Ratuj Głuszca
pkp_dowrzec

Katowice dorobiły się nowego dworca. Na miejscu powojennego brutala stanął funkcjonalny i nowoczesny budynek. Każdy, kto miał zaszczyt gościć na starym dworcu od razu dostrzeże, jak wielka przemiana w tym miejscu się dokonała. Jest czysto, schludnie i estetycznie, ale nie wszyscy są zadowoleni z nowej konstrukcji. O brutalistyczne kielichy toczyły się spory owiane sławą na całą Polskę. Wielu twierdzi, iż na tradycyjnym budynku dokonano gwałtu. Ten masyw, który się tam “wlał” na ulicę między 3-go Maja a Młyńską jest dla mnie nie do pojęcia – mówi Jadwiga Lipońska-Sajdak, dyrektor Muzeum Historii Katowic.

Zdania są podzielone, bo rzeczywiście jest ładnie i przyjemnie. Jeszcze do niedawna katowicki dworzec dosłownie straszył, a czekanie w nim na pociąg było prawdziwym surwiwalem. Teraz po dawnych przeżyciach ani śladu. Mimo to pozostaje pewien żal, bo dawny dworzec był wizytówką miasta, najlepszym przykładem brutalistycznej architektury w Polsce. Teraz mamy kolejną uniwersalną przestrzeń, która choć miła dla oka nie wyróżnia się już niczym spośród innych. Mieszkańcy Katowic i znawcy tematu mówią, że przecież nie o to chodziło.

dr Aneta Borowik z Zakładu Historii Sztuki na Uniwersytecie Śląskim. Czuje się na nowym dworcu bardzo dobrze i choć ogromnie cieszy się z postępu i zmian, jakie się dokonały to dodaje jednak, że dworzec z lat 60.: „Był największą, najlepszą realizacją brutalizmu w całej Polsce. zaprojektowany przez warszawskich Tygrysów, młodych architektów, którzy odnosili wiele sukcesów w kraju i za granicą. Stworzyli wyjątkowy obiekt obrazujący pewien ważny nurt w rozwoju architektury lat 60. Katowicki dworzec reprezentował znakomitą architekturę, której się pozbyliśmy. Nieważne, czy te kielichy stoją czy też nie, tego budynku już nie ma”.

Wszystko przez Galerię Katowicką, która choć uznawana za trafną inwestycję poważnie zaingerowała w infrastrukturę miasta. Sam dworzec nawet po odbudowie kielichów dałoby się przeżyć, niemniej wyprzedzające go monstrualne trzykondygnacyjne centrum handlowe przytłoczyła secesyjne kamieniczki poważnie zmieniając charakter miasta. Katowice czekały na rynek, ale ten projekt zaskoczył chyba wszystkich. Do tego dochodzi pasaż dworca, który przemienił się w centrum handlowe. Co dwa kroki możemy przysiąść w przytulnej kafejce, w McDonaldzie, kąciku prasowym, albo zrobić szybkie zakupy.

- Dla mnie to miejsce po prostu przestało być dworcem, a stało się galerią handlową z kasami PKP. Nie chciałbym być nadmiernie krytyczny, bo oczywiście widać korzystne zmiany: jest ładniej, czyściej i jaśniej, natomiast nadal utrzymuję stanowisko, że wystarczyłoby umyć stary dworzec – opowiada młody architekt Aleksander Krajewski, współzałożyciel i prezes zarządu Fundacji Napraw Sobie Miasto, który dosłownie walczył o pozostawienie oryginalnych kielichów.

- Nowy dworzec nie wywołuje fali zachwytu i pewnie poza granicami Polski nikt o nim nie usłyszy, bo nie ma w nim nic nowego w sensie architektonicznym poza dodatkową funkcją handlową, która go zdominowała – dodaje.

Dziś rozprawiamy nad estetyką nowego dworca, ale czy ktoś pamięta, że jeszcze przed brutalem w Katowicach funkcjonował piękny, zabytkowy dworzec, który dziś niszczeje? To właśnie stary dworzec był prawdziwą wizytówką miasta, jak zresztą dworce kiedyś. Dyrektor Muzeum Historii Katowic Jadwiga Lipońska-Sajdak pamięta, że dawniej dworzec nie był dostępny dla każdego, a żeby odprowadzić bliskich na peron trzeba było wykupić peronówkę.

Nie było możliwości, żeby sobie pochodzić po dworcu, zrobić zakupy, chociaż oczywiście na dworcach były restauracje, kioski. Ale na dworzec mógł wejść tylko obywatel z biletem. W starym dworcu zbudowanym w 1859 roku i rozbudowanym w 1905 były trzy restauracje – dla każdej kategorii klientów inna. Dla klientów pierwszej i drugiej klasy wagonów – jedna restauracja: elegancka, luksusowa, droga. Dla uboższej ludności były bary, ale żeby do nich wejść, jak i na sam dworzec, nawet w celu odprowadzenia rodziny na peron, trzeba było okazać bilet. Nie było, więc osób, które chcą nocować, przeczekać trudne momenty, wspomina.

Dworce mają to do siebie, że stają się wizytówkami miasta, bo są pierwszym wrażeniem po opuszczeniu wagonu. Mimo problemów PKP i ciągłych opóźnień tysiące ludzi wytrwale podróżuje koleją, do tej pory dojeżdżający i wyjeżdżający z Katowic nie mieli lekko. Przemierzenie ciemnych, obskurnych korytarzy nie napełniało entuzjazmem a o samych Katowicach – stolicy Śląska nie świadczyło dobrze. Mimo to wynikało to z wieloletnich zaniedbań PKP, które jest właścicielem dworca w związku, z czym nawet miasto nie mogło finansować remontu, a nie fatalnej architektury, która została potraktowana jakby taka właśnie była. Jest pięknie, ale czy o takie piękno naprawdę nam chodziło?

Aneta Bulkowska

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.