Ratuj Głuszca
magister

Było o maturzystach, więc teraz będzie o studentach i przede wszystkim absolwentach. Tych z tytułami i głowami pełnymi pomysłów, lecz pustymi kieszeniami. Prawda, że coś tu nie gra. Po skończeniu dobrego liceum idziemy na elitarny kierunek studiów w nadziei, że po jego skończeniu znajdziemy wymarzoną pracę. Po pięciu latach jesteśmy magistrami i na tym koniec. Zamiast drzwi do kariery coraz częściej widzimy te od Urzędu Pracy.

Taki właśnie czarny scenariusz powielają absolwenci każdej polskiej uczelni. I kto jest temu winien zapytacie. Wszyscy, choć nikt tego głośno nie powie. Studenci, którzy niestety zaczynają swoją przygodę uczelnianą z roku na rok są coraz mniej rozgarnięci. Wiedza, jaką dysponują jest wielce ograniczona, a ostatnia klasa liceum jest przeznaczona tak naprawdę na przygotowanie do matury. To wszystko uczy tylko dziadostwa i z takim nastawieniem przychodzi się na studia. A tam to już migać się można przez pięć lat do woli. Sam miałem okazję poznać takich filologów, co to przez całe studia nic nie napisali, a później z dyplomem szli do redakcji dzienników i nawet portier ich nie chciał wpuszczać i z nimi rozmawiać. Szok.

Ale jak studenci dzielą się na tych, co się kształcą i tych, co migają od zajęć. Tak również uczelnie nie są idealne, a perspektywy po ich skończeniu świetlane. Bo jakie perspektywy może zaoferować taki Uniwersytet, gdy nie jest w stanie ich zagwarantować swoim pracownikom. I taki profesor, czy doktor, by nie klepać biedy musi posiadać po kilka etatów w różnych miejscach często i miastach. Idealny przykład dla młodego naukowca.

Uczelnie też poziomu wysokiego nie trzymają, bo musiałyby skreślić ze swoich list ponad połowę studentów. Tego oczywiście nie zrobią, bo z nich się utrzymują. Te państwowe w zależności o ich liczby dostają odpowiednie dotacje, a prywatne wiadomo – czesne. Więc zamiast kształcić elity i przygotowywać najlepszych, dbać o prestiż, muszą dewaluować swoje standardy dla tych nawet nieprzeciętnych. To dzięki nim utrzymują się na powierzchni w czasach niżu demograficznego. Niestety interes uczelni jest ważniejszy o interesu absolwenta.

Ale są też plusy. Środowisko akademickie to również nieograniczona liczba kontaktów z ludźmi na poziomie. To właśnie znajomości wyniesione z uczelni w przyszłości będą procentować na rynku pracy. Najlepiej szybko wkręcić się do Samorządu Studenckiego, jakiejś organizacji uczelnianej, czy koła naukowego. Twoi przyszli koledzy z pracy już tam są. A w tych organizacjach nauczymy się wszystkich socjotechnik i najnowszych trendów w lizaniu du….Tak moi drodzy, takie organizacje to siedlisko karierowiczów za wszelką cenę. Jak komuś to pasuje, zapraszam.

Grzechy zaniedbań uczelni są bardzo duże i tak naprawdę wypuszczając absolwenta na rynek pracy proponują produkt pracownikopodobny. Jest to analogiczne z rodzimymi piłkarzami. Gdy grają w kategoriach juniorskich, to podobnie jak gimnazjaliści, czy licealiści jakieś sukcesy osiągają, są cenieni i wróży im się świetlaną przyszłość. W seniorach znaczą już mniej, nie grają w najwyższej klasie rozgrywkowej, a na arenie międzynarodowej, to tylko skutecznie ogrzewają ławki rezerwowych. Za winnych takiego stanu rzeczy obarcza się PZPN (Ministerstwo Oświaty) Wydział Szkolenia (Uniwersytety) i Trenerów (wykładowców). Niestety najbardziej jest widoczny produkt końcowy, finalny, ale jak nie wiemy, co począć z tymi, co na szczytach, to może problem tkwi gdzieś u podnóża? W piłce już to zauważyli i setki Orlików dają nadzieję na zmianę.

Paweł Kamiński

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.