Ratuj Głuszca
donos

Kiedyś zajmowały się tym procederem wyspecjalizowane służby, oraz odpowiednio wyselekcjonowani i zwerbowani przez nie obywatele. W czasie istnienia Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej donosy były na porządku dziennym. W końcu nikt nie mógł zagrozić budowaniu socjalizmu w państwie dobrobytu. Państwie dla ludzi, w którym najmniej liczył się właśnie człowiek. Bo nawet zwyczajny Kowalski nie mógł spać spokojnie, nigdy nie wiadomo było, czy nie jest podsłuchiwany, inwigilowany jako „wróg klasowy”. W najlepszym przypadku zawsze mógł liczyć na życzliwych, którzy anonimowo donosili odpowiednim służbom na niego.

Ten jakże wielce wstydliwy, ale autentyczny zabieg z najnowszej historii naszego kraju wraca żywo jak bumerang. I nie mam tu na myśli utajnionych wrogów ludu pracującego. Tylko zwykłych obywateli, często sąsiadów z jednego bloku, czy podwórka, którzy lubują się w pisaniu na siebie do Urzędów Skarbowych.

Niestety jest to bardzo widoczne na Górnym Śląsku, gdzie z roku na rok liczba donosów systematycznie rośnie. Z danych Izby Skarbowej wynika, że do lipca br. było ich tyle, co w całym 2010 roku. „Najwięcej spraw dotyczy nieprawidłowości w sposobie dokonywania rozliczeń rocznych, nieprawidłowości w prowadzeniu działalności gospodarczej, często pojawia się też tematyka pracy na czarno, zaliczania prywatnych wydatków w koszty prowadzonej działalności firm i niewykazywanie wszystkich dochodów. Wpływają także informacje dotyczące nieujawnionych źródeł dochodów, nieotrzymania od pracodawców PIT-11 oraz nierzetelnych oświadczeń majątkowych”. Nie dziwią w ogóle donosy o nowo wybudowanym domu, bądź zakupionym samochodzie. Natomiast rzeczą godną odnotowania jest również forma donosów, która coraz częściej ma charakter otwarty, a autorzy podają swoje pełne dane, gdyż liczą na interwencję ze strony urzędów. Urzędy jednak nie mają obowiązku powiadamiać ich o podjętych działaniach, gdyż „życzliwi” nie są stroną w prowadzonym postępowaniu.

Jak widać duch w narodzie nie umarł, a i przywiązanie do tradycji jest ciągle bardzo silne. Niestety tej niechlubnej, w której zawiść sąsiedzka jest na porządku dziennym A najbardziej tradycyjne pod tym względem miasta w regionie to według danych urzędów skarbowych Katowice, Częstochowa, Sosnowiec i Gliwice. Czyli jedne z największych i prężniejszych w regionie. Na drugim biegunie są Czechowice-Dziedzice, Lubliniec i Ruda Śląska. Te trochę mniejsze i biedniejsze.

Wnioski z tego zestawienia płyną same. Tam gdzie większe możliwości, tam gdzie potencjalnie więcej można zarobić, gdzie życie trochę szybciej podąża do przodu, tam ludzie mniej sobie ufają, patrzą na siebie jak na zagrożenie. Dlatego, by poczuć się pewniej sięgają po broń ostateczną, historycznie sprawdzoną. W końcu sentyment do czasów PRL ciągle jest nam bliski. Szkoda tylko, że czerpiemy z jego spuścizny w najgorszym z możliwych wydań. Więc jeżeli jeszcze nie napisałeś donosu na sąsiada, to możesz być jednym z tych szczęściarzy, którzy urodzili się w wolnej Polsce. A jeżeli jesteś starszy i pamiętasz „tamte” czasy i dalej nie masz ochoty dopieprzyć znajomemu z pracy, to może jesteś wielce rzadkim przypadkiem przyzwoitego człowieka…czego wszystkim serdecznie życzę.

Paweł Kamiński

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.