Ratuj Głuszca
wygrana

Informacja o wygraniu ponad 33 milionów podgrzała zimową amplitudę. Na dworze minus 20 stopni, a Polacy już od rana stoją przed Toto Lotkiem, ogrzewają ich opowieści o nowych pralkach i podróżach za 3 złote. „Żeby wygrać trzeba grać”. „A ty, co byś zrobił z taką sumą?”, kuszą kampanie marketingowe. Szansa na wygranie jak jeden do około 10 milionów. Oznacza to, że ponad 10 milionów ludzi regularnie wyrzuca swoje pieniądze w błoto, a z nimi marzenia…

Totalizator Sportowy jest jednoosobową spółką Skarbu Państwa. Realizuje monopol państwa w zakresie gier liczbowych, loterii pieniężnych, wideoloterii i gry telebingo. Jawny hazard, podany w estetycznej formie, dozwolony przez państwo. W zasadzie niedozwolony, a pożądany. Kiedy ustawa hazardowa zamknęła lokale z jednorękimi bandytami ostał się totalizator i zakłady bukmacherskie. Czyli wszystko to, na czym Państwo może zarobić. W samym 2007 roku do budżetu państwa trafiło 1318395551 zł. Dodatkowo z wygranej zwycięzca otrzymuje kwotę pomniejszoną o 10%. Z trafienia w szóstkę z kwoty 50 mln zł oddaje 5 mln zł. Choć zyski idą na szczytne cele, tj. kulturę, edukację nie zmienia to faktu, że pod fasadą dobroczynności mamy do czynienia z najczystszym hazardem. Gdybyśmy naprawdę chcieli pomóc wpłacilibyśmy kwotę bezpośrednio na konto hospicjum. Państwo nie tylko jawnie popiera hazard, ale i w nim uczestniczy pobierając podatki od wygranej i od sprzedaży kuponów. Ale przecież nikt to wygra nie zaprząta sobie głowy, chodzi przecież o emocje, dlatego…

biedni nadal będą biedni, a bogaci, bogaci.

-         Wreszcie nic nie będziemy musieli robić – mówią skromnie ubrani mężczyźni i kobiety w kolejce do totalizatora z rozmarzonym wzrokiem.

Każdy z nich ma swoją wizję tzw. drugiego życia. Karmią się złudzeniami, żyją iluzją, że pewnego dnia to właśnie ich los się odmieni, padnie kumulacja i już nigdy nie będą musieli iść do pracy. Widzą dokładnie to, co chcą zobaczyć, nawet, jeżeli nijak ma się do rzeczywistości, tworzą w swojej głowie gotowe wizje tego jak będzie wyglądało ich życie, kiedy wskoczy „szóstka”, na razie jedynie egzystują, trwają, pełnia zacznie się dopiero, gdy koło fortuny się odwróci. Przed każdą kumulacją wpadają w ekstazę „Boże, wreszcie ja, tak mi się należy” by potem popaść w czarną rozpacz.

Każdy gracz podskórnie wyczuwa, że to właśnie jego numerki wylosuje machina i o to nadejdzie bóg Lotto i wszystko zmieni. Ale jaka jest szansa na wygraną? Taka sama jak na śmierć w wypadku. Ludzie codziennie wygrywają, ale codziennie też giną w wypadkach.

Najczęstszą klientelą punktów lotto są warstwy średnie, emeryci, albo żyjący na zasiłkach. Ostatnie 3 złote przeznaczą na papierowy bilet do eldorado. Tak działa hazard, nawet, jeżeli legalny i w niewielkich kwotach.

Niemniej badania dalszych losów ludzi, którzy wygrali wbrew pozorom nie są optymistyczne. Wydaje się, że miliony złotych rozwiążą wszystkie problemy. W rzeczywistości taka kwota jest jedynie ciężarem, dla osoby, która nie miała z nią wcześniej styczności, a nawet może ją zdegenerować (liczne przykłady samobójstw, alkoholizmu, schorzeń psychicznych). Bo wniosek jest oczywisty:

Pieniądz wymaga umiejętności zarządzania, a żeby umieć nimi zarządzać trzeba się najpierw tego nauczyć, aby się tego nauczyć należy dochodzić do tego stopniowo.

Jak ze wszystkim, nie można z dnia na dzień mówić płynnie po hiszpańsku. Jeżeli ktoś posadzi nas na czele wielkiej korporacji, o której nie mamy pojęcia oczywistym jest, że doprowadzimy ją do ruiny. Weźmy Kowalskiego spod totalizatora i umieśćmy go na szczycie General Motors.

Dlatego biedni zawsze będą biedni, a pieniądze przejdą im przez palce i dobrze jak się coś z tego ostanie przed komornikiem. Bogaty potrafi pomnożyć każdą złotówkę nie mając przy sobie złamanego grosza, biedny roztrwoni ostatni grosz mając do dyspozycji miliony.

Dlatego pocieszającym jest, że nawet, jeśli nie wygramy nie oznacza to, że jesteśmy mniej szczęśliwi. Fakt, że przydałoby się kilka dodatkowych złotych na spłatę kredytów, ale miliardowe sumy większość z nas mogłyby doprowadzić do ruiny na obecnym etapie życia.

„Gdy nie miałeś wcześniej pieniędzy, nie wiesz jak je zatrzymać, gdy się pojawią.”

Co więc można zrobić z taką kwotą? Najrozsądniejszym wydaje się wpłata na konto i życie z odsetek. Ale jeżeli bank trafi krach? A rodzina? Mówić, czy nie mówić bliskim i znajomym? Jak się dowiedzą nie odpędzimy się od „przyjaciół”, wpłacić na konto fundacji? A to znowu nie wiadomo ile z sumy faktycznie trafi do potrzebujących…

Wyjechać, czy zostać w kraju? Z taką kwotą możemy wybudować dom na Costa Brava i leżeć do góry brzuchem, aż do końca naszych dni nurzając się w słodkiej hedonii. Możemy też w końcu rzucić szefowi wymówienie, a nawet wykupić go wraz z udziałami. Możemy wszystko, a to za całe… 3 złote.

Na które jednak najpierw trzeba zarobić!

Ana Miller

 

Jeden komentarz :) w artykule: ”Marzenia dla średniozamożnych”

  1. ona1421 pisze:

    Internauci proszę uważać na portal Multipasko – zbierane sa tam informacje o użytkownikach,następnie brzydko wykorzystywane …

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.