzystani i delikatnie rzecz ujmując, wystrychnięci na dudka – że będzie w spokoju oczekiwał na wyrok sądu i dopiero wtedy zawoła zgodnym chórem ,,a więc było tak, jak prawiliśmy!’’ albo mruknie ,,no cóż… może ta sprawa wyglądała inaczej’’. Jednak w perspektywie skrótowo przedstawionych powyżej zdarzeń, takie wymaganie – choć racjonalne – raczej nie znajdzie zbyt wielu zwolenników w tłumie.

Bo serce – to jedno; rozum – to drugie. Jak wiemy, z resztą, emocje zawsze wygrywają z rozsądkiem.

Ja od siebie mam już właściwie tylko jedno do dodania – milczmy w tej sprawie, zachowajmy cierpliwą ciszę i powiadommy wszystkich dopiero po zapadnięciu wyroku. Bo robienie kolejnego tematu miesiąca z tej rodzinnej tragedii nie ma sensu. W tej sprawie zostało powiedziane już chyba wszystko, co można było powiedzieć. A nawet o wiele więcej.

I nie wymagajmy od innych na siłę współczucia albo zrozumienia, albo chociaż obiektywnego podejścia do kobiety, która nie zadzwoniła nawet na pogotowie, kiedy jej dziecku stała się największa z możliwych krzywd.

Martyna Biesiada

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.