Ratuj Głuszca
facebook1

Jest to parafraza hasła reklamowego „Just do it” jednego z koncernów odzieżowych, który zbił prawdziwą fortunę i wielce się wyróżnił i wylansował na tle konkurentów. Obecnie jak ulał slogan ten pasuje do użytkowników najpotężniejszego socjal media, jakim jest Facebook. „Zrób to i polub”, czyli wszechobecne proszenie o klikanie i „lajkowanie”. Od najprostszych i najgłupszych jak menu śniadania naszych znajomych, ich ulubionej pralni chemicznej, gdzie wyczyścili swoje najnowsze kreacje od Armaniego, po te podsuwane nam przez koncerny spożywcze, motoryzacyjne i inne, które wręcz wpraszają się do naszego domostwa jak natrętny akwizytor wkładając nogę w uchylone przez nas drzwi. To właśnie one walczą codziennie, by zaistnieć w świadomości użytkowników. Właśnie ci, co zarządzają fanpage`em uznanych marek dwoją się i troją, by zwykli śmiertelnicy zamienili się rolami z olimpijskimi bogami i wydali wyrok, czy cezarem patrzącym na walczących gladiatorów, który jednym wskazaniem kciuka w górę decyduje o życiu i śmierci tych, co na polu walki. Bo Facebook, to pole walki, walki o „lajki” w tym przypadku to „żebrolajki”.

Drży teraz dniem i nocą taki administrator fanpage`u danej marki, często bardzo uznanej i cenionej i liczy wszystkie kciuki, komentarze i wpisy, które dawałyby namiastkę ilości, a nie jakości. Bo mało, kiedy idzie refleksja nad tym, że wszystkie te zabiegi nie dają realnej wiedzy i poczucia lojalności klienta. Ot takie zwykłe kliknięcie, często bez sensu, pod wpływem impulsu. Impulsu, którego sprzężenie zwrotne jest bardzo wymowne i ma przełożenie na statystyki. Im więcej, tym lepiej. Treść straciła na znaczeniu, liczy się wyżebranie reakcji na wpis. „Żebrolajk, jak branża social mediowa zaczęła nazywać to zjawisko, to wpis, w którym najważniejsza jest zachęta odbiorców do kliknięcia w przycisk „lubię to” lub skomentowania. Nie niesie on za sobą żadnej innej wartości dla marki ani dla jej fanów, a jego konstrukcja opiera się na kilku prostych schematach. Najpopularniejszym z nich jest schemat „Jeżeli podoba Ci się A, kliknij „lubię to”, jeśli B, skomentuj.” – tłumaczy Michał Sławiński, Social Media Director w The Digital.

I tak sobie żyjemy w błogim Facebookowym bagienku, gdzie uśmiechamy się do siebie, poklepujemy się po plecach, wymieniamy pozdrowienia i krótkie treści, które są namiastką dialogów i poważnych relacji. I dobrze nam z tym. Jedna i druga strona jest z tego zadowolona. Tak naprawdę nic się jednak nie zmienia.

Aż 52 proc. badanych przez Interaktywny Instytut Badań Rynkowych nie potrafiło powiedzieć, jaką markę na Facebooku ostatnio polubiło. Tylko 18 procent, przyznało się do świadomego klikania „lubię to”, a 15 procent nigdy nie zostało fanem jakiejś marki. Jak widać świadomych konsumentów, takich, co to najpierw pomyślą, a później zadziałają wciąż mamy w mniejszości. Ale jest to prawidłowość znana od wiek wieków i ilość przeważająca nad jakością cieszyła się zawsze większą popularnością, a o nią w końcu na Facebooku chyba chodzi.

Paweł Kamiński

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.