Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Jakiś czas temu spotkałam ankieterkę, która zaczepiwszy mnie na ulicy, zapytała czy jestem za wprowadzeniem podziału bajek i książek dla dzieci według kategorii wiekowej. Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to odpowiedzieć jej: „Nie, nie i jeszcze raz nie!” Kobieta chyba oszalała. To jakaś totalna bzdura, żeby bajki były dozwolone od określonego roku życia dziecka. To już chyba lekka przesada – nie popadajmy w paranoję.Oto ja, mając 6 lat, miałabym czekać kolejny rok, żeby móc obejrzeć razem z moim starszym bratem kolejny odcinek przygód Animków albo Łosia Superktosia? Przecież to jedynie bajka! Dwadzieścia pięć minut wygłupów i zapuszczania się w głąb innego, ciekawszego świata. Świata barwnych krain, rządzących się własnymi prawami, świata, w którym niemożliwe staje się możliwym. Jaką więc krzywdę mogą wyrządzić: Gumisie, Krecik, Batman, Shrek, Smerfy czy bohaterowie modnych w tej chwili serii „Witch” albo kolejne perypetie przyjaciół Sida i Mańka z „Epoki Lodowcowej”?

Jednak owo pytanie, zadane mi przez tę kobietę, towarzyszyło mi jeszcze długo po pochopnym udzieleniu odpowiedzi. Zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno mam słuszność naiwnie sądząc, że bajki są dla każdego dziecka dobre. Możliwe, że zbyt wierna byłam swojej wizji dzieciństwa, w której na myśl o kreskówkach, przechodziła mi przez głowę cała gama dziecięcych miłych, uczynnych, i przede wszystkim dobrych bohaterów i idoli.

Rzeczywiście, kiedyś bajki miały zupełnie inny wymiar, ale przecież za moich czasów także oglądało się zarówno kreskówki z Zachodu, jak barwne animacje Disneya, jak i ze Wschodu, dajmy na to kreskówkę mojego dzieciństwa – „Czarodziejkę z Księżyca” produkcji japońskiej. W nich także była magia, elementy fantastyczne i walki dobra ze złem, jednak w żaden sposób nie przypominały one  przygłupich serii „Dragon Balla” czy „Pokemonów”.

To, co mam do zarzucenia współczesnym bajkom (nie twierdzę, że wszystkim, ale znacznej części), to przede wszystkim głupota, płycizna moralna oraz epatowanie przemocą i brutalnością. Nie stawia się teraz ani na barwność postaci, kształtowanie jej moralnego kręgosłupa, ani na funkcję moralizatorską czy dydaktyczną bajek, więc chyba coś jest nie tak. Zaczynamy tracić panowanie nad sytuacją, a to z kolei nie prowadzi do niczego dobrego.

Dwa tygodnie później wysłuchując jednego z wieczornych serwisów informacyjnych usłyszałam, że trójka dzieciaków w wieku od 5 do 7 lat chciała przekonać się czy potrafią latać jak jeden z ich animowanych bohaterów. Żadne z nich nie przeżyło tej próby, skok z dachu okazał się dla nich zbyt realny…

Dziś statystyczny rodzic spędza około 3 godziny dziennie na oglądaniu telewizji, a jedynie 3 minuty poświęca na rozmowę z dzieckiem. To tylko potwierdza fakt, że rodzice nie kontrolują treści oglądanych i czytanych przez dzieci. Te marne 180 sekund to za mało, żeby wytłumaczyć dziecku gdzie leży granica między światem animowanych bohaterów, a rzeczywistością. Jednak możliwe, że te same 3 minuty mogły ocalić tych malców przed śmiercią.
Więc w odpowiedzi na pytanie pani ankieterki krzyczę „jestem za”!

Małgorzata Morcinek

Foto: PrincessAshley

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.