Ratuj Głuszca
love

Dla głupich z miłości

Do czego zdolny jest zakochany człowiek? Do rzeczy jakich w stanie normalnym (czyt. przyziemnym) nigdy by się nie posunął. Pod wpływem emocji działa się w letargu, somnambulicznym śnie, narzuca się jak kot w rui, poświęca jak Wokulski, zapomina o sobie.

-         Ewka, na głowę upadłaś? – spytałam koleżanki drukującej sms-a z prośbą o spotkanie do faceta, który ewidentnie ją olał miesiąc wcześniej.

-         Wiem, wiem że nie powinnam tego robić, ale nie mogę, a jeżeli on mnie naprawdę kocha?

Ewka nie mogła zrozumieć, że on prawdopodobnie kocha również i Kasię i Oliwkę i może Adele i że jego słownik z hasłem: miłość różni się przekładem i wydawnictwem, a mimo to gotowa byłaby mu wybaczyć tę podzielność uwagi, byle choć na chwilę znów zamyślił się na niej.

-         Wiesz on jest taki…

-         Jaki?

-         Opanowany.

Opanowany i zrównoważony, przeciwieństwo neurotycznej Ewy w jego towarzystwie wpadającej w prawdziwy popłoch. Na co dzień poukładana, szalenie ambitna i rozstawiająca podwładnych po kątach teraz siedziała jak skulona mysz obgryzając paznokcie i jak nastolatka układająca w głowie sms-a który miałby odmienić jej życie. Szczególnie, że zostawiła dla niego nie spóźniającego się Piotra, Piotra który czeka z kolacją i Piotra nie widzącego niczego poza Ewą – nudnego Piotra, któremu w jej mniemaniu niszczyła życie.

Adam pewnie w tym samym czasie siedział na imprezie i zastanawiał się jak wyrwać tą śliczną brunetkę przy barze. I myślał o wszystkim prócz spotkania z Ewą, bo i po co psuć sobie życie skoro jest mu tak dobrze, szczególnie że Ewa zaczęła przy nim „mięknąć”, wyczuł to na kilometr. Ewa bowiem – o czym nie mógł wiedzieć — już po pierwszym spotkaniu widziała jak się razem starzeją. Skoro kupił jej kwiaty, przepuścił w drzwiach, zabrał na romantyczną kolację i cały wieczór słuchał o jej kotku mruczku to znaczy, że tak już będzie zawsze. Oczywiście, że nie wykluczała komplikacji. W końcu na drodze do miłości stoi wiele przeszkód : jego eks, obecna i wspaniałe (wolne) życie.

Całą noc czytała horoskopy, sprawdzała dopasowanie ascendentu, obliczała liczbę życia, nawet mieli tyle samo liter w drugim imieniu i nazwisku, a więc jak to inaczej nazwać niż przeznaczenie? Ponad tysiąc złotych wydzwoniła na wróżki, które przepowiedziały, że pomimo licznych przeszkód ich drogi się skrzyżują, było coś o dacie ślubu. Ewa nie chce nikogo więcej. Inteligentna, piękna przyciągająca mężczyzn jak magnes wybrała tego, który wykazuje najmniejsze nią zainteresowanie.

Pokrótce przyszła odpowiedź: Cześć Kotku, właśnie myślałem o tobie – Ewa pisnęła z zachwytu, a w jej oczach znów pojawiło się życie. Stała się gadatliwa, roześmiana. – mam tyle pracy, przepraszam przez ostatni miesiąc nie miałem czasu nawet zadzwonić – pisał on – rozumiesz to przecież.

Ale Ewa nawet się nie zirytowała, że co? Że nie odzywał się przez najbliższy miesiąc. I cóż z tego skoro jest zodiakalnym Wodnikiem! Należy uszanować jego wolność, a on już sam przyjdzie. Ach, ona da mu tyle wolności, żeby tylko z nią był. Niech tylko lepiej ją pozna, niech ją zobaczy teraz kiedy powiększyła sobie usta i odchudziła się na siłowni. Niech ją zobaczy teraz w tych nowych szpilkach i obcisłej bluzce.

Adama spotkałyśmy w centrum handlowym. Od razu wskazała go palcem stojącego przy przymierzalni trzymając trykotową sukienkę i luźną bluzkę. Chwyciłam ją za rękaw nim pobiegła rzucić się na jego szyję nie spostrzegając nawet, że przecież widzimy go w damskim dziale. – Koincydencja wypadków, splot okoliczności, jak to wytłumaczyć inaczej przypadkowe spotkanie?

Po kilku minutach Ewa podziękowała mi, że o mało nie potargałam jej bluzki łapiąc gdzie popadnie.

Obserwowałyśmy ukradkiem co się stanie. Po chwili drzwi przymierzalni otworzyły się, a z nich nie wyszła, ani Angelina Jolie, ani Kate Moss, ani nawet dziewczyna z sąsiedztwa, a potężna brunetka, nie atrakcyjna głównie przez swoje marsowe spojrzenie i jawną agresję w głosie.

-         Przynieś mi inny rozmiar! – niemal krzyknęła.

-         Tak, kochanie, już przynoszę – Adam posłusznie wykonał polecenie. Widziałam przekonania Ewy upadające jak mur Berliński, stała totalnie zbita z pantałyku ona nawet nie odważyłaby się podnieść na niego tonu – co za to regularnie praktykowała na Piotrze – ale jemu przynosiłaby codziennie ciepłe bułki i zakładała papucie, dla niego nawet mogłaby zrezygnować z kierowniczego stanowiska, mogłaby mu nawet urodzić dzieci, których zarzekała się nigdy nie mieć.

Jak to jest, że nigdy nie tęsknimy do osób, które chcą dla nas najlepiej, które się o nas troszczą i kochają bezinteresownie? Dlaczego sami sobie podkładamy kłody i komplikujemy życie? Ja nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale koniec dywagacji na dziś ponieważ w tej chwili koniecznie muszę wysłać wiadomość, co właściwie miałam napisać? A no tak, już sobie przypomniałam: Drogi Adamie…

Aneta Bulkowska

 

 

Jeden komentarz :) w artykule: ”Miłość nie wybiera”

  1. Wojtek pisze:

    Pani felietonistka zaczyna pisać coraz lepsze teksty! Widać idzie pani w dobrym kierunku, całkiem niezły choć nie wolny od kilku malutkich błędów …;) tekst z przekorą, dystansem i autoironią, ma pani zadatki na dobrego felietonistę, ale jeszcze dużo pracy przed panią. Oby tak dalej, Wojtek K.

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.