Ratuj Głuszca
marta-fox

Ponad 30 powieści i opowiadań. Dwukrotne Grand Prix w kategorii literatury miłosnej. Polonistka, poetka, dziennikarka, matka. Osobowość tęcza. Autorka takich książek jak: „Kobieta zaklęta w kamień”, „Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych”, a teraz „Zuzanna nie istnieje”- historia rozpalająca nawet najchłodniejsze serca. Subtelna, tajemnicza narratorka życia. Gdzie w labiryntach swej twórczości ukryła się Marta Fox, a gdzie na pewno jej nie ma?

Ile Marty Fox w bohaterkach jej powieści?

Najwięcej szczegółów z osobistego życia zdradziłam w „Świętej Ricie od Rzeczy Niemożliwych”. Do teraz niektórzy myślą, że się niesamowicie otworzyłam, ale to nieprawda, bo nawet jeżeli się zwierzam w książkach, to jest to przecież zwierzenie od początku do końca kontrolowane. Nie „chlastam” gębą, nie powiem czegoś, czego bym powiedzieć nie chciała.
Ile jest w książkach tych historii z autopsji, a ile konfabulacji, co w Pani prozie jest prawdziwe?
Fabuły wymyślam, natomiast wartości przeze mnie wyznawanych nie maskuję, więc czytelnicy mogą być pewni, że są prawdziwe. Wrażliwości też nie da się ukryć. Żyję, obserwuję, poznaję ludzi, więc do powieści przenikają doświadczenia w podkoloryzowanej różnorako postaci. Nieważne jaka historia kryje się za opowiadaniem, czy jest prawdziwa, czy wymyślona, najważniejsze, by czytelnik znalazł w niej coś dla siebie, by mu otworzyła oczy, by zaczął myśleć o swoim życiu poprzez tę historię i wysnuł wnioski dla siebie. Czytelnik nie jest tylko podglądaczem, ale kimś, kto czyta, by myśleć.
Jedynie książka „Coraz mniej milczenia” ma najprawdziwszych bohaterów – to rzecz o przemocy w rodzinie, cztery autentyczne historie.

Debiutowała Pani jako dojrzała kobieta, czy w początkującej dziennikarce nie kiełkowały już myśli o pisarstwie?

Debiutowałam „literacko”, mając 37 lat, wtedy napisałam pierwsze opowiadanie i pierwszy wiersz. Przygodę z dziennikarstwem rozpoczęłam kilka lat wcześniej, ale dziennikarstwo to użytkowe pisanie, a nie kreowanie światów.
W czasie studiów (filologia polska) pisałam tylko prace semestralne. Możliwe, że miałam wtedy jakieś artystyczne marzenia, ale na pewno je stłumiłam. Byłam wychowywana wedle zasady: „Siedź w kącie, a znajdą cię”, więc do głowy mi nie przyszło, że mogłabym sięgać wysoko, czyli tam, gdzie wzrok nie sięga.
Czy będąc dziewczynką marzyła Pani o byciu Virginią Woolf?
Ho, ho, na pewno wtedy nie wiedziałam, kim była Virginia. Mając lat 13 postanowiłam, że będę nauczycielką polskiego, jak „Siłaczka”. Mojej mamie się to spodobało, bo dwa zawody uznawała za prestiżowe: nauczyciela i lekarza. Jako kilkuletnia dziewczynka chciałam śpiewać, ale szybko zrozumiałam, że to nie jest moją mocną stroną. Dużo jednak czytałam, bo tę sztukę opanowałam już w wieku 5 lat.

Skąd dziennikarstwo?

To przyszło zupełnie naturalnie. Byłam polonistką w liceum i jak w szkole coś ciekawego się działo, to telefonowałam do popołudniówki, wychodzącej w Katowicach – był to „Wieczór” i dyżurujący dziennikarz korzystał z mojej opowieści. Kiedyś odważyłam się i sama napisałam. Od tej pory nawiązałam z „Wieczorem” stałą współpracę. Mój dziennikarski apetyt był coraz większy, więc sięgałam wyżej, zaczęłam pisać dla „Tak i Nie”, ogólnopolskiego tygodnika społeczno-kulturalnego: recenzje, wywiady, reportaże. Tam też opublikowałam swoje pierwsze opowiadanie. W ciągu dwóch lat „zdobyłam” inne czasopisma o charakterze kulturalnym. Marzył mi się dziennikarski etat. Nie dostałam go. I dobrze się stało, bo gdybym wdepnęła głęboko w dziennikarstwo, to nie miałabym czasu na wymyślanie fikcji i może dziś nie byłabym pisarką z wieloma książkami na swoim koncie.

Chyba, że pisarka była w Pani od początku, ale ukryta…

Być może tak właśnie było i kilka lat mojego szaleństwa dziennikarskiego to był wstęp do prawdziwego pisania. Bo przecież w końcu się odważyłam i napisałam opowiadanie „Gra”. Wysłałam go na ogólnopolski konkurs literacki, przyrzekając sobie, że jeśli otrzymam Grand Prix, to będę pisać dalej.
No i stało się, po tej nagrodzie już wiedziałam, że to właśnie chcę robić, czyli pisać.

