Ratuj Głuszca
hipis

Rodziców zwykle łączy jedno: piątki na świadectwie, nieświadomość istnienia alkoholu do 21 roku życia i powrót z prywatki przed północą.

-         A kto to jest? -  wskazuje na roześmianą kobietę na zdjęciu w szerokich dzwonach, kolorowej bluzce i papierosem w ręku.

-         Oddaj to! – wyrywa mi z ręki mama pudełko ze szpargałami.

Ale już za późno ukradłam. Mam siedem lat i nie wiem, że moja mama też kiedyś była młoda. Przecież mamy to mamy, zrównoważone, mądre i piekące ciasta, a nie paradujące w kolorowych ciuchach piękności, podpalające ukradkiem papierosy.

-         Tato, przecież taki koncert może się już nie powtórzyć!!!

-     Ja w twoim wieku uczyłem się, na pierwszy koncert poszedłem jak byłem już pełnoletni.

Niegdyś ojciec mógł posiłkować się podobnymi argumentami. Buntowałam się, ale mu wierzyłam – ten poczciwy facet, w szpakowatych włosach i dopiętym garniturze tańczącym pogo pod sceną tu wykraczała nawet wyobraźnia nastolatki.

O tym, że zostałam oszukana dowiedziałam się całkiem przypadkowo. Rodzice zawsze coś przed nami ukrywają i dobrze im to wychodzi dopóki ktoś się nie wygada.

-         A pamiętasz jak powiedziałeś mamie, że jedziesz pomóc koledze w lekcjach na trzy dni, a pojechałeś z nami pod namioty? – wspomniał wujek. – Niezła wtedy była biba.

Potem znajduje się po kolei. Najpierw świadectwa o dziwo bez czerwonego paska, potem całą serię czarno-białych fotografii, na których tata jest ze śliczną blondynką, a potem z równie piękną szatynką, choć zarzeka się, że znali się z mamą od zawsze i od zawsze wiedzieli, że się pobiorą.

Co łączy wszystkie babcie i dziadków?

 Za ich czasów zawsze było lepiej!

Za moich czasów było bezpieczniej mówi babcia w przerwie pomiędzy „W11”, a Malanowskim, przeglądając jedynie „Fakt” i „Superexspress” nie trudno poddać się społecznemu defetyzmowi. Nigdy nie przyzna, że za jej czasów równie często okradano, rabowano i zabijano i że ludzie w różnych okolicznościach ginęli – tylko że wówczas przekaz mediów był mocno ograniczony, niewiele było wiadomo co dzieje się poza wąskim rejonem.

„Za moich czasów nie było substancji odurzających”

To na jakim świecie się chowała jak już wiadomo, że przed wojną pito regularnie absynt, odurzano się eterem, kokainą i nie tylko. Sam wybitny polski malarz Witkacy znany był z zamiłowania do narkotyków, niemniej mówi się o tym jak o wynalazku XXI wieku. Fakt, że LSD i inne narkotyki długo pozostawały poza zasięgiem polskiej młodzieży nie przeszkadzał w licznych eksperymentach z poszerzaniem „świadomości”. Początkowo środkiem zastępczym był rozpuszczalnik do czyszczenia ubrań, a później fermetrazyna – środek na odchudzanie produkcji jugosłowiańskiej zawierający amfetaminę. Śmiercionośny kompot pojawił się w Gdańsku w 1976. Później młodzi ludzie z Zachodu zaczęli przywozić haszysz, marihuanę, a nawet LSD. Halucynogeny były jednak rzadkością, aż do lat 80’. Za to korzystano z obróbki mleczka makowego.

„Za moich czasów listy pisało się odręcznie, wówczas miały wartość”.

Tylko patrzeć jak babcia siedzi na naszej klasie wymieniając wiadomości z dawnymi znajomymi. Jak rozsyła e-maile i przesiaduje nocami na Skype, a listy jedyne które pisze to do urzędów, jak siądzie drukarka.

Co się robiło w podstawówce po wojnie?

Jak wiadomo nauczyciele jeszcze 50 lat temu cieszyli się szacunkiem, był to jednak szacunek wymuszony. Czy w związku z restrykcjami w postaci oberwania linijką nikt w klasie nie zrobił niczego głupiego?

Mój dziadek : Pamiętam jak zawiesiliśmy gąbkę na sznurku i podciągaliśmy nauczycielowi kiedy próbował ją wziąć. Często pluliśmy małymi papierkami przez pióro. Przywiązaliśmy dziewczynie warkocz do krzesła i nie mogła wstać do odpowiedzi, miała przechlapane.

Zazdroszczę więc rodzicom, dziadkom i dalszemu pokoleniu bezkonfliktowego i spokojnego życia w kindersztubie i wzorcowych obyczajach i odkładam mitologię na półkę, wystarczy bajek na dziś. Dobranoc.

Aneta Bulkowska

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.