Ratuj Głuszca
studenci

Uczelnie prześcigają się w ofercie juwenaliowej dla swoich studentów. Chcą zaprezentować się jak najlepiej, a na swoich imprezach gościć jak najwięcej osób. Jednak coraz częściej próżno szukać na nich studentów.

Bo każdy student wie i powtórzy, że najlepszym okresem na studiach jest sesja. Nie, to nie żart, bo taka sesja trwa blisko miesiąc, a wtedy jest całe multum okazji, by się dobrze bawić. Zdałeś egzamin – pijesz, oblałeś, to tym bardziej powinieneś zapić smutki. Coś pięknego, prawdziwa sielanka. Sielanka, którą brać akademicka potrafi sobie sama zorganizować, nie potrzebując do tego uczelnianego zadęcia.

Inaczej jednak rzecz się ma z imprezami juwenaliowymi. To wtedy organizację studenckie, powołane chyba tylko po to, by mieć „imponujący” wpis w CV, dwoją się i troją, by przyciągnąć jak najwięcej, osób na swoje imprezy. W myśl staropolskiej zasady „zastaw się a postaw”. Warszawskie Ursynalia na kampusie SGGW trwały od 1 do 3 czerwca, gromadząc kilka tysięcy fanów pod sceną, a na niej gwiazdy jak na porządnym festiwalu metalowym. Prym wiodły Slayer, In flames, Nightwish, czy Limp Bizkit. Dla przyjezdnych pole namiotowe, budki z wszechobecną kiełbaską, czy piwem. Pięknie, studenci, czy większość, to właśnie wy? Śmiem twierdzić, że nie. Może uciekliście do Jaworzna, gdzie w tym samym czasie odbywał się Metalfest. Również trzy dni, gwiazdy na scenie, piwo i kiełbasa wokół. Kaliber gwiazd: Megadeth, Kreator, czy Soulfly, robią porównywalne wrażenie.

Jak widać juwenaliowe imprezy przypominają, a nawet przewyższają rozmachem rodzime festiwale. Jednak nie ma się, co dziwić w dobie niżu demograficznego, gdzie każdy student jest na wagę złota, uczelnie walczą zaciekle. W końcu trzeba dotrzeć do jak największej rzeszy ludzi. Rodzice po takich juwenaliach chętnie wybiorą drogę życiową swoich pociech. Za to pociechy pochwalą się, że mają plan na życie. I uczelnia już wybrana. Pociechy, czy niepełnoletni, to już chyba docelowy target Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Wiadomo, że im szybciej taki młokos zdecyduje się na studia, tym lepiej. Inwestycja w dzieci, to ponoć najlepszy kapitał na przyszłość. Na tamtejszych juwenaliach próżno szukać było studentów. Dominowali za to gołowąsy, co to jeszcze mutacji nie przechodzili. Podróż autobusem na odległą od centrum Ligotę, gdzie na kampusie UŚ miał grać hip-hopowy Grubson, przypominała prawdziwą drogę krzyżową. Bo za jakie grzechy człowiek musi słuchać w przeogromnym ścisku okrzyku, „Kto nie skacze, ten z policji, hej”. I tak pół godziny. Żal i rozpacz. Zwłaszcza, że na miejscu to właśnie oni dominowali, a nie studenci. Parafrazując klasyka – Jana Zamoyskiego: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” życzymy Uniwersytetowi Śląskiemu wszystkiego dobrego, bo widać, że w najbliższym czasie będzie im ono potrzebne.

Aha, tak na marginesie. Mój młodociany kolega, bo raptem 18 lat i jeszcze nie student. W przyszłości marzy właśnie o UŚ. Chwalił się jak to dobrze bawił się na Juwenaliach Śląskich, narzekał jedynie, że jak wracał został spisany przez Policję. Nie tylko on zresztą. Brawo, panowie mundurowi, wam nikt nie podskoczy…

Paweł Kamiński

Autor wpisu: ag

Jeden komentarz :) w artykule: ”Nowa świecka tradycja”

  1. mariusz pisze:

    Kiedyś juwenalia były podsumowaniem roku studenckiego, dzisiaj to masowa impreza dla wszystkich, żadne wyróżnienie

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.