Może więc pisarzem człowiek się rodzi?

Może rodzi się z umiejętnością specyficznego patrzenia na świat. Pisarz to ktoś taki, kto patrzy na to, na co wszyscy patrzą, a widzi dużo więcej. I sięga głębiej, wyławiając tajemnice z codzienności.

Czy ludzie wysyłają Pani własne prace?

Tak, niestety tak.

Dlaczego niestety?

Chciałabym pomóc, ale dostaję po kilka powieści w miesiącu, więc gdybym chciała je czytać i recenzować, to nie mogłabym pracować nad swoimi projektami. Mogę więc tylko polecić odpowiednie portale literackie, gdzie ludzie piszący wymieniają swoje doświadczenia, mogę polecić konkursy.
Zdarza się też, że prowadzę tzw. warsztaty twórczego pisania.

Jak odróżnić pisarza od grafomana?

Grafoman to na przykład ktoś taki, kto pisze rzewne historyjki i sam nad nimi płacze. A powinno się tak pisać, by do płaczu doprowadzić czytelników, a nie siebie. Pisarz musi być zdystansowany do tego, co napisał. Podobnie aktor nie może przeżywać swojej roli, musi się skupić na tym, żeby dobrze zagrać. I poruszyć widzów.

Pisze Pani literaturę popularną jednak wysokiej rangi, czy nie „korci” Pani by napisać dzieło na miarę Gertrudy Stein?

Gertruda Stein była awangardową pisarką, prowadziła salon artystyczny i namaszczała innych na twórców. Była tak awangardowa, że mało kto jej dzieło do końca przeczytał. Jej przyjaciółka założyła wydawnictwo i wydawała w niewielkim nakładzie tę awangardę. Stein napisała jednak jedną książkę zwyczajną, bez udziwnień „Autobiografię Alicji B. Toklas” i dzięki niej jest autorką czytaną do dziś.
Ja chcę pisać powieści psychologiczno-obyczajowe na odpowiednim poziomie literackim, co mam nadzieję mi się udaje. Chcę być czytana, bo pisarz bez czytelników nie istnieje.

Nie ukrywa Pani inspiracji twórczością Julio Cortázara.

Cortázar mi pokazał, że istnieją inne światy, prócz tego tradycyjnego, w którym zostałam wychowana. Spełniłam się w roli matki i kiedy córki stały się samodzielnymi nastolatkami, mogłam więcej czasu przeznaczyć dla siebie i twórczej pracy, wyjść tym samym poza rolę przypisaną kobiecie ze względu na płeć. Pierwsze opowiadanie „Gra” było inspirowane „Grą w klasy” Cortazara. Cortazar mnie nauczył, że trzeba w siebie wierzyć.

Jak przebiega praca nad książką, trudno pogodzić codzienne obowiązki z twórczością, Pani się to udało.

Pierwsze cztery powieści napisałam w kuchni, gotując obiad na drugi dzień. Pracowałam od 22.00 do 2 w nocy. Postanowiłam, że będę pisała 2 strony dziennie, codziennie. Nieważne, że w nocy. Można się odpowiednio zaprogramować, jeśli się jest upartym i konsekwentnym. Kiedy zobaczyłam, że weszłam na rynek czytelniczy, postawiłam wszystko na jedną kartę, zrezygnowałam z etatowej pracy i zajęłam się tylko pisaniem, bo pisanie jest bardzo zazdrosne. Postanowiłam więc, że sama będę sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Dzisiaj moje córki są dorosłe, mają swoje rodziny i domy. Ja nie muszę pisać książek w kuchni, ani gotować obiadów dla dużej rodziny.
Aby napisać powieść, potrzebuję co najmniej 7 miesięcy intensywnego siedzenia przy biurku. Bo pisanie to kamieniołomowa praca. Oczywiście – mówię o samym pisaniu, kiedy już mam scenariusz całości i pierwsze zdanie.

W tym roku wydała Pani trzy książki, dwie powieści i tomik poezji…Czy ma Pani już kolejne pomysły?

Tak się złożyło, że ten rok jest taki obfity. Ale to nie znaczy, że w ciągu roku te 3 książki zostały napisane. Na przykład tomik poezji powstawał przez kilka lat. Powieść „Zuzanna nie istnieje” oddałam do wydawnictwa w styczniu, ukazała się pod koniec czerwca.
Pisarz to ktoś taki, kto właściwie nie ma wakacji, mimo że na nie wyjeżdża. Trudno wyfrunąć z własnej głowy. Nawet jak leżę pod palmą, to i tak piszę, bo wymyślam.
Mam już plany na kolejne książki, wyobraźni mi nie brakuje. Gorzej z siłami. Od pisania szwankuje kręgosłup. Poza tym lubię po prostu żyć, mam trzech wspaniałych wnuków, lubię po babcinemu podglądać ich świat.

Napisała Pani też kilkanaście powieści dla nastolatków, przez których jest Pani bardzo lubiana. Fragmenty Pani powieści są w podręcznikach, a powieść „Magda.doc” stała się już kultowa.

