Ratuj Głuszca
koniec-swiata

Miasto pogrążyło się w ciemnościach. Zakręcono gorącą wodę, a wszechogarniająca cisza sprawiała, że głos sąsiadki z ostatniego piętra dawał się słyszeć na parterze. Byliśmy ugotowani, na wolnym ogniu, bo oczywiście kuchenki elektryczne nie działały. Jedna noc bez prądu porządnie dała się we znaki, ale też zmusiła do refleksji. Bez prądu też może być fajnie. Byleby nie za długo.

Nasze małe osiedle odcięto od prądu z piątku na sobotę. Co człowiek robi, kiedy naciska przełącznik światła i okazuje się, że nie działa? Myśli, że to chwilowa awaria. Ale kiedy mija kolejna godzina narasta niepokój. Szczególnie jeśli musi wysłać pilnie e-mail, odkładał na wieczór kąpiel, nie wspominając o ulubionym serialu. Potem wychodzi na korytarz i spostrzega, że w swoich obawach nie jest odosobniony. Ktoś tam musi odgrzać obiad, komuś padła bateria w telefonie i nie może się skontaktować z rodziną, a jeszcze ktoś chce mieć święty spokój i jest mu wszystko jedno. Ostatnich było najmniej. Wszystkich nas to dotknęło. Ale ma to też swoje dobre strony. To dobra okazja do poznania własnych sąsiadów i wyleczenia bezsenności.

Przekonałam się na własnej skórze jak skuteczna to metoda na spanie. Już o 22 zaczyna się odczuwać zmęczenie, a właściwie nie zmęczenie, a nudę. Kiedy nie rozprasza internet, nie pobudza do życia muzyka, a oczy bolą od czytania przy świecy organizm współczesnego człowieka od razu wyczuwa, że coś jest nie tak, jego rytm został zakłócony. Nie dziwi fakt, że dwieście lat temu ludzie chodzili spać po zmroku i wstawali o świcie. Gdyby nie rosnąca potrzeba skorzystania z prądu wielu już teraz oddałoby się w objęcia Morfeusza, ale w przypadku niedokończonej pracy ciężko się zdobyć na stoicyzm. Więc wybraliśmy drugą opcję – zbiorowe czuwanie.

Pytanie czy w dzisiejszych czasach człowiek przetrwałby bez elektryczności wcale nie jest takie oczywiste. Sytuacja ta pokazała, że kryzys wydobywa z mieszkańców miast nieuświadomione zdolności przetrwania. Nagle okazuje się, że ktoś potrafi bez zapałek rozpalić ogień, zna się na medycynie wschodu i ziołolecznictwie jakby zamknęli nam apteki na dłużej. Ktoś oglądał na Discovery survival i wie, jak przyrządzić owady kiedy już skonsumujemy okoliczne czworonogi. Wiedza bezcenna w przypadku katastrofy energetycznej, która w naszej wyobraźni przybrała zasięg globalny i miała nigdy się nie skończyć.

Już po nas. Elektryczne golarki, budziki na prąd, nie wspominając o telefonach komórkowych. Kto i dlaczego nam to zrobił? Ktoś coś mówił o Apokalipsie, Kalendarzy Majów i Nostradamusie. Od pytania do pytania zaczęto opowiadać legendy. Najbardziej udzielali się nestorzy przywołując z pamięci historie swoich przodków. Jakie stężenie konfabulacji w tych opowieściach, nie wiadomo. Jedno jest pewne: to nie mit, że ludzie żyli bez prądu. Jeżeli nam nie włączą prądu trzeba będzie podobnie jak oni wodę przed wlaniem do wanny zagotować na ogniu, czytać przed zachodem słońca, albo zaopatrzyć się w okulary. Do pracy dojeżdżać na rowerze, albo rikszą, samochód wymienić na konia, a garaż na stajnie.

A gdyby tak zamknęli wszystkie centa handlowe? W sklepach szybko pojawiłyby się deficyty z powodu ograniczonego dostępu do produktów. Zaczęłoby brakować żywności, nie wspominając o pracy, którą straciłoby większość ludzi. Wówczas musiałyby powstać nowe stanowiska opierające się na rustykalizmie. Na przykład własnoręcznego pieczenia chleba, albo ręcznego obliczania rachunków bez pomocy komputerów i niezastąpionych programów biurowych. Operacje i zabiegi medyczne przeprowadzane byłyby przy lampie naftowej, Aż skóra cierpnie na grzbiecie…

W tym ferworze nawet nie zauważyliśmy kiedy noc dobiegła końca, a zza okna zaczęło przebijać słońce. Twarze skrzywiły się od nadmiaru światła. W dzień wyglądaliśmy inaczej niż w blasku świec. Znikła nasza tajemniczość, a historie o duchach przyprawiające nas o szybsze bicie serca teraz przestały mrozić krew w żyłach, wydawały się groteskowe. Pomrukując coś pod nosem, ze spuszczonym wzrokiem szybko rozeszliśmy się do domów. Wylewność zmieniła się w konsternację, teraz już nikt nie opowiedziałby o tym jak na koloniach koledze zamiast kaszanki podłożył jej imitację ze sklepu zoologicznego, albo, że regularnie popija koniak do poduszki. Po wejściu do domu prąd już czekał na mnie, nie wiem od jakiego czasu, ale od razu włączyłam telewizję: Jednak świat się nie skończył, Harold Campnig pomylił się w swoich obliczeniach. Z powodu usterek natury technicznej, termin został przesunięty. Byle do 2012.

Autor: Aneta Bulkowska

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.