Ratuj Głuszca
pogrzeb

Czy zastanawiałeś się może kiedyś nad własną śmiercią? No wiesz, leżałeś w trumnie, odwiedzali cię elegancko ubrani krewni, wylali łzy, położyli kwiatki, a potem poszli na obiad do pobliskiej knajpy? Pytam, bo doświadczyłam pewnego stanu, w psychologii nazywa się ono porażeniem sennym. Człowiek leży nieruchomo i nie może wydobyć z siebie głosu, ani kiwnąć palcem, jest obolały i ciężki i ma wrażenie, że… obok jest reszta domowników, ale nie można ich zawołać by przyszli z pomocą. Przynajmniej 30-50% populacji przynajmniej raz w życiu doświadczyło tego zjawiska – koszmar!

W chwili, gdy człowiekowi, a w szczególności młodemu człowiekowi wydaje się, że odchodzi z tego świata nagle znikają z oczu różowe kurtyny. Nic już nie jest takie samo, a śmierć wcale nie jest bajeczną krainą mlekiem i miodem płynącą. Jest pustką i nie ma się, co czarować. Duże prawdopodobieństwo, że nie ma niczego, ani przed nami, ani po nas i bynajmniej nie jest to wpływ lektury Schopenhauera. Każdy ma swoją ideologię, moja jest taka i mi wolno, a wam wolno się z nią nie zgadzać, ale tylko po doczytaniu tego krótkiego tekstu do końca.

Od tamtej znamiennej pory zaczęły moją uwagę przykuwać cmentarze, domy krematoryjne i pogrzeby przed kościołem podczas jechania komunikacją miejską na uczelnie. Były wszędzie, można powiedzieć, że na swój sposób mnie prześladowały. Teraz już ich nie ma, nie ma po nich śladu, a wszystko przez Anthony de Mello, który powiedział, że istnieje w życiu człowieka przebudzenie, tylko trzeba otworzyć oczy, albo ktoś zrobi to za nas. W moim przypadku zrobił to organizm i podświadomość.

Kiedy tak sobie leżałam nieruchomo pewna, że dopadł mnie zawał i schodzę z pięknego świata, który jeszcze do niedawna wydawał mi się polem walki, katorżniczego wkuwania na egzaminy, przepychania łokciami i konfliktami pokoleniowymi z rodziną nagle uświadomiłam sobie, że wszystko, co absorbowało mnie do tej pory, wszystko, co pożerało moją energię było niczym.

Kiedy się ocknęłam po chwili trwającej całą wieczność bolał mnie kark, mięśnie, a serce omal nie wyskoczyło z gardła, takie są objawy tego dziwnego zjawiska, prawdopodobnie wywołanego stresem.

Od tamtej pory zaczęły mi się nasuwać głupie myśli egzystencjalne w stylu, co zrobiłam w życiu dla innych, albo, kto przyjdzie na mój pogrzeb i jak będzie brzmiała przedmowa?

Aneta B. była taka i taka… miała to i to… osiągnęła to i tamto.. Koleżanka, córka, sąsiadka,… Była.

A potem doznałam szoku, przeanalizowałam przypadki osób, które już odeszły. Pomyślałam o ich zapomnianych grobach, wspominkach na Zaduszki (bo przy innych okazjach temat dołuje), widziałam jak nierozdzielne połówki zakochują się na nowo, żałoba się kończy, dzieci zapominają…

Nikt nie pamięta o wczorajszych porażkach, nikt nie wspomina chwil, w których się nie udało, momentów, gdy się strzeliło faux pas, albo poślizgnęło i wpadło do stawu w nowych butach. Nikt nie pamięta powodów, dla których zrezygnowało się z ulubionej pracy (ze strachu, że się nie podoła), chwil, w których nie wyjechało w podróż dookoła świata, mówiąc: nie, to nie dla mnie, zbyt niebezpiecznie i ile to kosztuje… zgroza.

O zmarłych mówią dobrze, tak czy siak.

To niesamowite doświadczenie nauczyło mnie jednego: minął strach, minęły obawy, a na ich miejsce pojawił się absolutny spokój i wielka energia, nawet nie wiem skąd taka ilość do zasilania całego miasta w jednej osobie. Zawsze wydawało mi się, że mamy tyle czasu. Jutro, za tydzień, pojutrze. Tyle czasu by spełnić upragnione marzenia, by zrobić krok do przodu, by przejść samego siebie. Nigdy nie chciało mi się wysilać i opuszczać ciepłej strefy komfortu. Lepiej poczekać, okazja sama przyjdzie. Ta sytuacja uświadomiła mi, że ani Ty, ani ja nie mamy czasu, nie ma miejsca na zwlekanie, ani usprawiedliwienia. Jest tylko jedna chwila, a tą chwilą jest: t e r a z. Jeżeli jest jakakolwiek rzecz, o której marzysz. Odejście z niesatysfakcjonującego związku, egzotyczna podróż, zmiana pracy, powiedzenie bliskim jak mocno się ich kocha, nie warto czekać do jutra, ani przejmować się opinią innych. Oni i tak zapomną, a przecież życie jest tylko jedno i jedno Życie się ma.

Julio Cortazar powiedział,: „Nie sen jest najgorszy, najgorsze jest przebudzenie…”, myślę, że odwrotnie.

Aneta Bulkowska

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.