To prawda, czyta ją już drugie pokolenie. Na moje spotkania przychodzą matki i córki z tą samą książką. Ponoć zrewolucjonizowałam powieść młodzieżową, bo otwarcie mówiłam o sprawach zamiatanych pod dywan. Polska obyczajowość się bardzo zmieniła, ale jeszcze ciągle dużo jest tematów tabu, więc tym samym i ja mam dużo do zrobienia. Dziś nikt się nie nabierze na dydaktyczną literaturę, więc skoro młodzi czytają moje powieści, to znaczy, że odnajdują tam swoje problemy.

Piotr Kupicha jest pani zięciem. Czy zdarza się, że czytelnicy zamiast o Pani autograf proszą o jego?

Piotr jest w naszej rodzinie od czasów klasy maturalnej. To pracowity i konsekwentny chłopak. Rozróżniam, czy ktoś jest moim prawdziwym czytelnikiem, czy fanem Piotra. Prawdziwy czytelnik szuka okazji, by się ze mną spotkać albo pisze list, w którym dzieli się refleksjami na temat przeczytanej książki. Jeśli ktoś pisze „jestem twoją fanką, przyślij mi swój autograf”, to już wiem, że to fan Piotra, a mój podpis chce mieć przy okazji. Czasem do Piotra i Agaty podchodzą dziewczyny z powieścią „Agaton- Gagaton” i proszą o autograf na książce. W powieściowym Wojtusiu odnajdują bowiem Piotra, a w Agatonie Agatę.

Osiągnęła Pani sukces, ma Pani wspaniałą rodzinę, wydaje się Pani kobietą spełnioną, o czym teraz marzy Marta Fox?

Tak, mam kochane i mądre córki, świetnych zięciów i cudownie diabłowate wnuki. Ciągle też mam marzenia, ale ich nie zdradzę, bo…

Więc życzę przynajmniej spełnienia jednego sekretnego marzenia i dziękuję za inspirującą rozmowę,

I ja dziękuję.

Rozmawiała Aneta Bulkowska

Komentarzy: 13 w artykule: ”Sama sobie sterem, żeglarzem, okrętem – rozmowa z pisarką, Martą Fox”

  1. Madzik pisze:

    uwielbiam książki pani Marty! „Zofia nie istnieje” to najlepsza powiesc jaka do tej pory przeczytalam, wzruszajaca, prawdziwa i szczera, cudowna!

    • Monika pisze:

      Zuzanna nie istnieje, a nie Zofia.
      Ja też tę powieść uwielbiam. To pisarka, która świetnie pokazuje psychikę bohaterów. I w dodatku pisarka bezpruderyjna, ma odwagę pisać o tym, jak ważna jest nasza seksualność i ze wyrzekanie się jej nic dobrego nie przynosi. Po prostu: kobieta nie musi się już wstydzić swoich żądz i może sama wybierać. Nareszcie. A nie tylko czekać na księcia, który ją znajdzie albo nie znajdzie.

  2. Kasienka pisze:

    Dokładnie Moniko masz rację,zerwanie z tabu. Powieści Pani Marty przypominają mi prozę Doris Lessing, którą uwielbiam!

  3. Monika pisze:

    Doris Lessing? Czytałam kilka ksiazek tej pisarki, ale jakoś nie mialam podobnych skojarzen. Lessing to Noblistka. Ale…poezja Marty Fox na pewno zasługuje na największe wyróznienia. Tyle ze Marta Fox, choc podkresla, ze jest najpierw poetką, to jakoś nie „lansuje się” jako poetka. Na spotkaniu, na ktorym bylam, powiedziala, że lubi swoje wiersze i dlatego trudno jej się z nimi rozstawać. Bo gdy je wydrukuje, to się rozstaje. Poza tym: z powieści żyje, a poezja to dla niej święto.

  4. Jola pisze:

    Pani Fox to bezbożnik, do kościoła nie chodzi i jeszcze się tym chwali.

    • Tess pisze:

      No moje gratulacje! To dopiero rzeczowa wypowiedź o twórczości Marty Fox…Daj Boże więcej takich uczciwych, wrażliwych i utalentowanych bezbożników. Amen

  5. barbara pisze:

    Książki Pani Marty wyciągnęły mnie z depresji, pokazały że można żyć inaczej pełnią życia, wspaniałe, mądre o kobiecych rozterkach zmuszające do refleksji

  6. nba 2k16 mt seller…

    I love the info on your web site. Thanks a ton.|…

  7. COUNTERSTRIKE pisze:

    COUNTERSTRIKE…

    Terrific Web-site, Continue the very good work. Thanks a ton!….

  8. CSGO pisze:

    CSGO…

    Regards for sharing this superb web site…

  9. CSGO pisze:

    CSGO…

    Love the site– very user friendly and great deals to see!…

  10. CSGO pisze:

    CSGO…

    Surprisingly user friendly site. Great details readily available on couple of clicks…

  11. game pisze:

    game…

    Wow because this is great job! Congrats and keep it up…

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.

  • R E K L A M A

    Oxford school od english Bacom