Ratuj Głuszca
uwielbiam-kupowac

Krótka ballada o kupowaniu. Posłuchajcie…

Pochmurna niedziela, niebo w odcieniu mlecznej kawy. W domu państwa R już trwają przygotowania. Za kwadrans rozpoczyna się południowa msza, jeszcze tylko wypastować lewego buta, podwiązać krawat, natapirować włosy i voila! Dzieci już nerwowo szlifują pazury, jak tu wysiedzieć 45 minut w nawie, kiedy tam nieopodal 300 metrów kłębi się świat robotów, autek z plastiku i gier komputerowych. W „Media Markt” można się zaszyć na kilka godzin przed konsolą.
Kazanie przeciąga się w nieskończoność, czy zawsze jest takie długie? Myśli Pan R Głowa rodziny. A jak wykupią ten telewizor z wystawy? Wprawdzie zamówiłem. – Amen – Ale to i tak nie wiadomo – Módlmy się.
Zniżą mi cenę? zastanawia się żona Pana R „po tej dziurce co to umyślnie zrobiłam w sukience w zeszłym tygodniu, teraz to musi być rabat – Moja bardzo wielka wina. Ciekawe czy spotkam kogoś interesującego – zastanawia się córka pana i pani R. – dobrze wyglądam w tej bluzce? Mogłam jednak ubrać tę różową.

Niedziela, dzwonie do koleżanki
- Gdzie jesteś?
- W centrum handlowym.

Dzień wolny od pracy, to się da zrozumieć. W tygodniu człowiek nie ma czasu, żeby pobuszować po sklepie. Naprawdę nie idę tam z przyjemności, chcę tylko zanieść telefon na gwarancję, takich jak ja jest tu tysiące. Przepycham się w tłumie, tkwię w kolejce. Robi się gorąco. Elegancko ubrane kobiety przechadzają się po pasażu, przemykają dziesiąty raz z rzędu, z nudów liczę …7,8… runda. Naprzeciwko mnie sklep, widzę wchodzących i wychodzących wyraźnie. 1/10 wychodzi z reklamówką. W ogóle ciekawi mnie gdzie ci ludzie mają torby, świadczące o jakimś zakupie, taki tu wybór…

- I co kupiłaś? – spotykam koleżankę.
- Spinkę – odpowiada.
- A ty? – pytam jej towarzyszkę trzymającą w dłoni puszkę z colą.
- A ja nic. Tak byłyśmy se połazić.

Galeria handlowa to coś więcej niż zwykłe centrum handlowe. Galeria nadaje jej wyszukanego smaku, blichtru, powiązana jest ze sztuką, i o dziwo ze sztuką ma wiele wspólnego, toż to sztuka w jeden dzień ściągnąć pół województwa do sklepu!

Idę dalej, nie przebieram w środkach. Podwyższam statystykę. Im dłużej spaceruje tym większy sens wyłapuję dlaczego nikt się nie uśmiecha, nikt nie śmieje. Bo to poważna sprawa. O czym świadczą miny poważne. Głowy uniesione wysoko, kroki w szpilkach stawiane jak na wybiegu. Panowie wystylizowani niektórzy na Janiaka, pozostali na Ibisza podciągają rękawy odsłaniając złote zegarki.

A gdzieś obok przemierzają najaktywniejsi.
- Choć, może tu wejdziemy?
- E no co ty, nie stać nas.
- No to co, po przymierzamy sobie i tak nie ma co robić.

Przychodzę do domu w rękach trzymam reklamówkę. Nie mam pojęcia skąd się wzięła w mojej ręce. Może ktoś ją podłożył niechybnie, ohydnie, sama nie wiem. Wygląda na ładną. – Co masz? – pyta zaciekawiona kumpelka. Wyciągam bluzkę, taką z długim rękawem, seledynową.
- Przecież tydzień temu kupiłaś taką samą!

Niemożliwe. Przecież wiesz, że nienawidzę zakupów

Aneta Bulkowska

Jeden komentarz :) w artykule: ”I love shopping”

  1. Marian pisze:

    Rewelacyjny tekst odsłaniający całą prawdę o kupowaniu! Niestety tak to wygląda, nie lubimy kupować, ale kupujemy bezustannie.

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.