Ratuj Głuszca
uscisk

Nie, to nie żart, nie upadłem jeszcze na głowę, nie straciłem przytomności, a po ocknięciu się w mojej psychice nie nastąpiły nieodwracalne zmiany. Poniedziałkowe przedpołudnie spowodowało, że zacząłem gloryfikować ten tym „umów”. Oczywiście nie mam tu na myśli wszystkich aspektów, tylko pewną ich część. Bo tak naprawdę nie ma, co porównywać mercedesa do punto. Ale po kolei.

Chodzi mi o ten zapis w umowach np. „o dzieło”, który nie przewiduję obowiązkowej składki zdrowotnej i emerytalnej. Do dzisiaj nawet nie sądziłem jak doskonałe jest to rozwiązanie. Coś cię boli idziesz do lekarza, prywatnego oczywiście. Takiego, co to musi się starać o klienta, jak każdy przedsiębiorca, sklepikarz, czy straganiarz. Takiego, który żyje ze swoich klientów. A nie takiego z nadania NFZ-tu. Tam wszechobecne kolejki, zapisy i nieśmiertelne „Panie zrób to jak dla siebie”. Bo, po co się taka przychodnia ma starać o klientów, skoro przed otwarciem gabinetów oni już tam są.

Dziś musiałem skorzystać z takiej prywatnej wizyty. Ząb od kilku dni męczył niemiłosiernie, nie dawał spać, a o jedzeniu też nie mogło być mowy. Wstałem i na „autopilocie” udałem się do najbliższego stomatologa. Zupełnie jak za potrzebą w miejskim WC. Zrobić swoje, zapłacić i pójść dalej. Bez umawiania, dzwonienia i oczywiście kolejek. Tak po prostu z ulicy. Serdeczne panie przyjęły mnie bez niepotrzebnych pytań. Wszystko szybko, schludnie, profesjonalnie z uśmiechem na ustach. Pań oczywiście, nie moim. W familiarnej atmosferze, wręcz zostałem już mężem ich córek. Koszt usługi 50zł

Prawda, że nie jest to duża kwota za profesjonalną usługę? W tym momencie nasuwa się oczywiste pytanie. Dlaczego z mojej pensji, gdy jestem zatrudniony na umowę o pracę muszę oddawać wilczą część na nierentowne, kolejkowe przybytki zdrowia. I jest to kwota zdecydowanie przekraczająca 50zł. Tyle też kosztuje miesięczna składka w prywatnej ubezpieczalni zdrowotnej. Jest to oczywiście pakiet podstawowy, ale jak chce się skuteczniej zabezpieczyć, to wykupuje takie droższe. Pakiet maksymalny, by nikogo nie zdziwić kosztuje mniej więcej tyle ile miesięczna składka zdrowotna na ZUS. Z tą jednak różnicą, że te pieniądze są realnie wyjmowane z mojej kieszeni, a nie jak w przypadku obowiązkowych świadczeń jako podatek ( haracz ). Dzwoni taki delikwent, mówi, co go boli i już ma umówioną wizytę.

Przypomina to trochę zakłady weterynaryjne. Coś się dzieję naszym milusińskim. Jeden telefon i już problem z głowy. Czemu nikt nie mówi o nierentownych weterynarzach, kolejkach do zabiegów, czy obowiązkowych składkach zdrowotnych dla naszych czworonogów?!

I jeszcze słów kilka o emeryturach. Pracujemy na normalnym etacie, by w wieku 67 lat, co miesiąc dostawać np. tysiąc złotych. Czemu taką, a nie inną kwotę? Może w maju potrzebuje akurat 2 tysiące moich ciężko wypracowanych pieniędzy, a w czerwcu już tylko 500zł. Prawda, że jawna niesprawiedliwość. A jeżeli uczciwie przepracujemy do emerytury i nie przehulamy oszczędności, to na starość będziemy cieszyć się pieniędzmi jakkolwiek zapragniemy tego. Dlatego nie zrażajmy się umowami śmieciowymi, nie są takie straszne jak się z początku wydaje. Kto żyw ubezpieczać się prywatnie, oddawać 230zł takiej organizacji i mieć spokój z kolejkami i nieprzychylną służbą zdrowia, oszczędzać, nawet niewiele, by na starość cieszyć się zdrowiem i zasobnym kontem, czego wszystkim serdecznie życzę…

Paweł Kamiński

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.