Ratuj Głuszca
zwiazek

Szczypta kompromisu, nuta inicjatywy, dwie krople goryczy, łyżeczka zazdrości, gotować na wolnym ogniu do wyparowania.

-         Jak państwo to robią, że po tylu latach nadal się kochacie? – spytałam staruszków przytulających się na ulicy. Zawsze chciałam o to zapytać, wierząc, że są w posiadaniu jakiegoś tajemnego sekretu na miłość.

-         A nie – uśmiechnęła się ciepło kobieta – Poznaliśmy w sanatorium dwa miesiące temu, od razu wiedziałam, że Jurek to jest to.

-         Tak, tak – pogładził ją po dłoni jowialny staruszek – zostawiłem dla niej żonę po 40 latach, wyobraża sobie pani? To dopiero miłość.

- On ją musi naprawdę kochać – szepnęła do mnie druhna, wycierając kątem chusteczki zapłakane oczy.

 

To była ceremonia jak z bajki. Podobne widuje się na filmach. Jako osoba towarzysząca nie bardzo orientowałam się w relacjach, ale za to obiektywnie mogłam się przyjrzeć i przyznam szczerze, że nie widziałam by ktoś był, aż tak zakochany. Z Pana Młodego emanowała pewność siebie. Przez całą przysięgę głos nawet się nie zawahał, Panna Młoda uśmiechała się naturalnie odsłaniając wybielone pod kolor sukni zęby, kwintesencja szczęśliwości.

Potem było wesele, huczne zabawy, tańce. Pan Młody przez cały wieczór na rękach nosił Panią Młodą. Obrazek malował się  barwami szczęścia, a przy tym zdroworozsądkowo. Dwóch dojrzałych ludzi, podjęło dojrzały wybór o tym, że pragną dojrzeć razem. Wzruszający widok i z tego co widziałam tylko nielicznym udało się powstrzymać łzy.

-         No a teraz toast za Państwo Młodych – oderwał się ktoś od stolika, było już grubo po dwunastej i niektórzy goście rozeszli się już do swoich pokoi.

-         Ale gdzie jest Pan Młody? – nagle ktoś spostrzegł, że od dobrych kilku chwil  Panna Młoda siedzi przy stole sama.

W między czasie postanowiłam skorzystać szybko z toalety, zanim znów nas nie wciągnęli w różne weselne zabawy w stylu paradowanie z peruką czy zajmowanie krzesełka w szalonym tempie. Weszłam do pierwszej wolnej kabiny, kiedy dobiegły mnie znajome głosy z sąsiedniej kabiny. Niemal od razu rozpoznałam głos druhny i kawałek jej atłasowej, łososiowej sukienki  zsuniętej na ziemię nachalnie przeciskającej się przez wąską lukę do mojej toalety. Maksymalnie podkuliłam nogi udając swoją nieobecność. Po kilku dobrych minutach przez uchylone drzwi spostrzegłam znikające plecy Pana Młodego oraz druhnę poprawiającą przed lustrem sukienkę.

-  No to co, toaścik?

- To mój chłopak – oznajmiła Monika.

Tak to był jej chłopak. Czarna czupryna zarzucona luźno do tyłu, szczupła sylwetka i bystre oczy. Na oko dobry gatunek.

To było ich pierwsze oficjalne spotkanie przy ludziach. Na początku związku wcale nie chce się wychodzić z domu, ani dzielić cennego czasu we dwoje, ale w końcu Monika zdecydowała, że powinien poznać jej znajomych.

Mija wieczór, kończy się kolejna butelka szampana. Monika opowiada gościom historię ich wspaniałego związku, wtóruje jej Adrian, są jak zakochane gołębie, widzę jak niemal wynosi ją na piedestał, wygłasza pean na jej cześć, wspaniały związek, czyli jednak istnieje prawdziwe pokrewieństwo dusz. Robi się późno, a tu nikomu nie chce się jeszcze zbierać do domu. Nagle czuje jak czyjaś ręka ląduje na mojej nodze. Wszyscy są zajęci opowieściami Moniki, ma talent do opowiadania historii, proste wydarzenie potrafi przemienić w najbardziej malowniczą historię, bez konfabulacji. Szukam właściciela dłoni.

-         Jesteś niesamowita –szepcze ciepły głos Adriana zanim na dobre upewniam się, że jego twarz przełamała granice mojej osobistej przestrzeni.

-         A  teraz pokaże wam zdjęcia z Egiptu – oznajmia wesoło Monika i zaczyna majsterkować przy dvd.

Czy istnieje skuteczny przepis na związek? Czy wystarczy pocałunek pod jemiołą, przeniesienie przez próg oraz, że cię nie opuszczę, aż do śmierci? Pewnie nie, ale zawsze można zostać singlem, albo po prostu singlem w związku.

Aneta Bulkowska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.