Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Jesień porą depresji i nieustającej chandry. 3 społeczeństwa ma w listopadzie miny jak rozmyty padającym deszczem malowany obrazek. Wystarczy wyjść z domu, żeby pozałatwiać kilka spraw w instytucjach publicznych i mamy zatrważający obraz polskiego męczeństwa okalany z każdej strony depresją. Ten niekorzystny stan ducha przekłada się na nieuprzejmość, opryskliwość i ogólnie pojętą złośliwość.Całkowicie opanował polskie urzędy. Najbardziej podatne są pracownice biurowe w Urzędach Miasta i w Starostwach – utuczone, wstrętne urzędaski, dalej zwane przez interesantów „bertami”. Co dzień nie mogą się doczekać, kiedy przybiją ostatnią pieczątkę i postawią ostatnią datę i podpis. Jeden z objawów ich depresji – sukowatość, przejawia się najczęściej, kiedy nasza sprawa wymaga podniesienia ich tyłka z krzesła. Podobne zjawisko spotykamy bardzo często na Poczcie. Mina Pani z okienka zdaje się mówić „Poproś o jeszcze jeden znaczek, to cię uduszę sprężynką od długopisu”. Cóż, nie pozostaje nic innego, jak bycie wdzięcznym za szklaną szybkę oddzielającą nas od potencjalnego napastnika.

 

Niestety sprawa ma się nieco inaczej w supermarketach i delikatesach. Ekspedientki to druga grupa społeczna bardzo podatna na jesienną depresję. W ich przypadku objawy są cięższe i utrzymują się dłużej niż u poprzedniej grupy. Zalicza się do nich dezorientację, problemy z koncentracją, zmienne nastroje oraz trwałe zaburzenia pracy prawej półkuli mózgu, co skutkuje trudnościami w liczeniu i prostej analizie. Z moich obserwacji wynika, że wyjątkiem mogą być jedynie panie obsługujące stoisko monopolowe, choć do tej pory nie zbadałam jeszcze podłoża tych wyróżniających się zachowań. Dezorientacja w przestrzeni tyczy się zwłaszcza pań wykładających towar. „Dzień dobry. Gdzie znajdę śmietankę do kawy?” – pytam jedną z nich. „Nie wiem proszę pani, ja tu tylko pracuję.” Zachowania depresyjne ekspedientek mogą nie tyle irytować, co zadziwiać. „Proszę nie macać tych cytryn, bo zgniją” – woła do mnie jedna taka w czerwonym fartuszku, kiedy przebieram w bardzo gruboskórnych cytrynkach „na luz”. Stwierdzam, że chyba ominęła jakąś lekcje chemii i macam dalej. Jednak to, co spotyka mnie w kolejce do kasy uświadamia mi kolejne objawy, o jakich wcześniej nie słyszałam. „Będzie bez grosza” – ćwierka kasjerka umalowana, jakby miała za chwile wystąpić w sklepowej wersji „Moulin Rouge”, na którego planie zabrakło wizażystki. Przystojny pan przymyka oko na nie wydanie mu grosza i pokornie odchodzi. Bizneswoman stojąca za nim tak się śpieszy, że nawet nie słyszy o tym nieszczęsnym grosiku, który jej także się nie należy. Następne w kolejce stoi kilkunastoletnie, cudowne, dziecko Emo, ozdobione czaszkami od stóp do głów. Wyciąga tylko czarne paznokcie po resztę i zabiera sześciopak chipsów. Do głowy mu nie przyjdzie, że ta ekspedientka przez cały dzień zarobi całkiem niezłą sumkę przez te grosze. Na szczęście są jeszcze tacy, który wiedzą jak nie dać się jesiennej depresji. „Będzie bez grosza” – szczebiocze dalej panienka. „Za chwile sama może pani być bez grosza, jak sobie porozmawiam z kierownikiem.” – odzywa się dystyngowana dama. Jak widać opracowała nowy rodzaj terapii antydepresyjnej. Kasjerka wstaje i przynosi z sąsiedniej kasy rolkę grosików.

 

Trzecia, ostatnia już grupa bardzo często zapadająca w stany depresyjne to bileterki w kasach Polskich Kolei Państwowych. Najczęściej występujące objawy to zaburzenia widzenia oraz pamięci. Spotyka się też mylenie kierunków. Skutkuje to utożsamianiem przez nie pociągów pośpiesznych z przyspieszonymi albo nawet osobowymi. Można powiedzieć, że niejedna bileterka, nie raz przyczyniła się do zaprowadzenia pasażera tam gdzie pieprz rośnie, a nawet gdzie raki zimują, chociaż biedak wcale tego nie chciał. Możliwe, że zły stan zdrowia popycha panie z kas PKP do zawierania tajnych układów z konduktorami. Wypisują nieodpowiednie bilety, a potem dostają 40% zysku z niesłusznego mandatu albo dopłaty, dla niewinnego pasażera.

 

Wniosek z tego płynie taki, że trzeba się zabezpieczać przed depresją. Mogą pomóc witaminy i suplementy diety. Podobno pomocna jest też gorąca czekolada i herbatka z dziurawca. Niestety choroba w zaawansowanym stadium jest trudna do wyleczenia, ma to miejsce zwłaszcza, kiedy chory od lat piastuje to samo stanowisko pracy. Dodatkowo depresja prawdopodobnie rozprzestrzenia się szybciej niż wirus świńskiej grypy. Kto wie czy rząd już niedługo nie będzie musiał kupić odpowiednich szczepionek…

 

Elżbieta Pachuła

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.