Ratuj Głuszca
margines-spoleczenstwa

Mówią o was: „źli”, „zepsuci”, „wyklęci”, „wyrzutkowie społeczeństwa”, „marginesy”. Mówią, że nie zasługujecie na edukację, bo nie wnosicie pożytku, wszędzie was pełno, ciągle wystajecie z tych swoich bram i atakujecie bogu ducha winnych przechodniów. Mówią, że powinno was się całkowicie odizolować, bo potraficie zabić za telefon, ale trzymają na wolności, bo brakuje miejsc, żeby was pomieścić. Nie macie ani miłości do książek, ogłady, ani wychowania… nie dla was konwenanse, ani ciepłe słowo.

Mówią o was „maniury” w kruczoczarnych włosach i z pępkami na wierzchu, nastoletnie mamy, a przecież same jeszcze potrzebujące opieki. Wpisują do kartotek, doliczają do statystyk kolejny numerek. A potem robią z wami wywiady, abyście chwilę mogły skąpać się w blasku fleszy, zanim na dobre utoniecie w odmętach codzienności. Tak bardzo się wami interesują, tak bardzo chcą pomóc, że proponują zastępcze rodziny, wy i tak nie miałybyście warunków, żeby wychować… W szkołach nie mogą was dłużej trzymać, te ciągłe nieobecności, alkohol, odurzające środki… W podstawówce mogli jeszcze nad tym zapanować, w gimnazjum to wy sprawujecie kontrolę. Te wasze oczy co to widziały więcej niż nie niejednego dorosłego… Byle do pełnoletności. Mówią…

Patrzą z powątpiewaniem kiedy leniwie snujecie się bez celu, może i ręce chętne do pracy, ale pięć minut strachu to więcej zarobku niż cały miesiąc w hucie. Mówią, że nie macie godności, że obce wam są morale, kiedy nieraz pokazaliście, że za ideę oddalibyście życie.  Ale oni boją się waszego „nic do stracenia”

Mówią, że macie przecież wpływ, że to sami decydujecie o swoim losie. Dlaczego od pracy inżyniera, adwokata, sędzi wybieracie los przestępcy, agresywnego kibica, wychowanki poprawczaka? Oni mówią, że to w waszych rękach, że przecież wszystko jest takie proste, wystarczy odpowiednio się przyłożyć, skończyć szkołę, dlaczego jesteście „źli”?

Dlaczego idziecie w ślady ojca co to nigdy nie trzeźwieje? Widząc jak matka odbiera zasiłek nie chcecie zrobić więcej i uczciwie, a tylko zakładacie rodziny, powielając ten sam model. Czy nikt wam pasem nie dawał pochwał za oceny? Czy słaniający się na nogach ojciec, nie tłumaczył, że jesteście pełnowartościowymi ludźmi? Albo matka przemykająca z pokorą, jakby winna za całe grzechy świata, nie dodała wam animuszu? Jak to nikt was nie uczył ortografii? Nie przepytywał z tabliczki mnożenia? Dlaczego nie przyłożyliście się do nauki, że niby brak biurka i podręcznika to ma być wymówka?

Dlaczego od przytulnych mieszkań, wolicie stare kamienice z piecami na węgiel , który kradniecie z torów, sokiści znają was na pamięć, nie odstrasza was, że można zginąć, odwaga to nie brak strachu, to umiejętność zapanowania nad strachem. Najwyżej zrobią kolejny reportaż jak, któryś okaże się wolniejszy niż pociąg.

Mówią, że nie wierzycie w Boga, że nie rozumiecie słowa patriotyzm. A kto jak nie wy wiarę pokłada w sporcie, kto głośniej od was śpiewa „Jeszcze Polska…” na stadionie Malujecie się na biało czerwono, zaciskacie szaliki z orłem białym, idziecie walczyć. Gdyby chociaż wojna trwała, byłaby misja, ale wojny nie ma, jest życie. Tu, gdzie nie liczy się fakultet znowu któryś zginie, napiszą nekrolog w lokalnej gazecie, zjedzie się telewizja: urodził się chuligan, odszedł bohater. A z kościoła i tak nie ma pożytku, tylko się na was gapią i szeptają po kątach, kiedy w tych szerokich, dresowych spodniach stoicie w ławach, zaciskają torebki, pilnują kieszeni, myślą, że nie widzicie.

Dlaczego nie chcecie uczyć się w szkołach, pomiędzy dziećmi respektującymi nakaz trzymania się od was „z daleka”, jak od trędowatych, nie przyjaźnicie z nauczycielami, którzy na wasz widok odwracają głowę. Czemu schodzicie na manowce, kradniecie auta, straszycie porządnych ludzi? Przecież tyle perspektyw, tyle wspaniałych widoków maluje się przed waszymi oczyma. Czy nie rozumiecie, że to przecież dla waszego dobra rozbudowuje się ośrodki wychowawcze, z których wychodzicie jeszcze bardziej zepsuci? Dlaczego tego nie rozumiecie? Może dlatego, że jesteście zbyt głupi, za mało przebojowi, albo wcale nie chcecie się wyrwać z martwego miejsca? Mówią wam i wciąż zadają te same pytania. Wciąż powtarzają, że możecie zmienić wszystko. A potem udowadniają, że zmienić nie możecie niczego.

Aneta Bulkowska

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.