Ratuj Głuszca
kibic

Kolejna skandaliczna decyzja Polskiego Związku Piłki Nożnej stała się faktem. Najbliższy mecz sparingowy nasza reprezentacja nie zagra na którejś z aren Euro, tylko w Bydgoszczy, gdzie stadion nie ma nawet dachu.

Już przed turniejem wielu krytyków się zastanawiało, co się stanie ze stadionami, które zostały wybudowane specjalnie na Euro. Spora część z nich uważała, że tam, gdzie nie ma wielkiej (bo niby w naszym kraju gdzieś jest takowa) piłki, czy markowej drużyny klubowej, to taki stadion będzie świecił pustkami. Jedynym ratunkiem dla aren, które powstały za setki milionów złotych miały być mecze reprezentacji narodowej. Reprezentacji, której podczas turnieju tak niewielu miało okazję oglądać na żywo. Wszak bilety można było nabyć bądź drogą losowania logując się uprzednio na specjalnych stronach internetowych, albo wygrywając w licznych konkursach, które organizowali oficjalni sponsorzy. O normalnej dystrybucji nie mogło być mowy. Przekonali się o tym nawet piłkarze i ich rodziny, dla których zabrakło biletów w puli PZPN.

Brawo panowie działacze, idealny pomysł, by zorganizować mecz naszej narodowej na przestarzałym obiekcie w Bydgoszczy. Cała Europa jest zachwycona stadionami w Warszawie, czy Gdańsku, który Włosi uznali za najpiękniejszy ze wszystkich na turnieju. Więc jak już Europa jest nami oczarowana, to czemu nie oczarować Afryki, tej południowej, bo właśnie z Republiką Południowej Afryki zagramy najbliższy mecz towarzyski w naszym kraju. Dla niewtajemniczonych, to dwa lata temu na afrykańskich stadionach biegali najlepsi piłkarze globu, jak obecnie europejska elita w Polsce. Oni, również dokonali słynnego „skoku cywilizacyjnego”. Wybudowali stadiony, hotele, wyremontowali drogi i lotniska. I zrobili to sami, nie mieli do pomocy współgospodarza, który część obowiązków organizacji turnieju wziął by na siebie. W naszym przypadku zrobiła to Ukraina.

I jakież zdziwienie pojawi się na twarzach piłkarzy RPA, gdy zamiast grać pod dachem ( bo zasuwany ) Stadionu Narodowego w Warszawie w ogóle tego dachu nie zobaczą. W Bydgoszczy tylko część i to niewielka jest zadaszona. Ale jak już taki kibic przyzwyczai się do kapiącego deszczu na głowę, to jeszcze większy problem będzie miał z odległością. Nie mam tu na myśli odległości geograficznej między obu krajami i związanymi z nimi problemami transportowymi, a odległością trybun od murawy. Stadion w Bydgoszczy, „prawdziwy kolos”, ma bieżnie i jest bardziej stadionem lekkoatletycznym niż piłkarskim. Ale co tam kibic piłkarski w naszym kraju jest kibicem szalonym, nawet po porażce śpiewa, że „nic się nie stało”. Tak, mimo że został im zaserwowany kiepski film podczas turnieju, ale przynajmniej obejrzany ( jak już się widziało na stadionie) w nowiutkim, pachnącym jeszcze świeżością kinie. Prawda, że lepiej jest obejrzeć kiepski film w komfortowym multipleksie, gdzie fotele są wygodne, ekran krystalicznie wyraźny,  głos poraża decybelami, a toalet jest tyle, że nie wiemy, którą wybrać. Nie będę się spierał z fanami niszowych kin, bo i oni mają swoje racje. Ale w tym przypadku racja może być tylko jedna. Takie mecze muszą być rozgrywane na Arenach Euro, albo przynajmniej na tych stadionach, które w ostatnim czasie zostały wybudowane, bądź wyremontowane. Inaczej znów stanie się modne powiedzenie, że „jesteśmy sto lat za murzynami”. A jak nie sto lat, to na pewno już dwa, bo oni po skończonym mundialu dalej wykorzystują areny tej wielkiej imprezy na mecze swojej reprezentacji. My jak widać nie. Ale kto tam bogatemu zabroni…

 Paweł Kamiński

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.