Ratuj Głuszca
boks

Każdy z nas je ma i chciałby się zrewanżować. Pokazać drugiej stronie, że też może oddać, mimo że przeciwnik większy i silniejszy. Urzędnikom za opieszałość i godziny pracy, takie, że trzeba brać wolne specjalnie dla nich. Lekarzom za kolejki i specjalne listy „zakopertowane” z wyrazami wdzięczności i pozdrowieniami. Listonoszom, co ochoczo z rentą, wpadną nawet na 10 piętro wieżowca, gdzie winda zepsuta, natomiast na parter już się nie pofatygują z paczką, tylko od razu wypisują awizo. Z teściową, za to, że w ogóle jest…

Tak wyglądają nasze heroiczne zmagania dnia codziennego. Dnia, którego to my jesteśmy bohaterami i zwycięzcami. Bo wygrać z urzędem, biedą, czy skretyniałym szefem, to jak zgarnąć laur olimpijski. Z tą jednak różnicą, że za nasze osiągnięcia nie dostaniemy państwowej emerytury jak sportowcy za złoty medal. Ale nie przejmujemy się tym, jesteśmy zaprawieni w bojach. Na czas igrzysk zamieniamy się rolami, przez najbliższe dwa tygodnie nie ścigamy się z nikim, nie startujemy w wielobojach otaczającej nas głupoty, rozsiadamy się spokojnie w fotelach i oglądamy innych. Taki czas zdarza się raz na cztery lata. I właśnie od dziś możemy zacząć świętowanie. Chleba nazbieraliśmy. Igrzyska czas zacząć!

A na olimpiadzie wszystko, to czego, na co dzień nie uświadczymy. Duch rywalizacji, czysta sportowa walka bez dopingu. Nieprzekupni sędziowie i działacze, hojni sponsorzy. Wszystko pod hasłami zwalczającymi rasizm i pochodzenie. Pełna integracja pod flagą z pięcioma kółkami…Spokojnie, tylko na dwa tygodnie.

Najważniejsze w tym całym zamieszaniu są jednak emocje. A one mogą nam dostarczyć jedynie starcia gigantów. Na kortach, halach, czy bieżniach walczyć będą współcześni gladiatorzy. Oni są tak naprawdę solą igrzysk – sportowcy. Sportowcy, którzy są u szczytu, wytrenowani do kresu możliwości. Są jednak tacy, którzy już szczyt mają dawno za sobą. Jednak i oni będą chcieli raz jeszcze stanąć w błysku fleszy i pokazać nam jak wielcy są, a raczej byli. Mam tu na myśli bokserów, o których już dawno zapomnieliśmy: Andrzej Gołota i Riddick Bowe.

Tak, to nie żart w dniu rozpoczęcia sportowego święta gruchnęła wiadomość, że ci dwaj emeryci znów powalczą. 3 listopada odbędzie się Gala w łódzkiej Atlas Arenie, będzie nosiła nazwę „Unfinished Business”, czyli „Niedokończone sprawy”. Gołota walczył z amerykańskim pięściarzem dwukrotnie w 1996 roku. W obu walkach prowadził na punkty, ale obie skończyły się dyskwalifikacją Polaka, który uderzał poniżej pasa. Tym razem panowie nie będą boksować, a walczyć na zasadach wrestlingu w specjalnie przygotowanej stalowej klatce.

Mam tylko nadzieje, że cała ta gala nie odbędzie się z braku zainteresowania. Choć znając życie będzie biła rekordy popularności niczym rodzime komedie romantyczne. Wszystkie są powtarzalne, wtórne i często parodiują same siebie. Tak właśnie będzie z tą walką. Będzie parodią nas samych z lat 90, kiedy to wstawaliśmy o 4 rano, by obejrzeć gladiatorów boksu. Cała Polska wtedy żyła tymi walkami. Oglądanie po 16 latach tych samych, ale jednak trochę innych panów będzie spektaklem żenującym. Trochę jak tegoroczny koncert Guns`n`Rosses w Rybniku. Młodzi byli zachwyceni spóźnionym o ponad 2 godziny, starszym i grubszym Axlem, ale ci, co pamiętali idola z młodości znacząco pukali się w głowę. Oddajmy, zatem młodym areny, to jest ich miejsce i czas. Bo już za dwa tygodnie wracamy do naszych życiowych startów, potyczek i wielobojów.

Paweł Kamiński

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.