Ratuj Głuszca
Fotoplastikon

Warszawski Fotoplastykon to miejsce, gdzie czas zatrzymał się na początku zeszłego stulecia, i gdzie – dla jego gości – zatrzymuje się podczas każdej wizyty.

Pierwszy raz natknęłam się na Fotoplastikon zupełnie przypadkiem. Idąc Alejami Jerozolimskimi zerkałam na wywieszone na ścianach kamienic witryny. W jednej z nich wisiał wyblakły już trochę artykuł o Fotoplastikonie, który był w oficynie kamienicy. Do tej pory pamiętam fragment tekstu mówiący o tym, że warszawski Fotoplastikon jest jednym z zaledwie kilku współcześnie działających w Europie. Zachęcona, skręciłam w najbliższa bramę, kupiłam od pana w okularach (zapewne był to Tomasz Chudy, ówczesny właściciel) bilet za złotówkę i zatopiłam się bez reszty w trójwymiarowych zdjęciach Warszawy, którym towarzyszył szum maszynerii.

fotoplastikon warszawa 1 Jedyne takie „kino”

Na przełomie wieków europejskie miasta obfitowały w fotoplastikony podobne do warszawskiego. Pełniły one niegdyś funkcję kina, które pozwalało na dalekie podróże i niezwykłe przeżycie bez wyjeżdżania z miasta. Popularne były zdjęcia z egzotycznych krajów i dalekich wypraw. Z czasem okrągłe maszyny do wyświetlania trójwymiarowych zdjęć zastąpiły nowoczesne media. Ale nie od razu. Warszawski Fotoplastikon przeżył w niezmienionej formie dwie wojny i powstanie. W latach 50’ cieszył się ogromną popularnością (nawet 300 widzów dziennie), był jednym z niewielu miejsc rozrywki na mapie stolicy. W okresie Polski Ludowej stanowił swoiste okno na zachód – prezentowano tam najnowsze zdjęcia z krajów zza żelaznej kurtyny, można tam było posłuchać niedostępnego „zgniłego” jazzu. Fakt, że miejsce trąciło troszkę myszką, dodawał mu tylko uroku. Tak jest również dziś, chociaż obecna frekwencja ma się nijak do tej sprzed lat. Fotoplastikon ma jednak grono oddanych mu fanów.

Od wspomnianej pierwszej wizyty spędziłam w Fotoplastikonie wiele poniedziałkowych popołudni – bo tylko w ten dzień Fotoplastikon było otwarty dla publiczności. Przyprowadzałam tam znajomych, gości z zagranicy, rodzinę. Właściciel traktował to zajęcie trochę jako hobby, trochę jako misję, która miała na celu zachować perełkę Warszawy. Obawiałam się, że siła jego pasji nie wystarczy, by ten cel osiągnąć. Odetchnęłam z ulgą, gdy w 2008 Muzeum Powstania Warszawskiego objęło Fotoplastikon swoją opieką. Zaniedbane i niszczejące zbiory zdjęć doczekały się profesjonalnej renowacji. Fotoplastikon można odwiedzać w 6 dni w tygodniu (poza poniedziałkami), pojawiają się czasowe wystawy, a w weekendy nadal można poprzyglądać się Kronice Warszawy trzech pokoleń 1895-1965. Zaś ja wciąż zabieram tam każdego, kto z Fotoplastikonem jeszcze się nie zapoznał, do czego i Ciebie zachęcam, czytelniku.

fotoplastikon warszawa 2 Jedyne takie „kino”

Autor: Joanna Zając

Zdjęcia: mamik / fotopolska.eu

Komentarzy: 3 w artykule: ”Jedyne takie „kino””

  1. tadeusz pisze:

    Żal fotoplastikonu w Gdańsku Wrzeszczu przy zbiegu ul Grunwaldzka – Morska. Wiele godzin jako mały chłopak tam spedzałem

  2. Uki pisze:

    W Katowicach też jest fotoplastykon

  3. Joanna Zając pisze:

    To fantastycznie, wiem, że jego losy były dość złożone, ale jeśli dziś otwarty jest dla publiczności, to nic, tylko cieszyć się!

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.